“Obóz godności i oporu” – Dominikanki rozliczają polityków

zaciśnięta pięść na zielonym tle z napisem na bransoletce #lascausalesvan

Dominikanki protestują pod pałacem prezydenckim

Od trzech tygodni przed Pałacem Narodowym w Santo Domingo na Dominikanie stoją namioty. Rozstawiły je kolektywy i organizacje feministyczne, a akcje nazwały „Obozem godności i oporu”. Obóz ma zakłócać życie polityczne a konkretnie przypominać, że prezydent Luis Abinader, który niedawno przeniósł się do Pałacu, w czasie kampanii wyborczej obiecywał nowelizacje kodeksu karnego, w którym aborcja przestałaby być przestępstwem, gdy życie osoby w ciąży było zagrożone, w przypadku gwałtu, kazirodztwa lub wad rozwojowych płodu. Nowy prezydent nie śpieszy się z realizacją obietnicy, dlatego działaczki rozstawiły obóz, w którym od trzech tygodni bez przerwy protestują, ale też dyskutują, śpiewają, tańczą czy dzielą się swoimi doświadczeniami aborcyjnymi.


Jak wygląda dominikańskie prawo?

zdjęcie ze spotkaniaNa Dominikanie nadal obowiązuje kodeks z 1884 roku w którym aborcja jest całkowicie karalna, co oznacza, że ​​Republika Dominikany znajduje się na „słynnej” liście sześciu krajów, które utrzymują całkowity zakaz aborcji. Dominikana ma też zapisane w konstytucji, ze życie zaczyna się od poczęcia a kończy naturalną śmiercią. Za aborcję własną grozi do 2 lat więzienia, ale osobie, która ją przeprowadza już do 20. Za pomocnictwo od 4 do 10. W przepisach wymienione są konkretne zawody – lekarz, pielęgniarka, farmaceutka (i inny personel medyczny – w tym położna), których przedstawiciele naruszają zasady wykonywania swojego zawodu.

Jak to prawo działa w praktyce?

W praktyce nie prowadzi się spraw karnych, ale sama kryminalizacja wpływa bardzo na strach i stygmę. Mimo, że aborcja jest przez wielu lekarzy i inny personel medyczny traktowana jako zabieg ratujący życie i zdrowie, wykonując go ryzykują swoje kariery. Groźba kary w sposób szczególny dotyczy osób o mniejszych zasobach ekonomicznych i z obszarów wiejskich, co sprawia, że dostęp do aborcji w innym kraju jest znacznie utrudniony.

Czy osoby są karane za swoje własne aborcje?

Z drugiej strony wiele kobiet jednak odpowiada za aborcje lekami. I to właśnie najczęściej lekarze to zgłaszają. To 70% wszystkich zgłoszeń po tym, jak osoby zgłaszają się po pomoc. Aktywistka i adwokatka Ana Rita Prata bardzo krytykuje tę praktykę mówiąc, ze to naruszenie zasad etyki i zaufania pacjentki do lekarza. Sytuacja, w które zgłasza się o pomoc, nie może być podstawą do zgłoszenia na policję. Lekarze powinni dbać o takie pacjentki, szczególnie jeśli mają komplikacje a nie oceniać je i odsyłać z systemu opieki zdrowotnej do systemu represji i kary.
Zgłoszeń jest ok. 300 rocznie. Kary wymierza się tym osobom, które przerywają ciąże w drugim trymestrze. Nie są one wysokie – kilka miesięcy więzienia, czasem zawieszane. Jeśli weźmie się pod uwagę, że ok. 25 tysięcy kobiet trafia do szpitala po aborcji, ta liczba pokazuje, że niewielki odsetek spraw faktycznie jest zgłaszanych.

Obiór społecznyzaciśnięta pięść na zielonym tle z napisem na bransoletce #lascausalesvan

Prawie 70% społeczeństwa uważa, że aborcja w 3 przypadkach powinna być dozwolona. W ostatnim roku prowadzona jest wzmożona kampania przeciwko kryminalizacji.

 

Trzymamy mocno kciuki za wytrwałość i wysyłamy feministyczną energię na Dominikanę 💚