Koszmar

Czytam historie innych osób i chce mi się wyć.

Mieszkałam w tamtym okresie w Holandii. Pracowałam, byłam w związku z człowiekiem, który wyniszczał mnie psychicznie.

Pewnego wieczoru, po kolejnej awanturze, wywołanej przez niego (nie wiadomo od czego się zaczęło, ale poziom alkoholu we krwi pomógł mu się rozkręcić), miałam już dość. Zaczęłam połykać jedną po drugiej, tabletki przepisane przez psychiatrę w terapii antydepresyjnej. Przeżyłam, ale organizm potrzebował czasu na regenerację. Kiedy doszłam do siebie, zorientowałam się, że miesiączka się spóźnia. Test pozytywny, badania krwi potwierdziły wynik.

Lekarz rodzinny, po pytaniu, czy chcę być w ciąży, skierował mnie do najbliższej kliniki. Ze względu na wydłużony czas oczekiwania na przyjęcie, tabletka nie wchodziła w rachubę.

W klinice, psycholog szczegółowo wypyrywaładnie mnie o sprawy prywatne, kilkakrotnie zadała pytanie: czy napewno chcę przerwać ciążę, czy ktoś na mnie naciska. Nie czułam się z tym dobrze, miałam wrażenie, że muszę się tłumaczyć.

Okazało się, że ta niezbyt komfortowa rozmowa to tylko preludium. Koszmarem był zabieg, lekarz i cała otoczka.

Lekarz był bardzo nieprzyjemny, sucho potwierdził, że tabletka już nie jest możliwa.

Dostałam paracetamol i miałam odczekać dziesięć minut. Następnie zaproszono mnie do gabinetu i posadzono na fotelu ginekologicznym. Dostałam zastrzyk dopochwowy, na rozluźnienie szyjki macicy. Potem się zaczęło. Byłam świadoma przez cały czas, słyszałam dźwięk zapytania, czułam ogromny ból, ale nie chciałam krzyczeć. Łzy ciekły po policzkach.

Kiedy lekarz skończył, powiedział “Tak, twoje dziecko miało około 12 tygodni”.

Wychodząc stamtąd czułam ból i ulgę, z trodem doszłam na dworzec. Tydzień później trafiłam do szpitala ze stanem zapalnym.