Moja aborcja

Zostałam zgwałcona, policja umorzyła sprawę bo “nie krzyczałam, nie wyrywałam się oraz sama wsiadłam do auta”. Zaczął spóźniać mi się okres, w głowie miałam tylko “byleby nie być w ciąży”. Niestety, 5 testów wyszło pozytywnie. Aborcji nie miałam jak zrobić “legalnie”, bo sprawę przecież umorzono, odczuwałam tylko strach związany z tym, co się stanie. Zaczęłam więc szukać w internecie i trafiłam na WHW. Tabletki doszły naprawdę szybko, po dwóch dniach dostałam dyskretnie zapakowaną paczkę. Bałam się okropnie, a co jeżeli wystąpią jakieś komplikacje i będę musiała pójść do szpitala? Już wyobrażałam sobie oceniające mnie spojrzenia pielęgniarek czy lekarzy. Jednak po chwili stwierdziłam, że moja aborcja to tylko i wyłącznie moja sprawa i takiej odpowiedzi udzielę im jeżeli będą mnie osądzać. Tabletki wzięłam następnego dnia, fizycznie byłam sama ale przez telefon rozmawiałam z przyjacielem. Bolało. Bardzo bolało i żadne przeciwbólowe leki mi nie pomagały, większość czasu spędziłam w toalecie i nagle to poczułam. Wszystko ze mnie zwyczajnie wypłynęło. Ból ostał po godzinie, a ja? Ja czułam się świetnie, naprawdę świetnie, mimo bycia okrutnie zmęczoną. Parę dni później ponownie zrobiłam test. Negatywny! Poczułam największą ulgę w swoim życiu, wiem, że była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć i że nie mam czego się wstydzić ani czego żałować!