Jesteś silna

Cześć,

skoro trafiłaś tutaj musiałaś niedawno trzymać w ręce pozytywny test ciążowy. Straszne uczucie, prawda? Szczególnie, jeśli nie chcesz dziecka. Ja z chłopakiem bardzo chcieliśmy, ale to nie czas i miejsce. Mam 18 lat, w tym roku piszę maturę, marzę o byciu psychologiem. Ta decyzja była szczególnie trudna, ale podjęta szybko.

Dużo wylanych łez, ale niesamowite wsparcie ze strony mojego mężczyzny (który był przeciwko aborcji, ale nie podważał mojej decyzji), przyjaciół. Od razu napisałam do ADT, potem za ich poleceniem wypełniłam konsultację w WHW. Nie było nas jednak stać na pełną kwotę, więc zaczęłam się bać, że nie dostaniemy tabletek. Przystali na niższą kwotę, którą udało się nam uzbierać.

Zamówiliśmy, tabletki przyszły po 8 dniach roboczych, był to piątek. W poniedziałek poszłam na badanie krwi, żeby potwierdzić ciążę. 10 tydzień. We wtorek o 19:10 połknęłam mifepristone, w środę koło 19:30 (chłopak wrócił później z pracy) wzięłam pierwszą przeciwbólową tabletkę (600mg Ibuprofenu). Znowu płacz. Po 30 minutach wzięłam miso. Niedługo później czułam pierwsze, delikatne skurcze, które szybko zaczynały być mocniejsze. Kolejna tabletka przeciwbólowa (200mg), łzy, mdłości. Nie wiedziałam czy siedzieć, czy leżeć. Po półtorej godziny skurczy, dalej zero krwawienia. Bałam się, że coś jest nie tak. Usnęłam, gdy skurcze ustały. Obudziłam się po 20min, poszłam do łazienki. Wyleciało ze mnie “to”. Zero skurczy, nawet nie wiesz jak bardzo się ucieszyłam, gdy na dole toalety zobaczyłam duży skrzep i poczułam, jak ze mnie wypada.

Wróciłam do łóżka, myślałam, że najgorsze za mną, ale nie. Skurcze wróciły ze zdwojoną siłą, wiłam się po łóżku, kolejna tabletka przeciwbólowa (600mg). W końcu usnęłam. Budziłam się jeszcze dwa, czy trzy razy. Ostatni raz o 5 i do 10 nie zmrużyłam oka. Ból był nieprzyjemny, ale równie nieprzyjemne było czuć, jak to ze mnie wypada. Najgorsze mam za sobą, teraz jestem tego pewna. Cały czas był ze mną chłopak, który bardzo mi pomógł.

Gdybym musiała, zrobiłabym to drugi raz, chociaż wolałabym tego uniknąć. Nie żałuję swojej decyzji i wiem, że nie mogłam podjąć lepszej. Skurcze są straszne, ale nie takie złe, jak je malują. Dla mnie prawdziwą męczarnią były dreszcze. Jeśli Ty też się na to zdecydowałaś, znajdź kogoś, kto będzie z Tobą. Najlepiej fizycznie. Wiem, że dasz sobie radę i jesteś silna.

Wierzę w Ciebie i jestem z Tobą, trzymaj się kochana.

Twoja siostra