Moja aborcja

Kilka miesięcy temu, mając 19 lat, zobaczyłam na teście nieszczęsne 2 kreski. Nie jestem gotowa na dziecko, nie chcę w tym momencie dziecka, jestem za młoda i z pewnością nie zapewniłabym dziecku wszystkiego, co mu potrzebne.

Wybór więc był oczywisty – byłam w ok. 6 tygodniu ciąży, więc w grę wchodziła aborcja farmakologiczna. Będąc dobrze rozeznana w temacie, szybko weszłam na stronę Women Help Women – jest to non-profit organizacja zajmująca się zapewnieniem antykoncepcji i tabletek do aborcji farmakologicznej. Wysłałam darowiznę, a tydzień po w mojej skrzynce pocztowej znalazłam tabletki.

Co do samego procesu aborcji, nie będę owijać w bawełnę – bolało (fizycznie) niemiłosiernie. Ogromne skurcze, ogromna ilość krwi, w tym ogromne zakrzepy. Po ustaniu krwawienia, pojawiło się na jakiś czas plamienie. Ale co najważniejsze – ból ustał, a ja byłam i jestem wolna. Niczego nie żałuję.

Będę walczyć o legalną i ogólnodostępną aborcję w Polsce, bo jest to nasze prawo, jedno z najważniejszych – prawo o decydowaniu o własnym ciele i zdrowiu.