Kiedyś byłam prolife…

Cześć Wam kochane kobiety i mężczyźni. W moim życiu wiele się wydarzyło. Ale zacznijmy od początku. Zostałam zindoktrynowana przez pewną grupę polityków. Sami możecie wiedzieć jakich. Czułam ogromną nienawiść do strajków kobiet, do tych „morderczyń dzieci, co się tylko ruchają bez zabezpieczeń i usuwają biedne nienarodzone dzieciątka”.

Po większych moich głębszych przemyśleniach uważam, iż aborcja to zwykły zabieg medyczny, który pomaga wielu kobietom. Pomaga im być silnymi ludźmi, pokochać swoje ciało, mieć władzę nad własnym ciałem.
Nagle z nienawiści do proabo ludzi emocja zmieniła mi się: czułam wzruszenie, ogromną dawkę pozytywnej energii. Ona jest nie do opisania, naprawdę. Żałuję też, że byłam przez ponad 2 lata w tej organizacji, która posiada w sobie nienawiść i diabelską postawę wobec innych ludzi. A przecież są kobiety, które dokonały aborcji, ale i tak mają np 2 dzieci. Dlatego trzeba walczyć z tymi szkodliwymi stereotypami prawaków i prawicowych babsztyli. Nie jesteśmy inkubatorami, nie jesteśmy w więzieniu, by nie móc nic ze sobą zrobić.
Mogę powiedzieć jedno: czuję się teraz wolna i kochana, szczęśliwa. Zupełnie tak jakbym przeżyła swoją pierwszą aborcję i mogła iść dalej kolorować swoje życie w piękne barwy❤️