Bezpieczna aborcja w naszych rękach.

Rok 1972, kilkanaście miesięcy po „manifeście 343 dziwek”, czyli aborcyjnym coming oucie, którego we francuskich mediach dokonała grupa kilkuset kobiet, metoda Harveya Karmana dociera do Francji. Elastyczna rurka do aborcji próżniowej, zaprezentowana na konferencji feministycznej w Paryżu, staje się impulsem do powstania ruchu na rzecz wolności aborcji i antykoncepcji.

Rurka Karmana jest łatwa w obsłudze i nie wymaga podawania znieczulenia chemicznego. Kobiety uczą się, jak bezpiecznie wykonać własną aborcję. Pojawia się wówczas pojęcie „znieczulenia werbalnego”, czyli realnego wsparcia, które kobieta może dać drugiej kobiecie w trakcie przerywania ciąży. Do ruchu na rzecz wolności aborcji dołączają młode lekarki_rze, sprzeciwiając się dominacji starszych koleżanek_gów z oddziałów szpitalnych, związkowczynie_ owcy, członkinie_owie ruchu robotniczego i partii komunistycznej. W 1974 roku magazyn „Marie Claire” publikuje obszerny reportaż na temat „praktyki aborcji”, a do tekstu dołącza zdjęcia wykonane podczas aborcji wykonanej samodzielnie w jednym z paryskich mieszkań – wszak prywatne jest polityczne! Francuskie feministki ogłaszają „realne odzyskanie ciał”. W 1975 roku Francja liberalizuje antyaborcyjne prawo.

W tym samym czasie w Chicago w USA powstaje Kolektyw Jane. W 1969 roku Heather Booth zostaje poproszona przez znajomą znajomej o pomoc w znalezieniu lekarki_rza, aby przerwać ciążę. Heather pomaga, a wieść o niej roznosi się po okolicy. Po jakimś czasie Booth, stwierdziwszy, że sama tego nie udźwignie, tworzy grupę, zachęcając do włączenia się swoje koleżanki: studentki, gospodynie domowe, matki, feministki, ochotniczki. Odtąd każda z nich jest Jane. Na początku współpracują z lekarzem, ale szybko orientują się, że współpracownik wcale nie ma doświadczenia medycznego. Jane chcą być bezpieczną i dostępną alternatywą dla drogiego i niebezpiecznego w tamtym czasie podziemia aborcyjnego. To moment, w którym postanawiają, że nauczą się, jak samodzielnie wykonywać aborcje. „Bierzemy w ręce wziernik, latarkę i rurkę” – wspomina jedna z Jane w książce Laury Kaplan. Najważniejszą zasadą kolektywu jest radykalne wsparcie przed, w trakcie i po aborcji, zabieg zaś nazywa się „z”, a nie „u” Jane. Dlaczego? Bo kobieta przerywająca własną ciążę jest w tej sytuacji podmiotem i realnie w tym procesie uczestniczy. Jane ogłaszają się na kampusach, w lokalnych gazetach, w publicznych toaletach. Hasło z plakatu krzyczy: „Jesteś w ciąży? Potrzebujesz aborcji? Zadzwoń do Jane”.

Do 1973 roku razem z Jane kobiety przeprowadzają około jedenastu tysięcy zabiegów. Zabiegi są bezpieczne, a cena wynosi 50 dolarów. Tuż przed historycznym wyrokiem Sądu Najwyższego Roe vs. Wade członkinie Jane zostają oskarżone o przeprowadzanie nielegalnych aborcji, ale liberalizacja prawa ochroni je przed więzieniem.

W 2006 roku, wraz z otwarciem serwisu Women on Web, w polskim internecie pojawiają się informacje o lekach służących wykonaniu aborcji farmakologicznej. Koszt zestawu, składającego się z mifepristonu oraz misoprostolu, wynosi 70 euro, a zestaw jest alternatywą dla o wiele droższych zabiegów w prywatnych gabinetach. Na forach publicznych powstają grupy dyskusyjne, gdzie nie tylko można kupić leki z „lewego” obiegu, ale też dowiedzieć się, jak wykonać aborcję farmakologiczną. Publiczne przestrzenie internetowe nie są wolne od przeciwniczek_ów aborcji. Jedna z grup pro-aborcyjnych postanawia założyć odrębne miejsce, forum internetowe wolne od krytyki, gdzie bez żadnego tabu można rozmawiać na temat wykonania aborcji, jak również dostać wsparcie w jej trakcie. Women on Web to po polsku Kobiety w Sieci. Założycielki nowego forum wykorzystują polski przekład angielskiej nazwy. Działają tylko w internecie. Użytkowniczki grupy łączy doświadczenie aborcji – są to przede wszystkim kobiety po aborcji farmakologicznej, w jej trakcie, albo mające ją przed sobą. Grupa szybko się rozrasta i w 2013 roku otwiera infolinię pomocową. Już nie tylko można pisać z członkiniami Kobiet w Sieci, teraz można też rozmawiać z nimi przez telefon.

Każdego roku konsultują około 1000 osób, udzielając informacji o dostępnych metodach wykonania aborcji oraz wspierając w jej wykonaniu, współuczestnicząc w aborcjach wirtualnie. To są rozmowy o lekach, bólu, krwi, samotności, podpaskach, strachu, ale też o uldze i szczęściu.

Jak pokazują opisane historie, podziemie aborcyjne nie zawsze oznaczało i nie zawsze oznacza niebezpieczeństwo. Rurkę Harveya Karmana w Polsce zastąpiły tabletki do aborcji farmakologicznej. Bezpieczne, łatwe w obsłudze i przede wszystkim względnie tanie. Kobiety od zawsze samodzielnie przerywały własne ciąże, nie zawsze przy użyciu bezpiecznych metod. Skakanie ze schodów, chemikalia, ostre narzędzia wkładane do macicy to szczęśliwie historia. Dostępne dziś metody aborcji – połączenie mizoprostolu i mifepristonu – są nie tylko dużo bezpieczniejsze niż te, które symbolizuje wieszak, ale też rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia. Nie zawsze jednak środowisko medyczne popiera aborcję farmakologiczną. Problemem jest postępująca kapitalistyczna medykalizacja takich procesów jak aborcja, poronienie, poród. Brakuje lekarek i lekarzy, którzy posiadają wiedzę na temat bezpiecznej aborcji farmakologicznej, ale też ufają, że pacjentki są w stanie podejmować nie tylko samodzielne decyzje, ale również działania związane z własnym zdrowiem.

Coraz częściej powstają sieci wsparcia, które informują i pomagają bezpiecznie przeprowadzić aborcję samodzielnie. Dzięki temu nielegalna aborcja nie musi oznaczać niebezpieczeństwa, choć wiele i wielu z nas tak sądzi i mówi. Czas z tym skończyć, bo przyszłość aborcji DIY (do it yourself – zrób to sama_sam) to samoobsługa aborcyjna, to aborcja w internecie, to bezpieczna aborcja i pomoc wzajemna. Zasady radykalnego wsparcia, praktyki aborcji i faktyczny dostęp powinny być naszymi drogowskazami.

Natalia Broniarczyk, Justyna Wydrzyńska

Ilustracja Zofia Dziaranie na kolanie