moja aborcja

Okres mi się spóźniał kilka dni, kiedy zaczęły się pierwsze mdłości. Miałam dopiero 19 lat, byłam na wyjeździe, więc nawet nie miałam jak zrobić testu. Kilka dni później wróciłam do domu, udało mi się zrobić test. Pozytywny wynik nie był zaskoczeniem, bo mdłości mnie nie opuszczały, nie były „poranne” jak to piszą w internecie. Były ze mną 24/7.

Całe szczęście kilka miesięcy wcześniej dowiedziałam się o WHW, więc szybciutko z chłopakiem zamówiliśmy tabletki. Czas oczekiwania na nie to był dosłownie najgorszy tydzień mojego życia. Czegokolwiek nie zjadłam to od razu wymiotowałam, nawet wody nie mogłam się napić. Leki na nudności średnio działały, ale pomagały mi przynajmniej zasnąć. Wejście po schodach na półpiętro powodowało kolkę, musiałam co kilka stopni robić przerwy.

Na szczęście tabletki w końcu przyszły. Wzięłam je i po 30 minutach pojawił się okropny ból brzucha, ale przy okazji ogarnęło mnie szczęście, że wszystko działa. Jakoś po godzinie zaczęło się krwawienie. Siedziałam na toalecie i z bólu wymiotowałam do wanny obok. Musiałam wyglądać jak milion nieszczęść, ale psychicznie było mi dużo lżej.

Krwawienie trwało jeszcze jakieś dwa tygodnie, na szczęście mdłości i ból odeszły praktycznie od razu. Czułam i do dziś czuję ogromną ulgę. Niczego nie żałuje, mimo tego, że wcześniej bym nie pomyślała, że będę potrzebować aborcji. Co więcej, pamiętam czasy kiedy byłam przeciwko aborcji na żądanie;) życie mnie na szczęście zweryfikowało.