Marta:

Bądź dla siebie wyrozumiała i dobra

Cześć czytelniczko,

Postanowiłam podzielić się swoją historią, ponieważ czytanie innych historii dodało mi dużo odwagi, kiedy najbardziej jej potrzebowałam – mam nadzieję, że i Ty odnajdziesz tutaj potrzebną Ci odwagę i pociechę.

Zacznę od tego, że od zawsze marzyłam o macierzyństwie – ale zaplanowanym, najlepiej już kiedy będę ustabilizowana finansowo, w odpowiednich warunkach. Los chciał jednak inaczej. Mam 22 lata i gdy weszłam w nowy związek to nasz pierwszy stosunek (zabezpieczony prezerwatywą, która się zsunęła w trakcie) okazał się „złotym strzałem”. Jako nastolatka panicznie bałam się niechcianej ciąży i zawsze solidnie się zabezpieczałam. To była pierwsza sytuacja, gdy wkradło się jakieś niebezpieczeństwo, ale nigdy bym nie pomyślała, że w tamtym momencie wpadłam.

Niecały miesiąc później poszłam do ginekologa po tabletki antykoncepcyjne. Zostałam wówczas poinformowana, że albo zaraz dostanę okres albo jestem w początkowym etapie ciąży, więc powinnam sobie zrobić test, zanim zacznę przyjmować hormony.

Była to dla mnie jednak formalność – a tu cyk – dwie kreski. Od razu pojechałam po drugi test – również wynik pozytywny. Pojechałam więc zrobić badanie z krwi – to już ostatecznie potwierdziło ciąże.

Na początku się wahałam. Długo rozważałam czy urodzić. Jednak moja sytuacja finansowa nie jest stabilna, jeszcze nie skończyłam studiów, mieszkam nadal z rodzicami. Nie twierdzę, że bym sobie nie poradziła, bo na pewno tak – ale nie chciałam w ten sposób wychowywać dziecka – ledwie wiążąc koniec z końcem, kombinując jak połączyć studia, pracę i wczesne macierzyństwo.

Dostałam ogrom wsparcia ze strony mamy, przyjaciółek i partnera. Wspierali mnie i byli gotowi na każdą decyzję jaką podejmę. Zdecydowałam się jednak na aborcję.

Dużo się naczytałam i na szczęście trafiłam tutaj. Od razu zamówiłam tabletki z WHW, wpłacając darowiznę. Jednak po ponad 3 tygodniach, przesyłki wciąż nie było. A czas leciał, byłam już w 7. tygodniu ciąży.

Napisałam do nich, informując o zaistniałej sytuacji – od razu wysłali mi kolejną paczkę. Tym razem przyszła po równym tygodniu. Tego samego dnia wzięłam pierwszą tabletkę – lekko bolał mnie brzuch i byłam zmęczona, jednak poza tym nie odczuwałam żadnych innych skutków ubocznych. Następnego dnia o tej samej godzinie przyjęłam 4 kolejne tabletki. Był ze mną partner i mama w pogotowiu. Już podczas rozpuszczania się tabletek w buzi zaczęłam odczuwać silny ból brzucha. Skręcałam się z bólu – dosłownie. Gdy minęło pół godziny i połknęłam resztki tabletek to niemal od razu odczułam mdłości i solidnie zwymiotowałam. Później poszłam do toalety, gdzie dostałam krótkiej, lecz intensywnej biegunki. Po tym leżałam godzinę w łóżku, zwijając się z bólu i próbując zasnąć. Po godzinie zrobiło mi się trochę lepiej, chciałam iść do łazienki – a jak usiadłam zaczęło się obfite krwawienie. Odczuwałam jeszcze skurcze, jednak był to lżejszy poziom bólu niż ten początkowy. Około 4h po zażyciu tabletek jak poszłam do toalety to poczułam jak wylatuje ze mnie strumień krwi, a następnie coś większego – to było to – 2cm jasnego, bezkształtnego zarodka. Po tym zaczęłam już powoli odzyskiwać siły, czując jeszcze jedynie ból podbrzusza i zmęczenie.

Tego bólu nie da się opisać, ani na niego przygotować – ale da się go przetrwać i szybko o nim zapomnieć.

Nie żałuję swojej decyzji – tak musiało być. Przyjdzie jeszcze lepszy czas na zostanie matką, jednak nie było to teraz. Było dużo stresu związanego z obawą że tabletki nie przyjdą i wiele wahań czy oby na pewno nie urodzić. Ale teraz czuję, że słusznie zrobiłam. Nie czuję, jakbym popełniła zbrodnię. Byłam i jestem za świadomym rodzicielstwem.

Psychicznie byłam na to przygotowana – pożegnałam się z zarodkiem i nie czuję żalu. Nie płakałam, ani nie odczułam żadnego rodzaju depresji. Wiedziałam co robię i dlaczego. Zapamiętam to wydarzenie głównie jako męki fizyczne. Jestem szczęściarą, że nie byłam w tej sytuacji sama. Partner cały ten czas leżał obok mnie i pomagał na wszelkie sposoby. Miałam też wsparcie podczas całej ciąży od przyjaciółek i mamy – za co jestem ogromnie wdzięczna.

Życzę Tobie podjęcia słusznej decyzji i jak najmniej stresu i bólu jeśli podejmiesz taką decyzję jak ja. Pamiętaj, że to Ty decydujesz i to Ty będziesz żyła z tą decyzją do końca życia. I nie jesteś w tym sama. Każdy powód jest dobry – nie ma niewystarczającego powodu – każdy jest dobry bez wyjątku, jeśli tylko czujesz, że to słuszna dla Ciebie droga. Bądź dla siebie wyrozumiała i dobra.

Wszystko się ułoży 🙂

Chcesz powiedzieć o swojej aborcji?​

Mówienie i słuchanie aborcyjnych historii ma ogromną moc. Mało co potrafi z taką siłą przegonić aborcyjną stygmę. Pamiętajcie, że wszystkie herstorie (historie) są ważne i warte usłyszenia.

Dzielenie się swoim aborcyjnym doświadczeniem może być dla pomocne, by ktosia zobaczyła, że nie jest sama.

Twoja aborcja

Jeśli jeszcze nie wyoutowałaś się przed rodziną lub przyjaciółmi z tego, że miałaś aborcję, nadal nie wiesz w jaki sposób to zrobić albo nie miałaś okazji nikomu o niej opowiedzieć: aborcyjny coming out z nami to świetna okazja, by bez presji, stygmy i oceniania opowiedzieć o swoich doświadczeniach.

Dorzuć się komuś do darmowej aborcji

Na aborcję wyślę jej:
Poczekaj!
Najlepiej walczyć o aborcje, robiąc aborcje.

Jeśli możesz, rozważ wsparcie finansowe naszych działań.

Skorzystało z nich już ponad 34 tysiące osób, którym pomogłyśmy w zorganizowaniu aborcji. Każda złotówka się liczy, gdy tak jak my robisz 94 aborcje dziennie (to niemal 4 aborcje co godzinę).