Ja też mogę.

Na początku tylko czytałam posty o aborcji, bo przecież nigdy nie pomyślałabym, że mnie też to spotka.

Zawsze byłam zdania, że ja osobiście nie byłabym w stanie usunąć dziecka, ale choćby nie wiem co się działo, nie zabroniłabym tego komuś innego.

I wtedy to jakoś się zaczęło. Strajki, wspieranie wszystkich kobiet i powoli zaczęło do mnie docierać, że aborcja wcale nie jest tak okropna, jak opisują ją ci wszyscy, którzy tak bardzo są przeciwni, że tak naprawdę kobiety, którego tego dokonały są w zupełności normalne i że to nic złego zadecydować o swoim ciele.

Nagle pewnego dnia, gdy po dłuższym czasie nie pojawiła się miesiączka postanowiłam: zrobię test. Stres niemiłosierny, pot z czoła. Jedno dziecko już mam, a jestem dopiero przed maturą. I chociaż za swoją córkę oddałabym życie to, gdy po raz kolejny zobaczyłam dwie kreski na teście przeraziłam się. Przysięgam, że nie miałam bladego pojęcia czy śmiać się czy płakać. Wieczorem długa rozmowa z partnerem i padły te ciężkie słowa,, nie mogę urodzić tego dziecka, nie chce teraz drugiego. Muszę zamówić tabletki”. I wtedy usłyszałam coś, czego ani trochę się nie spodziewałam. Mój partner (który wcześniej był całkowicie przeciwny aborcji) złapał mnie za rękę i powiedział,, to twoje ciało, twoja decyzja. Nawet jeśli tego nie pochwalam, to jestem od tego, żeby cie wspierać”.

I wtedy wiedziałam, że obrałam właściwą drogę. Zamówiłam tabletki i wszystko przebiegło tak, jak powinno. Dlatego z miejsca mówię wszystkim tym, którzy chcą zrobić aborcję, ale z jakiś powodów się boją: zupełnie nie ma czego. Pamiętajmy, że nasza macica to nasze wybory i nikt, ale to nikt nie ma prawa tego kwestionować.