Jej ciało – jej wybór!
To pierwsza kampania na świecie, w której mężczyźni mówią do innych mężczyzn o aborcji, że jest to sprawa kobiet. Zamiast rycerzy na białych koniach, którzy będą nas za wszelką cenę ratować, chcemy absolutnych podstaw: słuchania nas, wspierania bez oceniania i akceptacji naszych decyzji, jakie by one nie były.
website under construction
Significant:
  • Podjęcie decyzji i przerwaniu lub kontynuowaniu ciąży to decyzja osoby w ciąży. Osoby które zaprosiłyśmy do naszego klipu świetnie to wiedzą.
  • Zaprosiłyśmy ich do współpracy, bo tak już w tym patriarchacie mamy, że gdy my mówimy, to mężczyźni często nie słuchają. Ten stan rzeczy także trzeba zmienić – to jasne – ale my, aborcjonistki, nie mamy tyle czasu. Poparcia dla możliwości samostanowienia, dla wolnej i bezpiecznej aborcji potrzebujemy teraz.
  • Zmuszanie kogoś do bycia w ciąży to okrutna forma przemocy. Klip „Jej ciało – jej wybór” publikujemy na 9 dni przed rozprawą Justyny Wydrzyńskiej, która jest oskarżona jest o pomoc w aborcji kobiecie, która będąc ofiarą przemocy ze strony swojego męża, była zmuszana do narodzin kolejnego dziecka.

Jedną z cech patriarchatu jest to, że mężczyźni mający władzę (nie tylko polityczną) nie słuchają, co mają do powiedzenia kobiety. Postanowiłyśmy więc zaangażować kilku z nich, aby nagłośnili nasz przekaz i dotarli z nim poza naszą bańkę odbiorców.

Już od momentu opublikowania zwiastuna tego klipu, wiele osób mogących zajść w ciążę komunikuje w sieci, że nie obchodzi ich to, co do powiedzenia na temat aborcji mają mężczyźni . Nie będziemy ukrywać: czytamy to z pewną radością i satysfakcją, gdyż same od lat stoimy na takim samym stanowisku: uważamy, że tylko osoba w ciąży ma prawo decydować o jej dalszym rozwoju, a każdy argument za jej decyzją jest ważny – bo ona jest ważna.

Aborcja? – „A co na to mąż?!”

Dwa paski na teście ciążowym potrafią zaskoczyć. Osoby w związkach, rozstrzygając o urodzeniu i wychowaniu dziecka, stanowią często jednocześnie o swoich wieloletnich planach na przyszłość. Te wiążą się z podejmowaniem dużych decyzji –  jak na przykład wspólnym zamieszkaniu, zmianie pracy, podziale obowiązków. W tym wszystkim ważne jest, aby osoba w ciąży miała poczucie że nie jest traktowana jak inkubator. Tak jak decyzja o aborcji zależy wyłącznie od niej, tak samo do niej należy wybór, czy chce do rozmowy o tej ciąży kogoś zaprosić. My też wolałybyśmy, gdyby nie trafiało do nas tyle osób biorących tabletki w sekrecie i stresie, pytających jak ukryć poronienie przed partnerem lub rodzicami.

Zmuszanie do ciąży to przemoc

Rzeczywistość bywa okrutna: wiele osób ma nieszczęście żyć z przemocowymi typami; to właśnie zdarzyło się Ani i Justynie o których opowiadamy w naszej akcji Jak Justyna. Rozmawianie o poglądach dotyczących przerywania ciąży przed podjęciem decyzji o wejściu w związek nie powinno być niczym dziwnym i wiemy, że coraz więcej osób w ramach ubezpieczania się pyta o to już na pierwszej randce.

Sprzeciw potencjalnych partnerów wobec aborcji na życzenie to nie tylko pogląd: to realne niebezpieczeństwo. Taki mężczyzna staje się rzeczywistym zagrożeniem i kolejną barierą w dostępie do aborcji – po niesprzyjającym prawie, niekompetentnych pracownikach ochrony zdrowia, klauzuli sumienia, konieczności szukania pomocy za granicą i wszechobecnym tabu, przez które nie możemy wprost poprosić kogoś o opiekę nad dzieckiem lub wolne w pracy ze względu na potrzebę zrobienia aborcji. Mężczyźni którzy wzięli udział w filmie mają stanowić ich przeciwieństwo: wspierać, słuchać, pomagać.

Każdego dnia z Aborcją Bez Granic kontaktują się jakieś osoby, które próbują ze strachu ukryć niechcianą ciążą i aborcje. Sama doświadczyłam tego jak to jest być z mężczyzną, który odmawiał mi prawa do decydowania o sobie, kontrolował mnie i musiałam robić aborcję w tajemnicy. Staje przed sądem, bo mąż kobiety której pomogłam w aborcji doniósł na nią i na mnie na policję. Myślę, że to ważne, żeby mężczyźni zobaczyli że można inaczej, że zamiast kontrolować, można wspierać.

said Justyna Wydrzyńska

Kobiety, które dały radę – sprawa Justyny i Ani

Spot wypuszczamy 9 dni przed drugą rozprawą Justyny Wydrzyńskiej. Justyna, oskarżona o pomocnictwo w aborcji, przekazała tabletki poronne nieznanej jej kobiecie: Ani, która była w związku z mężczyzną stosującym przemoc. Decyzja o aborcji podjęta przez Anię była łatwa, to okoliczności jej towarzyszące były trudne. Wyjazd do niemieckiej kliniki nie udał się, ponieważ mąż Ani zagroził, że jeśli ona wyjedzie z ich trzyletnim dzieckiem, on zgłosi porwanie rodzicielskie. Ze względu na początek pandemii i sparaliżowane usługi pocztowe nikt nie wiedział, ile jeszcze trzeba będzie czekać na zestaw zamówiony u Women Help Women. Szukając pomocy w internecie, Ania trafiła na Aborcję Bez Granic. Zgłosiła się z prośbą o pomoc, opowiadając o tym jak mąż sprawdza jej wiadomości, czyta maile, przegląda historie przeglądarki internetowej. Działająca w ABG Justyna poznała w ten sposób historię Ani i poczuła się jak kilka lat wcześniej; w przeszłości była dokładnie w takiej samej sytuacji.

Justyna podjęła decyzję w obawie, że Ani nie uda się inaczej pomóc: w myśl zasady “jak nie drzwiami, to oknem” wysłała jej własne tabletki aborcyjne. Kobiety zostały nakryte, bo kontrolujący wszystko mąż Ani dowiedział się o ich sojuszu.

Aborcyjny Dream Team wspiera przetrwanki i ofiary przemocy domowej

To nie jedyna taka sytuacja. Raz na jakiś czas – niestety wcale nie rzadko – piszą do nas osoby, które muszą ukrywać swoje aborcje przed mężami, partnerami, chłopakami.

Przez ostatnie kilka lat wiele razy zdarzyło nam się słyszeć i czytać, że on spuścił tabletki w toalecie, wyrzucił, wyniósł z domu czy nawet połknął. Zdarzyło nam się wiele razy doradzać jak zrobić aborcję tabletkami tak, by on się nie zorientował. Nieraz słuchałyśmy, że on trzyma kasę, kontroluje każde wydatki, że prowadzi tabelkę z wydatkami i rozlicza ze wszystkiego, dlatego przelanie darowizny nie ma szans, bo on na pewno coś wywęszy. Zdarzyło nam się słyszeć, że on kiedyś nawet wsparł ją w aborcji, ale teraz straszy, szantażuje, że opowie o niej rodzinie i wszystkim znajomym – byle tylko zmusić ją do pozostania z nim w związku. Jako ADT spuszczałyśmy na drzewo mężczyzn, którzy pisali do nas oczekując informacji i szczegółów o aborcjach ich partnerek (nie martwcie się –  nie dostają od nas choćby lakonicznego “tak”/”nie”, nawet gdy próbują gróźb i szantażu).

Jedna rada: rzuć go!

Opisane powyżej sytuacje to przykłady różnych rodzajów przemocy: psychicznej, fizycznej, ekonomicznej, wynikającej z podziału ról w związku zgodnie ze stereotypami płciowymi. Cytowanie w klipie komentarze także są prawdziwe i pochodzą z komentarzy pod naszymi postami. Chociaż są obrzydliwe, to świetnie odzwierciedlają warunki w jakich kobiety w Polsce muszą robić aborcje. Liczymy na to, że przeczytanie ich na głos przez kilku mężczyzn, że usłyszenie tego przez resztę z nich unaoczni ten problem. Nie próbujemy robić tego same, bo wiemy, że prędzej niż nas posłuchają się gadającej wierzby. Ten stan rzeczy także trzeba zmienić –  to jasne –  ale my, aborcjonistki, nie mamy tyle czasu. Poparcia dla możliwości samostanowienia, dla wolnej i bezpiecznej aborcji potrzebujemy TERAZ.

Kolejna rozprawa Justyny Wydrzyńskiej odbędzie się 14.07 o godz. 9:30 w Sądzie Okręgowym Warszawa – Praga przy ulicy Poligonowej 3. Demonstracja solidarnościowa rozpocznie się o godz. 9:00.

Read more:

Give someone a free abortion

I'm going to send her:
Hold on!
It's best to fight for abortions by doing abortions.

If you can, please consider financially supporting our work.

We have helped over 34,000 people. Every euro counts when, like us, you do 94 abortions a day (that's almost 4 abortions every hour).