Posłucham siebie

Chciałabym się pochwalić… swoim doświadczeniem i dobrym samopoczuciem po aborcji.

O ciąży dowiedziałam się latem, 4 dni przed niespodziewaną śmiercią ojca. W tym samym okresie w końcu dostałam się na terapię na NFZ i mogłam zacząć zwalczać demony przeszłości (których mam pełno, między innymi samobójstwo mamy gdy byłam nastolatką). Zdecydowałam się przerwać i nie żałuje.

Żałuje braku opieki ze strony państwa. Obawiałam się do dnia aborcji, że osoba której o niej powiedziałam i nie zaakceptowała mojej decyzji (bo leki psychotropowe można odstawić) gdzieś mnie zgłosi. Żyłam do tego dnia w strachu, czy jakaś Wiewiórka mnie nie podkabluje i nie będę zmuszona do rodzenia.

W kolejnym miesiącu bym rodziła. Jestem szczęśliwa, biorę leki, zadbałam o wewnętrzną małą dziewczynkę, która dosyć wcześnie straciła rodziców. Przechodzę żałobę, kończę studia i stosuje lepszą antykoncepcje (krążki). Jest dobrze i nie wyobrażam sobie aby było inaczej. Warto było słuchać siebie i swojej intuicji 🙂