Rzeczywistość aborcyjna dotarła do sejmu!

Karolina wklejona na sejmową mównicę

Karolina wklejona na sejmową mównicęKarolina Więckiewicz mówiła o rzeczywistości aborcyjnej na Posiedzeniu Zespołu ds. Praw Reprodukcyjnych o sytuacji kobiet w Polsce po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22.10.2020 r. w sprawie przepisów ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży.

Wystąpienie Karoliny Więckiewicz z Aborcyjnego Dream Teamu i Aborcji Bez Granic jest dostępne poniżej w formie tekstowej oraz do odsłuchania tu.

Dziękuję bardzo za oddanie mi głosu i też w imieniu Aborcyjnego Dream Teamu i całej Aborcji Bez Granic. Dziękujemy za zaproszenie i bardzo się cieszymy, że przy tej okazji możemy opowiedzieć trochę o rzeczywistości aborcyjnej, z perspektywy osób, grup, aktywistek, organizacji, które codziennie wspierają osoby przerywające ciąże.

Jak wiemy, według oficjalnych danych, statystyk ministerstwa zdrowia, rządu, przedstawianych w corocznych sprawozdaniach, około 1000 osób rocznie do czasu wydania wyroku miało aborcję z przesłanki embriopatologicznej w polskich szpitalach. Między 22 października a 27 stycznia, czyli między wydaniem tego wyroku do czasu jego ogłoszenia/publikacji, zdecydowanej większości osób w takiej sytuacji już się tego wyegzekwować nie dało. Niektóre osoby, z naszego doświadczenia wynika, że w ogóle nie próbowały tego robić. Po 27 stycznia przestało mieć to większy sens. I też chciałam podkreślić, że z tych 1000 osób rocznie, to nie są wszystkie osoby, znaczy te 1000 osób rocznie rzeczywiście miało te zabiegi, ale to nie są wszystkie osoby, które tych zabiegów potrzebowały przez te wszystkie lata, niektórym nie udało się ich wyegzekwować, bądź nawet nie próbowały tego robić, wiedząc, z czym to się wiąże. I te osoby, którym nie udaje się wyegzekwować zabiegu, bądź nie próbują tego robić, wiele z tych osób decyduje się na wyjazd za granicę.

Tak było przed wydaniem tego wyroku i tak jest oczywiście po nim.

Ta sytuacja miała swoje dwa momenty, jeden bardzo długi, czyli taki, w którym rzeczywiście te wyjazdy mogły mieć miejsce tylko wtedy, kiedy osoby miały na nie środki bądź dotarły do możliwości pomocy ze strony organizacji takich jak Ciocia Basia czy Abortion Network Amsterdam.

W grudniu 2019 roku to się zmieniło, ponieważ powstała Aborcja Bez Granic.

Dzięki Aborcji Bez Granic aborcja za granicą nie jest już tylko możliwa, dla osób, które są ekonomicznie uprzywilejowane, bądź mają możliwość zdobyć te pieniądze, bądź je po prostu mają. I każda osoba, która nie ma możliwości wyjechać za granicę, zapłacić za ten zabieg może skorzystać z pomocy finansowej, oczywiście także z pomocy logistycznej, organizacyjnej,  językowej, znalezienia faktycznej kliniki i umówienia zabiegu,  ale także znalezienia noclegu, zorganizowania podróży i tak dalej.

W związku z tym, w takiej sytuacji, w której pacjentki do Państwa się zgłaszają, mówię tutaj do personelu medycznego:

To nie jest jedyną możliwością kierowanie do hospicjum perinatalnego, czy pokoju wypłakań, można kierować do Aborcji Bez Granic.

Udzielanie informacji o tym, że działa Aborcja Bez Granic, że istnieje infolinia, pod którą zadzwoniwszy można się dowiedzieć wszystkich opcji, jakie są możliwe w danej sytuacji, jest udzielaniem informacji, które nie jest karalne. I mam taki apel żeby też to stało się powszechną praktyką, w sytuacji, w której nie możecie Państwo pomóc, żeby  kierować po prostu do organizacji, które mogą pomóc i mogą to zrobić , jedyne, co trzeba zrobić to się po prostu do nas zgłosić.Bardzo istotna była tutaj kwestia poruszona wsparcia psychologicznego, przed wydaniem wyroku a potem jego ogłoszeniem nie było takiej potrzeby, ale ta skala też osób, które zostały w taki sposób, jeszcze bardziej dotkliwy, przez ten system wykluczone, to doświadczenie kryzysów emocjonalnych po prostu się wzmożyło i więcej osób potrzebuje tego wsparcia i my też to wsparcie zapewniamy.

Uruchomiłyśmy linie wsparcia psychologicznego, która oparta jest na radykalnej empatii i radykalnym zaufaniu.

Czyli na tych zasadach, które towarzyszą nam zawsze, bo tak jest, że system nas wyrzuca. To znaczy to jest tak, że rzeczywiście przez jakiś czas byłyśmy w tym wszystkim same, ale ten system nas wyrzuca od 93 roku, co do zasady jesteśmy pozostawione same sobie.

Od około 15 lat jednak już nie jesteśmy same.

Ponieważ działają, rozrasta się tak naprawdę wciąż sieć pomocowa, to się zaczęło w przez forum maszwybor.net założone przez Kobiety w sieci dokładnie 15 lat temu i osoby, które mają informacje o tym systemie wsparcia mogą z niego skorzystać i nie są już same. I to się bardzo nasiliło po dwudziestym drugim października, ponieważ o Aborcji Bez Granic też wiele osób się po prostu dowiedziało.

Chciałam też podać Państwu parę liczb, powiedzieć o tym ile osób rzeczywiście, faktycznie z tego wsparcia skorzystało. Ze wsparcia w warunkach pandemii. Ja też chciałam to podkreślić, że czas, w którym został wydany ten wyrok to jest czas tak naprawdę u nas drugiej fali zakażeń koronawirusem. I nie jest to tak aż trudna sytuacja była w pierwszym lockdownie rok temu wiosną, kiedy nie latały samoloty, ale musimy pamiętać, że osoby wyjeżdżają w warunkach pandemii. Uzasadnienie tego, że ja wyjeżdżam na kilka dni często jest, zwłaszcza, jeżeli nie jest to jakieś jawne, że chcę przerwać ciąże, odbycie kwarantanny, testy, ograniczone możliwości poruszania się, czyli o wiele mniej samolotów, pociągów itd. to wszystko wpływa na to doświadczenie, wydłuża je, też sprawia, że ono więcej kosztuje po prostu.

Natomiast od 22 października tylko 650 osób skorzystało ze wsparcia i przerwało ciąża w drugim trymestrze, mówimy tylko o osobach w drugim trymestrze, które pojechały za granicę. W tym około 200 ujawniło nam fakt, że potrzebują tej aborcji ze względu na diagnozę embriopatologiczną. Nie wiemy ile tych osób faktycznie było, ponieważ o to nie pytamy. A też w drugim trymestrze najczęściej jeździ się po prostu na aborcję to Holandii bądź Wielkiej Brytanii gdzie do 22 i 24 tygodnia odpowiednio o ten powód tak naprawdę się nie pyta. W związku z tym nie trzeba go ujawniać, nie trzeba żaden sposób na tą aborcję zasługiwać, tłumaczyć się i jakby też licytować się na te sytuacje, po prostu wystarczy powiedzieć “Nie chcę /  Nie mogę w tej ciąży być” i się pomoc uzyska.

Także naszą pomoc finansową, organizacyjną, logistyczną oraz wsparcie psychologiczne, a także prawne.

Bo wiele osób ma wątpliwości, co do tego czy jeżeli została założona karta ciąży, czy jak zostały stwierdzone te wady, czy to gdzieś jest odnotowane, ktoś będzie pytał, co się stało z tym płodem, z tą ciążą, czy ja mu mogę powiedzieć, że miałam aborcję czy nie? Czy ja pójdę do więzienia, a jeśli nie ja to, kto i tak dalej i tak dalej, więc też osoby potrzebują, że niezależnie od tego, co zdecydują się zrobić ze swoją ciążą to nikt nie ma prawa ich za to ścigać, donosić i tak dalej, co oczywiście się czasem dzieje. To, co jest też bardzo ważne, te aborcje, o których przed chwilą powiedziałam, te, które miały miejsce za granicą, te w drugim trymestrze od 22 października kosztowały blisko pół miliona złotych. Jak się Państwo domyślają zapłaciły za to tak naprawdę osoby, które postanowiły dawać datki, darowizny na organizacje, które pomagają finansowo osobom w przerywaniu ciąży. Po prostu:

Kupujemy sobie aborcje nawzajem.

Państwo nie ma z tym nic wspólnego. Państwa to nie obchodzi. W sensie państwa, jako państwa [przyp. kraju/rządu] a nie Państwa, którzy tutaj siedzą i oglądają, po prostu. Możemy sobie przerywać te ciąże, to jest od 93 roku prawda, nikt nas za to do więzienia nie wsadza, ale nikt się nami nie interesuje, nikt tego nie liczy, nie sprawdza, nie ma w ogóle pojęcia o tym, jaka rzeczywista jest faktyczna potrzeba społeczna związana z przerwaniem ciąży.

Jeszcze jedna liczba, która jest też ogromna to jest 18 tysięcy osób, które do nas zadzwoniło, napisało, odezwało się do nas.

Z pytaniami, wątpliwościami,   potrzebą właśnie przerwania ciąży i są to bardzo różne osoby. Numer Aborcji Bez Granic dotarł bardzo szeroko. Dzwonią do nas osoby z całej Polski, z małych miast, wsi, z dużych miast, wykonujące bardzo różne zawody, będące w bardzo różnym wieku. Będące w bardzo różnym również statusie w tym kraju, czyli osoby uchodźcze, osoby bez dokumentów, osoby z niepełnosprawnościami, osoby z bardzo różną liczbą dzieci, naprawdę bardzo bardzo różne. Ponieważ tak naprawdę ta aborcja i doświadczenie aborcji to nie jest żaden statement [deklaracja] polityczny i to jest tak, że to jest realna potrzeba i realne doświadczenie wielu osób. Niezależnie od tego, na kogo głosują i do jakiego kościoła chodzą i czy w ogóle. I większość z tych osób to jest ta rzeczywistość aborcyjna, większość z tych osób, zdecydowana, miała aborcję farmakologiczną. To jest rzeczywistość aborcyjna na całym świecie. Osoby, które mają aborcję to są osoby, które przerywają ciążę w pierwszych kilkunastu tygodniach jej trwania i coraz częściej robią to po prostu za pomocą tabletek aborcyjnych w domu. Robią to również w drugim trymestrze to nie jest ograniczone tylko do pierwszych dwunastu tygodni.

Celowo mówię o kilkunastu tygodniach, ponieważ to jest nie tylko po prostu prawda, rzeczywistość, ale także jest to możliwe i bezpieczne.

I my tym osobom towarzyszymy codziennie, teraz po prostu jest tych osób coraz więcej, ale nie, dlatego że więcej osób potrzebuje aborcji, tylko więcej osób wie o tym, że może się o to do nas zwrócić. Mamy bardzo dużo pracy, także jak tutaj do Państwa mówię jakaś osoba pyta o to gdzie zamówić leki, jakaś osoba na nie czeka, jakiejś osobie nie przychodzą, jakaś osoba je właśnie bierze, zastanawia się czy to, co się dzieje z jej ciałem to jest to, co powinno się dziać, jakaś osoba czeka na wynik testu z krwi czy na pewno się udało, bo nie zauważyła tego, nie była tego w stanie stwierdzić, jakaś osoba czeka na to aż przestanie krwawić a jakaś osoba czeka na to, aby wrócił jej okres i żeby zaczęła krwawić. I te wszystkie osoby są z nami w kontakcie, w bardzo bardzo intensywnym kontakcie, ponieważ potrzebuję tego wsparcia, ufają nam i wiedzą, że mogą się do nas zwrócić.

I chciałam powiedzieć też to, że co do zasady, zgodnie z rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia, kontrola lekarska, mówię o tym w cudzysłowie, nie jest potrzebna przy aborcji farmakologicznej. Jest tak, że tylko około 1% osób, które zażywają tabletki w domu rzeczywiście musi udać się do szpitala w trakcie aborcji farmakologicznej, w trakcie już tego poronienia żeby to poronienie zostało dokończone, ponieważ no jej organizm nie reaguje na te leki w taki sposób żeby mogła rzeczywiście całkowicie tą aborcję całkowicie przeprowadzić samodzielnie.

Ale osoby, które właśnie tak przerywają ciążę, tak jak mówiłam jest ich bardzo dużo, to są osoby, które często mają negatywne doświadczenia z lekarzami i lekarkami, ale mimo wszystko ufają lekarzom, bardzo ufają, jak Państwo wiecie lekarz to jeden z zawodów zaufania publicznego, ale też jeden z zawodów o takim realnym zaufaniu. Osoby po prostu ufają lekarzom, więc zdarzają się, często po prostu pytają przed aborcją, kiedy stwierdzają, że są w ciąży albo na wizycie się tym dowiadują pytają o to jak mogą przerwać tą ciążę, mówią o tym, że słyszały o tabletkach, czy można się więcej dowiedzieć i tutaj jest bardzo ważne zadanie:

nie straszyć tabletkami, krwotokami, nie mówić o tym, że nie można tego robić samej i że środki z internetu są niebezpieczne, bo jest to zwyczajnie nieprawda.

Można powiedzieć o tym gdzie, jeżeli oczywiście mamy przekonanie. Oczywiście są różne źródła, są gorsze i lepsze oczywiście warto informować o tych dobrych a informowanie, udzielenie informacji o tym jak działają środki poronne i w jaki sposób można je zdobyć nie jest karalnym pomocnictwem w aborcji. Też służymy oczywiście materiałami na ten temat, jesteśmy w stanie wysłać każdą ich ilość do absolutnie każdego szpitala i gabinetu.

Osoby mogą potrzebować kontroli po aborcji, często pytają “chcę iść do lekarza, muszę, ale chcę powiedzieć, że wzięłam tabletki” pamiętacie państwo prawdopodobnie słynny case [przypadek] świętokrzyski gdzie osoba nagrała rozmowę z lekarką. Wielkie było oburzenie, dlaczego ona nagrała, no nagrała i wiemy dzięki temu jak może się to odbywać i że natychmiast, kiedy tylko jest wiedza o tym, że wzięła tabletki poronne.

Jest ocenianie, pytanie, straszenie konsekwencjami prawnymi, oczywiście nierzetelne kompletnie, niemające żadnego uzasadnienia.

Więc no wielki apel o to żeby po prostu tego nie robić i rzeczywiście robić USG sprawdzać czy ciąża jest czy jej nie ma, a nie oceniać, straszyć i grozić tym, że jeszcze się prokuraturę czy kogokolwiek poinformuje. No i osoby mogą potrzebować pomocy w trakcie, wtedy często przyjeżdżają albo na SOR albo wprost na oddział ginekologiczno-położniczy i to, co się dzieje niestety, dlatego tak mi trudno czasem słuchać o tym, co musimy, co możemy. Ja też tutaj nie zwracam się ad personam do państwa lekarzy, którzy zabierali dzisiaj głos, no, ale wypowiadacie się państwo w imieniu środowiska lekarskiego o tym, co można, co to nie można, co musicie robić a niestety są takie praktyki, których nie należy robić one są powszechne.

I jest to wzywanie policji w sytuacji, kiedy pacjentka trafia w trakcie poronienia na oddział ginekologiczno-położniczy i jest podejrzenie nie wiadomo skąd wzięte albo wręcz wiedza o tym, że wzięła tabletki, co nie jest przestępstwem. Ale z jakiegoś powodu natychmiast jest to powiązane z Kodeksem karnym, zresztą świetnie tutaj się sprawdza, bo właśnie o to chodzi w tych przepisach karnych, żeby nas straszyć. I niestety jest tak, że przyjęła się bardzo praktyka wzywania policji do szpitala.

Ogromny apel do środowiska medycznego, przedstawicieli wszystkich zawodów medycznych, żeby tego po prostu nie robić, bo to kompletnie nie ma sensu żeby tą policję powiadamiać. Nawet, jeśli mamy przekonanie, że ktoś nielegalnie dał pacjentce te tabletki, to naprawdę można złożyć zawiadomienie na policję a nie wzywać tą policję. Bo ten szpital nie jest miejscem zdarzenia, na które należy natychmiast przyjechać, zabezpieczyć ślady a jest dodatkowym traumatyzowaniem osoby i sprawianiem, że ona się czuje jak kryminalistka, chociaż nią nie jest. I muszę powiedzieć tak:

Z naszych doświadczeń wynika, że to jak zareaguje lekarz, co powiedzieć, czy się przyznać czy wzięłam tabletki, czy nie wzięłam jak to ukryć i tak dalej to jest najbardziej stresujący moment aborcji i często tak naprawdę jedyny traumatyczny w tym doświadczeniu.

To znaczy osoby nie mają w ogóle problemu z tym, że była aborcja, jak ona przebiegła i tak dalej, ale właśnie ten moment jest bardzo stresujący. Więc to jest ogromna rola środowiska medycznego, w tym najbardziej lekarzy, żeby po prostu rzeczywiście udzielać wsparcia, które jest adekwatne. I też mamy takie poczucie, to jest też Kamila przeczytałaś te historie, i wiemy, że jest jakaś ogromna trudność w tym żeby decydować o tym czy pacjentka ma kryzys czy nie ma kryzysu. I trochę jest tak, że mi się wydaje, że tutaj konsylia lekarskie i sprawdzanie czy pacjentka, której płody są zrośnięte po prostu ze sobą to jest wystarczający powód dla niej do tego żeby mieć kryzys czy nie jest wystarczający.

Nam się wydaje, że naprawdę wystarczy tutaj empatia, trochę wyobraźni i to żeby nie legitymizować ciągle tych po prostu kolejnych kroków, kiedy musimy zasługiwać na te aborcje.

Bo te wszystkie historie o tym, w jaki sposób się orzeka o kryzysie psychicznym osoby, która jest w ciąży, nas przerażają. Bo naprawdę, jako osoby też pracujące z osobami, które codziennie decydują się przerwać ciąże naprawdę zapewniamy, że kryzysu emocjonalnego doświadczają osoby również takie, które mają podejrzenie, że są w ciąży i właśnie mają zrobić test. To jest często praca z osobami, które boją się iść kupić test, przeżywają absolutny kryzys, po prostu taki, że “po prostu nie, bo jak będą te dwie kreski to ja się zabiję. Ja nie mogę nie mogę. Ja nie mogę. Ja czekam na tą miesiączkę.”

Wanda Nowicka: Karolino, ja bardzo bym prosiła żebyś już finiszowała, bo jeszcze mamy parę punktów.

Tak, jeszcze chwilkę, jestem świadoma czasu, myślę, że nie mówię dłużej niż inni, jeszcze mam dosłownie kilka zdań.

I jest taka sytuacja, że naprawdę nie hierarchizujmy tych kryzysów, znaczy osoba, której płód jest obarczony wadą letalną nie doświadcza, co do zasady większego kryzysu emocjonalnego niż osoba, która jest w ciąży, której nie chcę być.

Więc wydaje mi się, że z to jest też istotne i też działanie propacjenckie. Mam wrażenie, że to jest też kwestia wyboru, jakie przepisy prawa tutaj stosujemy a jakie nie, bo działanie propacjenckie w tej sytuacji ma swoje umocowanie w prawie chociażby w kodeksie etyki lekarskiej. Który wydaje mi się powinien być absolutnie najważniejszy. Mam też taki przykład – była poruszana klauzula sumienia, zobaczcie państwo, jak klauzula sumienia została totalnie wypaczona i stała się w zasadzie prawem po prostu w prawie a i nikt się tego nie boi i nikt się nie boi konsekwencji, żaden szpital się nie boi zmuszania lekarzy do podpisywania deklaracji sumienia a boimy się działań propacjenckich. Więc wydaje nam się, że tak naprawdę czas może wypracować te praktyki, które są propacjenckie a nie prosystemowe. Przyjąć po prostu, że ten system, co do zasady jest nieprzyjazny również dla lekarzy i nie należy z nim współpracować, ale po prostu go zmieniać. I słyszymy dużo “musimy”, “nie możemy” i tak dalej.

Ja mam wrażenie, że my potrzebujemy rewolucji i że lekarze mogą dużo więcej niż im się wydaje.

I naprawdę wszystkich was nie zwolnią. Wszystkich was nie zamkną. I nie może być tak, że cała odpowiedzialność za dostęp do aborcji leży na barkach i na ramionach nieformalnych grup wsparcia, pozasystemowych. Przed wyrokiem też tak było. Tak, ten system zawsze nas spychał albo w ręce lekarzy, którzy popełniali przestępstwo przerywając nam ciążę albo za granicę. Czyli do organizacji, które nam prześlą tabletki bądź do klinik zagranicznych, które nam te aborcje wykonują. I to nie może tak być.

Myślę, że też bardzo duża rola lekarzy jest taka żeby to się to się zmieniło. Życzę państwu odwagi i wytrwałości w tym, żeby tą rewolucję przeprowadzić. Dziękuję.