I po strachu

Czy mając 30+, dzieci, męża, stabilną sytuację materialną można trząść się i rozpłakać nad „pozytywnym” testem ciążowym?

Można.

Ja trzęsłam się i płakałam równy tydzień temu, gdy zaalarmowana zbyt długim opóźnieniem miesiączki i Mdłościami zrobiłam test. Od razu siadłam do komputera i zaczęłam szukać pomocy.

Wyjazd za granicę w dobie Covidu?-dobry żart, tabletki z podejrzanej strony „anonse”- nie dziękuję. W litanii identycznie brzmiących ogłoszeń „przywracanie miesiączki, ginekologia po stosunku” znalazłam kilka numerów. Od razu wysłałam smsa czy aktualne. Jeden odezwał się , że tak. Zadzwoniłam. Rozmówca przedstawił się jako „pośrednik” między zainteresowaną a lekarzem. Umówił mnie na wizytę za kilka  dni w… ku mojemu zaskoczeniu, bardzo porządnej przychodni, mającą doskonałe opinie co do jakości usług. Ucieszyłam się, że nie trafiłam do gabinetu w garażu, ale normalnego. Po dwóch dniach od pierwszej kontrolnej wizyty miałam zabieg. Profesjonalny w każdym calu, z poradami, z kontrolą. Zapłaciłam kilka tysięcy. Na szczęście stać mnie było.

Czy mam wyrzuty?

Nie. Nie czuje nic.

Instynkt się nie włączył. Było minęło. Mam dzieci, mam plany co do nich, chce je zabrać na super wakacje, pokazywać świat. Poród i połóg doświadczyłam i już  wystarczy. Na wszelki wypadek rozważałam jeszcze tabletki za pośrednictwem WHW ale udało się z zabiegiem. Szczerze, gorzej się czułam po kanałowym leczeniu zęba. Może to brzmi strasznie, takie porównanie, ale jestem w szoku że tak szybko mi się udało.

Życzę żeby i inne kobiety mogły tak szybko i skutecznie uzyskać pomoc.