Aborcja – 30 lat później

Miałam 18 lat kiedy zaszłam w ciążę z moim 17-letnim chłopakiem. To był namiętny, ale toksyczny związek. On namawiał mnie do urodzenia, ja byłam przerażona. Za rok matura, ja super zdolna, z widokami na dobre studia, chłopak bez wykształcenia i ambicji, DDA. Byłam rozbita. Nie wiedziałam, co zrobić. Ale raczej nie urodzić. Decyzję o aborcji podjęła mama. Wzięła pożyczkę z pracy, znalazła lekarza. Wszystko w tajemnicy przed tatą.

Zabieg odbył się w narkozie. Po powrocie do domu poszłam spać. Gdy obudziłam się rano, był piękny, majowy dzień. Otworzyłam oczy i poczułam, że jest znowu normalnie. Poczułam wielką ulgę.

Matką zostałam 11 lat później. Dziecko było wyczekiwane i od 18 lat jest bardzo kochane. Podobnie jak jego młodsze rodzeństwo – 15-letnie. Co prawda ich ojciec nie chciał drugiego dziecka i z lekarzem rozmawiałam o aborcji, jednak lekarz – ten sam, który usunął pierwszą ciążę i prowadził drugą, zachęcił mnie do przemyślenia tego jeszcze. W efekcie zdecydowałam się urodzić. Kocham moją parkę bardzo, z ich ojcem się rozwiodłam.

12 lat temu zaszłam w kolejną ciążę, nie chciałam jej, lekarz – wciąż ten sam – tym razem nie zachęcał do przemyślenia, byłam pewna, że nie chcę tego dziecka. Po zabiegu poczułam tę samą ulgę, co 18 lat wcześniej.

Dobiegam 50-tki. Cieszę się, że mam te dzieci, które mam, i że nie mam tych, których nie mam. Szczególnie nie wyobrażam sobie być teraz matką 30-latka. Ostatnio po raz kolejny podziękowałam mojemu lekarzowi, że wtedy, w maju, przywrócił moje życie na normalne tory.