Kinga:

Dziękowałam wszystkiemu do okoła, że wszystko dobrze się skończyło.

Przeczytałam wiele historii aborcyjnych na stronie i tym samym byłam nastawiona pozytywnie do sytuacji, która jak się później okazało wcale nie była aż tak pozytywna.

4 testy i wszystkie pozytywne. Lekarz na usg nic nie widzi, ale beta potwierdziła temat. W domu trójka dzieci, specyficzna relacja z partnerem i nowy biznes w dobie pandemii, który zaczął w końcu się rozwijać.

Byłam świadoma braku zabezpieczenia więc przyjęłam tabletkę „po” która jak się okazało nie zadziałała. Od początku w ogóle nie było tematu na 4 dziecko. W 5 tc zamówiłam przesyłkę z WHW . Szła 4 tyg i nie dotarła… Napisali, że wysłali następną (której de facto nie ma do tej pory). W 9 tc zamówiłam kolejną tym razem z WOW. Otrzymałam od nich błędny numer przesyłki i dwa dni czekałam na prawidłowy… Wszystko tak bardzo rozciągało się w czasie… Miałam obawę, że nie zdążę. Zaczęłam pisać do ADT, a oni poinformowało mnie, że nie mam się co martwić, bo po 12tc gdyby do też można tylko należy inaczej przyjmować lekarstwa.

W walentynki dotarła paczka. Szybkie zażycie 1 tabletki i czekam 24 h. Miałam wszystko przygotowane. Czekałam tylko na partnera, aby wrócił z pracy i zajął się dziećmi. Ledwo wszedł, a ja pod język dałam 4 tabletki. Pięć minut po ich rozpuszczeniu zaczął boleć mnie brzuch… Ale tak bardzo znośnie. Ból się utrzymywał, ale nie zwiększał. Po godzinie poszłam do toalety. Podpaska była lekko zabarwiona, a ze mnie wyleciał skrzep. Byłam zdziwiona, że to tak szybko? Że po sprawie? Cóż… Czekam dalej…. Dostałam dreszczy, ubrałam się ciepłej, ale nie musiałam leżeć. Przygotowałam dzieciom naleśniki, pobawiliśmy się i położyłam ich spać. Kolejna wizyta w toalecie i znów skrzep. Do ubikacji goniło mnie coraz częściej, ale też dużo piłam wody w trakcie. Pomyślałam, że skoro najwięcej wypada jak siadam na muszli to może będę miała szybciej temat z głowy.

Po 3 h przyjęłam kolejne 2 tabletki jak zaleca wow. I tu się zaczęło… Ból brzucha coraz większy… Wzięłam ibuprom, ale ból się powiększał… Jeszcze nie zdążyły się do końca rozpuścić, a ja dostałam okropnych dreszczy i bólu mocno rozrywającego. Nie byłam w stanie przestać płakać. Pomimo mojej dużej odporności na ból ten był naprawdę nie do wytrzymania. Siedziałam na toalecie gdzie wszystko ze mnie wypływało, a na kolanach miałam miskę do której wymiotowałam. Po 10 – 15 min nagle wszystko ustało. Cieszyłam się bardzo, że to koniec… Ale jak się okazało to był początek.

Położyłam się na kanapie i zaczęłam oglądać film. Było po 23:00. Poczułam się głodna i wstałam aby udać się do kuchni. Wstając poczułam, że dosłownie ze mnie leci. Zero bólu tylko wiecznie lecącą krew ze skrzepami. Była wszędzie. Po 2 h takiej intensywnej krwi zadzwoniłam do znajomej aby zabrała mnie do szpitala. Dojechałyśmy tam po 2:00. Czułam się dobrze, wręcz świetnie, ale nagle przed drzwiami szpitala zaczęłam tracić przytomność. Posadzono mnie na wózku i zaczęłam wymiotować. W ogóle nie wiedziałam kto i co do mnie mówi.

Wróciłam po chwili do siebie. Zabrano mnie na oddział. Lekarz wykonał badanie i wstępnie stwierdził, że najprawdopodobniej już oczyściłam się ze wszystkiego, ale potwierdzi to rano USG. Było już po 4:00. Pobrano krew do badania. Przebrali i położyli do łóżka. O 7:00 zabrali na USG gdzie okazało się, że jeszcze pozostała kosmówka i muszą usunąć ją chirurgicznie. O 8:00 założyli wenflon i pół godziny później podano znieczulenie ogólne. Obudziłam się na swojej sali w okolicy godziny 11:30. Czysta, przebrana i z zerowym bólem. Z krocza praktycznie zero krwi. Czułam się wolna i dziękowałam wszystkiemu do okoła, że wszystko dobrze się skończyło.

Partner odebrał mnie ze szpitala o 14:00. Pojechaliśmy po dzieci do przedszkola i do domu… A tutaj już życie toczyło się tak jak przed testem ciążowym.

Chcesz powiedzieć o swojej aborcji?​

Mówienie i słuchanie aborcyjnych historii ma ogromną moc. Mało co potrafi z taką siłą przegonić aborcyjną stygmę. Pamiętajcie, że wszystkie herstorie (historie) są ważne i warte usłyszenia.

Dzielenie się swoim aborcyjnym doświadczeniem może być dla pomocne, by ktosia zobaczyła, że nie jest sama.

Twoja aborcja

Jeśli jeszcze nie wyoutowałaś się przed rodziną lub przyjaciółmi z tego, że miałaś aborcję, nadal nie wiesz w jaki sposób to zrobić albo nie miałaś okazji nikomu o niej opowiedzieć: aborcyjny coming out z nami to świetna okazja, by bez presji, stygmy i oceniania opowiedzieć o swoich doświadczeniach.

Dorzuć się komuś do bezpiecznej aborcji

Na aborcję wyślę jej:
Chcesz pomóc?
Najlepiej walczyć o aborcje, robiąc aborcje.

Z naszej pomocy korzysta rocznie ponad 40 tysiące osób, którym wspieramy w zorganizowaniu aborcji. Każda złotówka się liczy, gdy tak jak my, robisz 94 aborcje dziennie (to niemal 4 aborcje co godzinę).