Ines:

Dziewczyny, uważam, że zrobiłam dobrze.

Cześć dziewczyny, chcę choć tu podzielić się swoją historią.

Mam córeczkę, niedawno znalazłam super pracę. Z mężem traktujemy się może zbyt neutralnie, co do seksu – to naprawdę rzadkość. No ale niestety. W styczniu po paru kieliszkach poniosło nas i bez zabezpieczenia, niby mąż był pewny, że spuścił się już na zewnątrz, no to jednak…

Nie spodziewałam się niczego. Następnego dnia czułam się bardzo źle, nie mogłam nic przełknąć, a miałam właśnie rozmowę w sprawie nowej pracy. Jakoś się pozbierałam i pojechałam. Przyjęli mnie, wszystko poszło sprawnie. Po kilku dniach czułam się już rewelacyjnie. Minęło 1,5tyg. Okres mi się spóźniał już czwarty dzień. Poszłam po test, wyszedł negatywny. Minął kolejny tydzień. Ja odczuwałam nagle straszny głód, a najchętniej ciągle jadła bym coś słodkiego.

Zszokował mnie pewnego wieczoru widok mojego brzucha. Był okrąglejszy, nawet mąż się dopytywał co ja takiego zjadłam. To dało mi znów do myślenia. Kupiłam znów test i okazał się pozytywny. Świat mi się totalnie zawalił. Byłam pewna jednego, nie teraz, kiedy mam pracę, mamy z mężem własny kąt i wychodzimy pomału na prostą. Mąż na początku mówił, że jakoś damy radę, jednak ja nie chciałam od nowa siedzieć całe dnie przy dziecku, dopiero uwolniłam się i wyszłam do ludzi, nowa praca… Nie mogłam sobie teraz na to pozwolić. Siadłam wieczorem i szukałam kliniki gdzie można dokonać aborcji, byle szybko… Czytałam, że tabletki są inwazyjne i organizm bardzo ciężko sobie z tym radzi. Chciałam to zrobić szybko i bezboleśnie. Po sześciu dniach byłam już w czeskiej klinice. Za mną były już cztery Polki. Zastanawiałam się ile tu Polek przyjeżdża każdego dnia. Nie czułam żadnego strachu. Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą. Położyłam się… a gdy otworzyłam oczy leżałam już w innym miejscu, spojrzałam na zegarek, minęło 30min i do końca nie wiedziałam czy już jestem po… Przyszła pielegniarka, podała mi herbatę, kazała usiąść. Powiedziała, że mam włożony tamponik zrobiony z bandaża i żebym go wyjęła jak wrócę do domu. Usłyszałam płacz jednej z kobiet. W ogóle mnie to nie poruszyło… Czułam się taka obojętna. Nagle mogłam już wstać i ubrać się. Zrobiłam to szybko i szybko też opuściłam to niepozorne miejsce. Czułam lekki ból brzucha jak na miesiączkę.

Dziś mija doba, apetyt mam nadal ogromny. Mogłabym siedzieć i jeść. Nie wiem czym to jest spowodowane. Nie mam praktycznie żadnych plamień. Myślę, że to jeszcze przede mną. Za trzy dni wracam do pracy, choć potrzebuje jeszcze tydzień, żeby w pełni dojść do sił.

Dziewczyny, uważam, że zrobiłam dobrze i podziwiam kobiety, które rodzą, gdy są do tego zmuszane przez społeczeństwo.

Najbardziej martwi mnie to, że muszę całe już swoje życie trzymać to w tajemnicy…

Mówić o swojej aborcji?​

Mówienie i słuchanie aborcyjnych historii ma ogromną moc. Mało co potrafi z taką siłą przegonić aborcyjną stygmę. Pamiętajcie, że wszystkie herstorie (historie) są ważne i warte usłyszenia. Dzielenie się swoim aborcyjnym doświadczeniem może być dla pomocne, by ktosia zobaczyła, że nie jest sama.

Twoja aborcja

Jeśli jeszcze nie wyoutowałaś się przed rodziną lub przyjaciółmi z tego, że miałaś aborcję, nadal nie wiesz w jaki sposób to zrobić albo nie miałaś okazji nikomu o niej opowiedzieć: aborcyjny coming out z nami to świetna okazja, by bez presji, stygmy i oceniania opowiedzieć o swoich doświadczeniach.

Dorzuć się komuś do darmowej aborcji

Na aborcję wyślę jej:
Poczekaj!
Najlepiej walczyć o aborcje, robiąc aborcje.

Jeśli możesz, rozważ wsparcie finansowe naszych działań.

Skorzystało z nich już ponad 34 tysiące osób, którym pomogłyśmy w zorganizowaniu aborcji. Każda złotówka się liczy, gdy tak jak my robisz 94 aborcje dziennie (to niemal 4 aborcje co godzinę).