Aborcja farmakologiczna w ósmym tygodniu

Moje drogie,

zacznę od tego jak wdzięczna jestem za wybór. Sytuacja w kraju jest jaka jest i chyba każdy kto tu zagląda zdaje sobie z tego sprawę. Cieszę się, że mimo wszystko można zasięgnąć pomocy. Wierzę, że planowana i wyczekiwana ciąża jest szczęściem i darem, natomiast wiem też, że niechciana i nieplanowa wyżera cię od środka – psychicznie i fizycznie. Nie będę mówić o tym, jak krzywdzące jest zmuszanie kobiet do rodzenia, przejdę od razu do mojej historii.

 

O ciąży dowiedziałam się w szóstym tygodniu. Nie chciałam jej, bo nie byłabym w stanie zapewnić dziecku bytu. Pandemia, brak stabilizacji finansowej, życiowej, nawet mentalnej i psychicznej. Każda wie jak jest. Wygooglowałam Aborcyjny Dream Team, WomenHelp i zamówiłam tabletki za 75 euro, za tabletki zapłacił partner, gdyż byłam przed wypłatą.

  1. obawa: kiedy i czy dojdą tabletki. Doszły w tydzień. W międzyczasie depresja, przeszukiwanie całego internetu, czytanie o bólu itd. – bez potrzeby. Wystarczy przeczytać instrukcje zażycia tabletek i się jej trzymać.
  2. tabletki doszły. czekałam do weekendu, aby je zażyć – nikt nie chce ”rodzić” w pracy.
  3. nastał piątek wieczór – po pracy. atak paniki, ręce się trzęsą – stres przed nieznanym. OBAWA PRZED BÓLEM. Argument, który trafił do mnie to: ból i tak będzie – wybieraj: albo teraz przy aborcji, albo w trakcie skurczy porodowych. Wzięłam Misoprostol (dobę wcześniej jedną tabletkę, po której nic się nie dzieje- zero bólu)
  4. Mija 30 minut. zaczyna lecieć krew- spokojnie, jak przy okresie. Ból 3/10. Krwawię przez 1.5 h, zaczynają ze mnie wypadać śliskie skrzepy, mimo dyskomfortu – cieszę się- wiem, że tabletki zadziałały.
  5. Mijają 2h od wzięcia czterech tabletek Misoprostolu w dziąsło. Coraz mniejsze przerwy między skurczami, jajniki nie bolą, macica ok, to co boli – szyjka macicy. Oddech przyspiesza, tracę kontrolę. Ból rośnie do 8/10. Biorę DIKOFLENAK. Skurcz – 5 sekund przerwy między skurczami, oddycham jak przy porodzie, ból wzrasta do 11/10, czuję że mdleję, ale udało mi się pozostać przytomną. Mówię do partnera – karetka. Nie bałam się dziewczyny. Jak boli i wypadają skrzepy, to znaczy że działa. Ból taki, jakiego nie znałam, ale nie bałam się. Nikt od bólu nie umarł. Karetka przyjeżdza po 15 minutach, podają ketonal dożylnie. Ból ustaje. 30minut bólu to była cena,, jaką musiałam zapłacić za usunięcie niechcianej ciązy. czy było warto? tak. czy da się przeżyć ból? da się. i nie warto się go bać. popełniłam błąd, gdyż przeciwbólowe wzięłam w trakcie bólu 8/10, powinnam była wziąć profilaktycznie, gdy ból był 3/10 – zróbcie tak.

CZY TO KONIEC? NIE. PIEKŁO DOPIERO SIĘ ZACZEŁO W PUBLICZNYM SZPITALU :) POSLŁUCHAJCIE MNIE TERAZ UWAŻNIE.

Moja przygoda z NFZ powinna się zakończyć po podaniu ketonalu dożylnie. Pomogli mi, podziękowałam. zmusili mnie do jechania do szpitala – największy błąd – nie róbcie tego. Pmaiętajcie, że lekarze będą dramatyzować bo nie wiedzą, że poronienie sobie wywołałyście, oni będą myśleć, że wystąpiło nagle, niespodziewanie i to zły znak.

Jadę na izbę przyjęć – już nie boli. Miła pani ginekolog bierze mnie na fotel, stwierdza poronienie – kieruje na oddział. Odmwiam. robią mi test na COVIDa. Odmawiam hospitalizacji. Namawiają na łyżeczkowanie (nic innego jak skrobanka). ODMAWIAM,mówię ze chcę wracać do partnera, do domu. Mówią, że mam wrócić rano na kontrolę – zgadzam się,popełniając największy bład – jeszcze o tym nie wiem.

Sobota 10:00. Zgłaszam się do szpitala, biorą mnie na fotel, rzekomo kontrola. Przychodzi Pani doktor, postawa jakby pracowała za karę, mówi: siadać. Siadam. ”Pani doktor” robi usg, mówi: ciąża pozamaciczna: na oddział. Ja zaczynam płakać. szok. wrzucają mnie na siedem godzin do izolatki (czeka na testy covida). płaczę, dzwonie na recepcję i mówię: wypis na żądanie. po 7 h przycodzi ”pani doktor”, mówi: pani jest niepoważna, jest pani w ciąży pozamacicznej (??????), jak pani wyjdzie, to pęknie pani jajowód i pani umrze. Intuicja mówi mi – nie jesteś w ciąży pozamacicznej, ale daje im szansę. Zostaję na noc. HCG na poziomie 36tys.

Niedziela rano. Budzę się. nikt się nie interesuje, wynik covida ujemny, przenosza mnie na salę. jestem więźniem, nie mogę wychodzić, nie mogę opuszczać sali, nie mogę wyjść na papierosa na balkon, choć tylko o tym marzę. Jestem dośc kłótliwa z natury i życie pokazało mi,że jak sama o siebie nie zadbasz, to nikt tego nie zrobi za ciebie. podejmuję decyzję. teraz albo nigdy. ruszam do pokoju lekarzy i stawiam ultimatum, albo robicie mi usg i oceniacie czy jestem w ciąży pozamacicznej, gdyż w ósmym tygodniu ciąży na 100% byłoby to widać, albo biorę rzeczy i wychodzę. Po godzinnej kłótni – robią usg. Lekarz mówi – czysto. czyli śmiertelna diagnoza ciąży pozamacicznej była błędem? tak, lekarz się pomylił. nikt tego nie chciał sprawdzić, leżałabym w szitalu tydzien. Wpadam w furię. żądam wypisu natychmiastowego. Na wypis czekam siedem godzin.

 

Po siedmiu godznach przychodzi Pani doktor, HCG na poziomie 14 tysięcy, przez dobę spadło o ponad 50%. ciąża pozamaciczna wykluczona. jestem zdrowa, nie mam powodu być w szpitalu. Pani doktor zaczyna dyskusję. Nie wypiszemy pani. CO JESZCZE PAŃSTWO MUSZĄ DIAGNOZOWAĆ SKORO CZARNO NA BIAŁYM WIDAĆ, ŻE NIE JESTEM W CIĄŻY POZAMACICZNEJ? musimy panią przygotować do operacji, która odbędzie się za 2 dni. podpisze pani zgodnę na całkowite uśpienie. anestezjolog pani wytłumaczy. NIE WYRAŻAM ZGODY NA OPERACJĘ. to dostanie pani zakażenia, zgnije pani macica i będzie do ryzyko śmierci. dyskusja trwa 40 minuy. mówię: wychodze. doktor nadal mi grozi i mówi, że będę mieć operacje. ja mówię, że ona będzie mieć pozew. odpuszcza. dostaję wywalczony wypis.

 

PONIEDZIAŁEK rano. idę do prywatnej kliniki, do mojego ukochanego lekarza ginekologa. ginekolog robi USG. w macicy został skrzep o wielkości 1.5mm. macica przez dwie doby pięknie się oczyściła. zero tkanek pociążowych. brak powodu do operacji. słysze, że operacja by mnie skrzywdziła. slysze,ze operacja to ryzyko. slysze, ze nawet w 1% nie klasyfikuje się do operacji. słyszę, że wszystko jest w jak najlepszym porządku a macica pięknie się czyści po aborcji!

 

ABORCJA SIĘ UDAŁA.

STOCZYŁAM DWUDNIOWĄ WALKĘ Z SYSTEMEM.

NIE DAŁAM SIĘ IM I MIAŁAM RACJĘ.

DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE LEKARZE DOSTAJĄ PIENIĄDZE ZA PRZETRZYMANIE PACJENTA MINIMUM 3 DNI W SZPITALU.

DOWIEDZIAŁAM SIĘ ZE OPERACJA JEST ŚWIETNYM WIDOWISKIEM DLA PACJENTÓW.

DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE GDYBYM NIE WALCZYŁA, SKRZYWDZONO BY MNIE BEZ POWODU.

DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE ABORCJA JEST OK, TABLETKI ZADZIAŁAŁY I MOGŁO SIĘ SKOŃCZYĆ NA PODANIU LEKU DOŻYLNIE PRZEZ RATOWNIKÓW MEDYCZNYCH.

DOWIEDZIAŁAM SIĘ ŻEBY OMIJAĆ SZPITALE.

dziewczyny, ból jest chwilowy. nie pakujcie się w ”paszczę lwa” i nie jedźcie do szpitala. nie dajcie sobie wmówić konieczności skrobania, dajcie macicy czas na oczyszczenie się (lekarz mi dał antybiotyk żeby na spokojnie się oczyściła bez infekcji).

pamiętajcie, że rekacje organizmu – skrzepy i ból sa normalne. nie jedźcie do szpitala. nie jestem w ciązy. mogę znowu jesc, czuje ze zyje. depresja zniknela. od dzis zaczynam planowac. mam kontrole, na nowo.