Aborcja po ludzku w Finlandii

Wyjechałam kilka lat temu do pracy za granicę i tutaj poznałam mojego chłopaka. Stosowaliśmy zabezpieczenie, ale mniej więcej po roku spóźniała mi się miesiączka. Zrobiłam test i okazało się, że jestem w niechcianej ciąży.

Od znajomej dowiedzialam sie, że mogę tak po prostu zadzwonić do przychodni w sprawie ewentualnej aborcji. Najpierw zrobiono mi tam test, a gdy zadzwoniłam następnego dnia, recepcjonistka poinformowała mnie o pozytywnym wyniku i od razu zapytała, co chciałabym zrobić – urodzić czy przerwać ciążę. bez namysłu wybrałam to drugie rozwiązanie. Kolejnego dnia miałam umówioną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, żeby potwierdzić moją decyzje i by dostać skierowanie do ginekologa. Za dwa dni byłam w gabinecie ginekologa, gdzie zrobiono mi badania – okazało się, że to początek (5-6 tydzień), najlepszym rozwiazaniem była aborcja farmakologiczna.

Wzięłam pierwszą dawkę tabletek jeszcze podczas wizyty w gabinecie, a drugą dostałam na później do zażycia w domu. Nie było to nic strasznego – taki mocniejszy okres. Następnego dnia po aborcji czułam sie na siłach, by wrócić do pracy.

To był dobry wybór!