3 lata temu

Siedziałam na podłodze w łazience, trzymając test ciążowy z pozytywnym wynikiem, nie mogąc uspokoić łez. Czy to były łzy smutku? Złości? Bezradności? A może chwilowego szczęścia?

Kiedy łzy przestały lecieć zaczęłam myśleć jak to będzie za kilka miesięcy. Zmiany pieluch. Płacz. Nieprzespane noce. I wtedy zaczęło ogarniać mnie przerażenie. A co jeśli będę takim rodzicem jak moi biologiczni? (W wieku kilkunastu lat trafiłam do domu dziecka, rodzice nie interesowali się moją osobą, pili, imprezowali, w domu były kłótnie i przemoc – również w moją stronę. Jedyne wspomnienia z dzieciństwa jakie mam są przesiąknięte smutkiem, płaczem, krzykiem a w głowie jedynie sceny przykrych sytuacji. Nie życzę tego nikomu.) A co jeśli nie będę umiała okazać takiej miłości na jaką malec zasługuje? A może jednak sobie poradzimy? Przecież nie jestem sama. Myślałam kiedyś o dziecku. Ale czy to jest dobry moment? Dziecko jest dużą odpowiedzialnością. Czy ja jestem w stanie to udźwignąć? Sama ze sobą ledwo sobie radzę. Spędziłam na tej podłodze 3 godziny rozważając każdą możliwą opcję. Kiedy partner wrócił z pracy od razu o wszystkim mu opowiedziałam. Podjelismy wspolnie decyzję i zamówiliśmy tabletki. Kilka dni później już było po wszystkim.
To było 3 lata temu. Kilka dni przed moimi urodzinami.
Kilka tygodni temu oglądając z przyjaciółmi film, gdzie jedna z bohaterek akurat rodziła, zdałam sobie sprawę, że w tym momencie miałabym 2letnie dziecko. Poleciały mi wtedy łzy po policzku. Kiedy tylko zostałam zapytana czemu płaczę, opowiedzialam całą historię. I wiecie co? Kiedy tylko skończyłam poczułam jak ogromny ciężar spada mi z serca. Przez całe 3 lata nie rozmawiałam o tym z nikim poza wtedy moim partnerem. Całe 3 lata zadręczalam się myślą, że może źle zrobilam, że może nie powinnam, a co byłoby gdybym nie podjęła tej decyzji? Może byłoby dobrze?
A dzisiaj?
A dzisiaj piszę to wszystko z wielką ulgą. Cieszę się z tej decyzji. I nie żałuję niczego.