Misia:

Czuję ulgę, radość, wiem że podjęłam najlepszą decyzję

Cześć, jeśli to czytasz to prawdopodobnie myślisz o aborcji. Może tak jak ja podjęłaś już decyzję, ale masz obawy co Cię czeka. Na początek chcę Ci powiedzieć, że wspieram każdą Twoją decyzję. Jest dobra, bo jest Twoja. Bez względu na to jaki masz powód, bo każdy jest wystarczający. Opowiem Ci moją historię. Mam 25 lat, narzeczonego którego kocham ponad życie, pracę, psa i wynajęte mieszkanie. Pamiętam jak krzyczałam na strajkach hasła „wolność, kocham i rozumiem” „moje ciało to mój wybór”. Pamiętam jak po ogłoszeniu wyroku TK siedziałam przed telewizorem i płakałam. Płakałam nad losem swoim i innych kobiet, płakałam, bo na moich oczach banda mizoginów niszczy kraj w którym się urodziłam i który mimo tego wszystkiego kocham. Bałam się co będzie dalej.

O ciąży dowiedziałam się kiedy zaczął mi się spóźniać okres już dobre dwa tygodnie. Na początku myślałam że to znowu mój organizm postanowił przerzucić okres z końca miesiąca na początek następnego, bo tak się już działo wcześniej. Jednak czułam się jakoś gorzej, bolały mnie piersi i cały czas było mi zimno. Apteka, trzy testy, wszystkie pozytywne. W pierwszej chwili razem z partnerem po prostu się śmialiśmy, bo trochę do nas to nie docierało, trochę może była to reakcja na stres. Mój narzeczony bardzo nie chciał dać mi odczuć w jakikolwiek sposób presji, więc powiedział że decyzja należy do mnie A on w każdej mnie wesprze. Jednak poprosiłam go żeby szczerze powiedział co uważa. No i uważaliśmy oboje to samo – chcemy mieć dziecko, ale na naszych zasadach i wtedy kiedy my podejmiemy tą decyzję świadomie. Teraz mamy w planach piękne wesele, chcemy korzystać z życia ile tylko się da, podróżować, kupić dom. To wszystko wymaga wydatków, na które nie byłoby nas stać mając dziecko. Po drugie, oboje sporo ostatnio porządkowaliśmy sobie w głowach i doszliśmy do wniosków, że nasz wiek nie zobowiązuje nas do niczego, to nasze życie i chcemy z niego wycisnąć ile się da, a nie przejmować tym czy masz tryb życia w tym wieku jest społecznie akceptowalny. I dziecko byłoby w tej chwili zaprzeczeniem tego co sobie obiecaliśmy. Po trzecie – jestem świeżo po schudnięciu 30kg, w końcu czuje się ze sobą dobrze, pewnie i daje mi to ogromną satysfakcję. Wizja zniszczenia tego nad czym pracowałam przez ostatni rok mnie przeraziła. Mówię o tym dlatego, żeby Ci uświadomić, że nawet taki powód jest dobry. I nikt nie ma prawa Cię za to oceniać.

Decyzja, piszę do WHW. Darowizna trochę nas przestraszyła, bo były to nasze ostatnie pieniądze w tym miesiącu, ale uznałam że są kobiety w dużo gorszej sytuacji niż ja więc zapłacimy bez problemu. Tabletki przyszły po kilku dniach, zadziwiająco szybko. Pierwszą wzięłam w pracy, żadnych efektów ubocznych. Na drugi dzień 4 tabletki pod dziąsło. Partner był ze mną cały czas. Momentalnie stres wziął górę i już po dwóch minutach zaczęło mi się kręcić w głowie, miałam duszności, serce waliło mi jak oszalałe (ale to że względu na moje problemy psychiczne, każdy większy stres wywołuje taką reakcję). Partnerowi udało się mnie uspokoić po kilkunastu minutach, jednak ja miałam w głowie ogrom obaw, ponieważ nie zrobiłam żadnych badań, jedynie test ciążowy. Co jeśli będą jakieś komplikacje? Powiedziałam narzeczonemu, że może być ciężko, może będę się zwijać z bólu, ale po karetkę dzwoni dopiero jeśli stracę przytomność. Poszłam założyć podpaskę. Po pół godziny zaczęły się dreszcze, czułam że mam gorączkę. Leżeliśmy pod kocem, narzeczony cały czas nade mną czuwał, wspierał. Uspokoiłam się już na tyle że po prostu leżałam i oglądałam telewizję. Wstałam do toalety sprawdzić czy coś się dzieje – zaczęło się krwawienie. Było bardzo silne, jednak skurcze były totalnie do wytrzymania (mam wysoki próg bólu ogólnie, nie miewam bolesnego okresu, a te skurcze porównałabym do poziomu bólu porządnego wykręcenia jelita w trakcie biegunki). Wróciłam na łóżko, dwa razy przeciekła mi podpaska i trochę się martwiłam czy to nie za dużo. Po jakiejś godzinie wyszliśmy na balkon na papierosa, wracając do pokoju poczułam po prostu jak coś ze mnie wylatuje dosłownie. Znowu do toalety, sprawdzam. Dość spora jakby tkanka, skrzep, no nie wyglądało to na pewno tak jak na banerach pod kościołami. Ulga. Potem już wszystko zaczęło przechodzić. Krwawiłam jeszcze przez prawie dwa tygodnie, ból piersi minął po kilku dniach, uczucie wiecznego zimna po jakimś tygodniu. Wczoraj zrobiłam test ciążowy – negatywny. Czuję ulgę, radość, wiem że podjęłam najlepszą decyzję. Przez cały czas ze strony Women Help Women otrzymywałam wsparcie i instrukcje postępowania, jestem ogromnie wdzięczna że istnieją takie organizacje pomagające kobietom w tym paskudnym kraju.

Kochana, wspieram Cię całym sercem, cokolwiek byś nie zdecydowała, jestem z Tobą❤️

Chcesz powiedzieć o swojej aborcji?​

Mówienie i słuchanie aborcyjnych historii ma ogromną moc. Mało co potrafi z taką siłą przegonić aborcyjną stygmę. Pamiętajcie, że wszystkie herstorie (historie) są ważne i warte usłyszenia.

Dzielenie się swoim aborcyjnym doświadczeniem może być dla pomocne, by ktosia zobaczyła, że nie jest sama.

Twoja aborcja

Jeśli jeszcze nie wyoutowałaś się przed rodziną lub przyjaciółmi z tego, że miałaś aborcję, nadal nie wiesz w jaki sposób to zrobić albo nie miałaś okazji nikomu o niej opowiedzieć: aborcyjny coming out z nami to świetna okazja, by bez presji, stygmy i oceniania opowiedzieć o swoich doświadczeniach.

Give someone a free and safe abortion

I'm chipping in!
Support us!
It's best to fight for abortions by doing abortions.

This year, we've helped over 40 000 people in unwanted pregnancies. Each penny counts when you're assisting in 94 abortions a day (that's almost 4 abortions every hour).