Cieszę się, że będę matką wtedy, kiedy o tym zdecyduję

Mam 25 lat i aborcję miałam w maju ubiegłego roku. Zwykła wpadka dwojga, kochających się ludzi. Kiedy dowiedzieliśmy się o ciąży, zaczęliśmy się zastanawiać czy chcemy urodzić to dziecko, czy nie. Planowaliśmy być razem, wziąć ślub i mieć dzieci w przyszłości, ale nie wcześniej niż za dwa lata. Ale nie teraz. Leczyłam się wtedy na depresję, brałam psychotropy, nie zarabialiśmy jeszcze, tyle ile chcieliśmy, żeby móc utrzymać spokojnie siebie i dziecko bez żadnych wyrzeczeń. Myśleliśmy, jednak czy to nie będzie zbyt egoistyczne z naszej strony – przecież i tak chcemy mieć dziecko, to skoro już się stało, czy nie powinniśmy kontynuować ciąży? Pamiętam, że miałam wtedy dużo wątpliwości – mój chłopak, który jest bardziej wierzący ode mnie, nie miał w ogóle. Mówił, że nie czuje się gotowy i go nie chce, ale jeśli ja zdecyduje się urodzić, to on mnie w tym wesprze. Wiedziałam więc, że jakąkolwiek decyzję podejmę, nie zostanę z tym sama i jestem bardzo za to wdzięczna. Nidy nie traktowałam aborcji jako morderstwa, od zawsze był to dla mnie zabieg medyczny, a do zarodka nie podchodziłam jak do “małego człowieka” (mówię od zawsze, chociaż w rzeczywistości moje myślenie zmieniło się po 16 roku życia, ale tego co było wcześniej nie traktuję serio – byłam dzieckiem, które było pod silnym wpływem kościoła i nie myślało samodzielnie). Moje wątpliwości raczej wiązały się z tym, czy nie igram sobie z życiem, czy nie jest to zbyt dumne i pyszałkowate, że teraz przerwę ciążę, a za rok-dwa spłodzę sobie kolejno dziecko. Czy to nie wygląda tak, jakby traktowała to jako zabawę. Z drugiej strony też nie czułam się jeszcze gotowa na bycie matką. Uważam, że dzieci mają przychodzić na świat chciane, powołane z wyboru, a nie z przypadku. Chciałam zostać matką wtedy, kiedy ja sama o tym zadecyduję, na moich warunkach i wziąć odpowiedzialność za dziecko wtedy, kiedy to będzie mój wybór, a nie przypadek.  Nie chciałabym, żeby to potencjalne dziecko, kiedy się już urodzi, kiedykolwiek cierpiało z tego, że było niechciane. Z mojej strony czy kogokolwiek innego. Pewnego dnia po prostu wstałam i wiedziałam, że nie chcę tego dziecka. Nie teraz, może za rok, dwa, ale nie teraz, bo to nie moja decyzja i nie ten czas. Zamówiliśmy tabletki z WHW. Bardzo bałam się bólu i krwawienia, ale nie było tak źle. Ból przypominał ból miesiączkowy, nie brałam nawet leków przeciwbólowych, wystarczył termofor z ciepła wodą. Podczas krwawienia grałam z chłopakiem w Milionerów :D To był jego sposób, żeby skupiła się na czymś innym i nie stresowała się. To był początek 7 tygodnia, nie widziałam zarodka, wpadł do toalety, ale wiedziałam, że to już i po wszystkim. W trakcie bardzo pomagało mi też pisanie na forum kobietywsieci :) Bardzo cieszę się, że to zrobiłam – od czasu aborcji ani razu nie przeszły mi przez myśl typu “żałuję”, albo “szkoda”.  Czuję ogromną ulgę, że zdecydowałam się na życie na swoich warunkach, że to ja zdecyduję, kiedy będę chciała być matką, a wtedy moje dziecko otrzyma od urodzenia wszystko to, co najlepsze, bez matki chorej na depresję. Uwielbiam aborcję za to, że jest i pozwala na życie na swoich warunkach, nie powodując cierpienia całej rodziny niechcianymi ciążami!