Aborcja w klinice

W 2011 roku zaszłam w nieplanowaną ciążę.

Mimo, iż z partnerem byłam kilka lat, nie był to dobry czas na dziecko. Robiłam studia, mieszkaliśmy osobno, czułam, że to nie jest najlepszy moment. Partner się wahał, ale ostateczną decyzję pozostawił mnie. Nie wiedziałam gdzie szukać pomocy, trochę się bałam pytać ginekologów o zabieg, poszukałam w internecie, dowiedziałam się, że klinika na Słowacji przyjmuje dziewczyny z Polski na zabieg aborcji do 12 tygodnia ciąży. Przed wyjazdem musiałam zrobić badania krwi, pójść do ginekologa potwierdzić tydzień ciąży. Był to 8-9 tydzień. Na Słowację jechaliśmy w milczeniu. Przyjęcie w klinice wspominam dobrze. Personel przyjmujący mówił po polsku (konsultant przez telefon też mówił w naszym języku). Na zabieg musiałam być na czczo. Wszystko trwało krótko i szybko. Przebrałam się w koszulę, uśpili mnie i obudziłam się na sali operacyjnej, po chwili przewieźli mnie do sali, gdzie mogłam dojść do siebie po zabiegu. Tam też czekał partner. Po zabiegu emocje puściły. Czułam się źle psychicznie i fizycznie. Po trzech godzinach mogliśmy ruszyć w drogę powrotną. Jechałam i płakałam. Sama nie rozumiałam tych emocji ale czułam wielką stratę a jednocześnie ulgę, wiedziałam, że tak trzeba było zrobić. Zatrzymaliśmy się w hotelu w Cieszynie na noc. Dziś nie żałuję. Czasem się zastanawiam co by było gdybym nie przerwała ciąży, ale wtedy nie byłam gotowa na dziecko. To mój ciężar i moja sprawa. Wracając do zabiegu, był oczywiście płatny. Nie pamiętam już ile.