Aborcje na żądanie racz nam dać panie.

Zawsze, gdy w sprawie aborcji na ulicę wychodzą osoby protestujące, to chwile później politycy i polityczki raczą nas swoimi pomysłami, które według nich są najlepszą formą regulacji aborcji. Od kilku miesięcy czytamy, że najlepszą metodą zmiany prawa będzie ogólnopolskie referendum. Od weekendu politycy Platformy Obywatelskiej straszą nas propozycją chadeckiej ustawy wzorowanej na tej niemieckiej, czyli aborcja byłaby co do zasady nielegalna, ale dopuszczalna, gdy osoba w niechcianej ciąży odbyłaby przymusową konsultację psychologiczną albo z duchownym. Nie jesteśmy fankami takich rozwiązań, zawsze je otwarcie krytykujemy, choć wiemy, że obserwują nas osoby, które uważają, że “lepsze to niż nic”. My uważamy inaczej. Nie chcemy byle czego, bo to byle co, czyli cały zestaw warunków, które będziemy musiały spełnić, żeby móc przerwać ciążę odbije się na osobach już i tak wykluczonych przede wszystkim ekonomicznie, ale – co dla nas szczególnie ważne – utrwali przekonanie, że aborcja to coś, na co trzeba szczególnie zasłużyć.

Prawo jest niesprawiedliwe, jeśli mnóstwo osób musi je łamać/omijać/kombinować albo zasłużyć, żeby móc o sobie decydować. 

Jesteśmy jako społeczeństwo bardzo przyzwyczajeni i przyzwyczajone do tego, że musi obowiązywać jakieś prawo aborcyjne, jakaś ustawa regulująca aborcję. Tyle, że pomysł tworzenia ustaw o aborcji wynika wprost z aborcyjnej stygmy, przekonania, że aborcja jest inna niż inne zabiegi medyczne. Tymczasem każde prawo aborcyjne jest tak naprawdę antyaborcyjne, bo chodzi w nim nie o osoby w niechcianych ciążach, nie o dostęp do aborcji, ale o to, żeby mieć pewność, że zadzieją się tylko te “dobre” lub “konieczne” aborcje. I dlatego tworzone są przepisy, które pozornie wynikają z troski i dbania o nas, żebyśmy na pewno podjęły dobrą decyzję. A tak naprawdę te rozwiązania to dyscyplinowanie nas, mówienie nam, że same nie jesteśmy w stanie zadecydować. Musimy na aborcje zasłużyć.

Postanowiłyśmy pokazać wam różne rozwiązania prawne, które co do zasady mają “w teorii” pozwalać na aborcję, ale pod ściśle określonymi warunkami. Mówimy o nich często, że to rozwiązania napędzane przez aborcyjną stygmę, choć ubrane są w zapewnienia, że chodzi o nasze dobro.

 

Aborcja dopuszczalna, ale poprzedzona konsultacją psychologiczną.

Nie ma oczywiście w konsultacjach psychologicznych co do zasady nic złego. Problem zaczyna się tam, gdzie dostęp do aborcji jest warunkowany odbyciem takiej konsultacji i odpowiednim jej wynikiem. Nie chodzi o wsparcie, którego część z nas potrzebuje i które powinno być zapewnione dla osób chętnych. Chodzi o to, że się naszym decyzjom nie ufa. Możemy podejmować decyzje odnośnie tylu zabiegów znacznie poważniejszych niż aborcja. Ale przerwanie ciąży? Nie. Tu MUSIMY zapytać psychologa, czy na pewno nasza decyzja jest właściwa i dobra. Konsultacje psychologiczne nie mają na celu nas wspierać i po aborcji rzadko mamy możliwość z nich skorzystać. Zadaniem psychologa jest przecież sprawdzić, jak bardzo chcemy aborcji a nie zadbać o nasze samopoczucie przed, w trakcie czy po aborcji (to uzyskamy od aborcyjnych przyjaciółek, których najczęściej – również z psychologicznymi dyplomami – nie brakuje). Kolejna sprawa to bezpłatny dostęp do psychologa na NFZ- ile z Was próbowało umówić się na taką konsultację? Wiemy, jak to wygląda z terminami. Dostęp do opieki psychologicznej powinien poprawić się natychmiast, dla tych osób, które potrzebują, a nie dla tych, które potrzebują aborcji. Choć znamy wiele wspaniałych psycholożek i psychologów, to znamy też okropne historie straszenia aborcją w gabinecie psychologicznym. Stygmatyzacja aborcji jest niestety powszechna, a nie wszystkie gabinety psychologiczne są od niej wolne.

 

Aborcja dopuszczalna, ale poprzedzona obowiązkowym czasem do namysłu.

Niektóre z nas potrzebują go więcej, inne mniej. I to jest ok. Jednak u podstaw takiej regulacji leży przekonanie, że do tej pory nie przemyślałyśmy aborcji wystarczająco albo myślałyśmy nieodpowiednio. Dlaczego wprowadza się przepisy, które zmuszają nas do odczekania kilku dni pomiędzy deklaracją, że chcemy aborcji a “ostateczną” decyzją? Bo istnieje przekonanie, że aborcja to coś złego, coś, czego co do zasady nikt nie chce, a tej decyzji przecież nie można podjąć “pochopnie”. No i znowu musimy na aborcję zasłużyć – pokazać, że jesteśmy zdeterminowane, że odczekamy tych kilka dni i przyjdziemy znowu – jeszcze pewniejsze swojej decyzji, choć prawdopodobnie oczywiście bardzo cierpiące, że musimy ją podjąć. Ale jak rzeczywiście cierpimy, to czy dostaniemy wsparcie z tym związane? Wydaje się, że to, co napisałyśmy w pierwszym punkcie daje odpowiedź na to pytanie.

 

Aborcja dopuszczalna, ale po uzyskaniu zaświadczenia od specjalisty, odbyciu konsultacji, dodatkowego konsylium czy nawet stanięcia przed komisją.

To znowu przykład tego, że na aborcję trzeba zasłużyć. Musi istnieć odpowiedni powód, potwierdzony podpisami i stemplami poważnych osób. Stąd te zasady, że aborcję wykonuje inny lekarz niż ten, który stwierdził jakąś okoliczność, która jest dla niej powodem. W wielu przypadkach jest to zwyczajnie niepotrzebne i jest wyrazem absolutnego braku zaufania i rozmywania odpowiedzialności. Są takie okoliczności zdrowotne, które tego w ogóle nie wymagają. Aborcja w sytuacji zagrożenia dla naszego życia lub zdrowia jest w Polsce praktycznie nie do wyegzekwowania a w innych krajach, w których jest obwarowana takimi wymogami, też jest najtrudniejsza do uzyskania.

 

Aborcja dopuszczalna, jeśli osoba w ciąży znajduje się w trudnej sytuacji ekonomicznej.

Kto ma decydować o tym, która sytuacja jest wystarczająco lub szczególnie trudna? Wiele osób podejmuje decyzje o aborcji z powodów społeczno-ekonomicznych, zwłaszcza w czasie pandemii, która mocno wpłynęła na bezpieczeństwo ekonomiczne wielu rodzin i wyostrzyła nierówności społeczne. Decyzja o aborcji z powodów ekonomicznych jest tak samo ważną decyzją jak każda inna. Państwo nie powinno dodatkowo upokarzać osób, które nie mają pieniędzy na kolejne dziecko i zmuszać ich do tłumaczenia się ze swojej sytuacji finansowej. Państwo powinno wspierać, stwarzać alternatywy a nie upokarzać. Podobnie jest w przypadku przepisów o szczególnie trudnej sytuacji osobistej. Wtedy też musimy udowadniać, że zasługujemy na aborcję.

 

Aborcja dopuszczalna, ale za zgodą rodziców, opiekunów prawnych, sądu.

Nie masz 18 lat? Nie możesz sama zdecydować. Czasem przepisy przewidują wzięcie pod uwagę Twojej opinii, możesz wyrazić swoje zdanie. Ale układ sił jest tu prosty – masz inne zdanie niż Twoi rodzice/opiekunowie prawni? Sprawę rozstrzygnie sąd. W praktyce może to oznaczać, że zostaniesz przegłosowana, a co za tym idzie – zmuszona do określonego rozwiązania. W Polsce obecnie nie można zmusić osoby powyżej 13. Roku życia do aborcji, ale już można jej tej aborcji zabronić. Chcesz przerwać ciążę, ale rodzice się nie zgadzają? Jeśli sąd nie stanie po Twojej stronie nikt zabiegu nie wykona. W niektórych innych krajach działa to w dwie strony, czyli można osobę małoletnią również do aborcji zmusić wbrew jej woli. 

 

Aborcja dopuszczalna, gdy osoba w ciąży ma myśli samobójcze albo głębokie kryzysy zdrowia psychicznego.

Zdrowie powinno być rozpatrywane całościowo, tak jak wskazuje Światowa Organizacja Zdrowia, czyli ochrona zdrowia powinna obejmować zdrowie fizyczne jak i psychiczne, a zdrowie jak stan nie tylko braku choroby, ale tzw “well being”. Nam takie rozpatrywanie zdrowia jest bardzo bliskie i codziennie wspierając osoby w niechcianych ciążach, widzimy, że dla wielu z nich niechciana ciąża jest wielkim obciążeniem emocjonalnym. Stygmatyzacja aborcji dodatkowo pogłębia ten stan. Nikt nie powinien być zmuszany do stawania przed komisją orzekającą, czy nasz stan emocjonalny jest wystarczająco ciężki i zagrażający naszemu życiu, by móc o sobie decydować. Takie rozwiązanie utrwala myślenie, że na aborcję trzeba sobie zasłużyć wystarczającym cierpieniem.

 

Aborcja dopuszczalna wyłącznie w placówce ochrony zdrowia pod specjalistyczną opieką.

Aborcja się zmienia. Praktyki, metody, opieka okołoaborcyjna – to wszystko przez ostatnie lata przeszło niemal rewolucje, głównie za sprawą aborcji farmakologicznej i samoobsługi aborcyjnej. W wielu krajach to nie ginekolog wykonuje aborcję, ale lekarz ogólny czy nawet położna. Osoby w niechcianych ciążach od zawsze samodzielnie przerywały własne ciąże, nie zawsze przy użyciu bezpiecznych metod. Skakanie ze schodów, chemikalia, ostre narzędzia wkładane do macicy to szczęśliwie historia. W dzisiejszych czasach wykonanie własnej aborcji wygląda zupełnie inaczej. Wieszak nadal funkcjonuje jako potężny symbol, ale nie oddaje rzeczywistości, w której żyjemy.

Jak obecnie wygląda samodzielne wywołanie poronienia? 

Samodzielna aborcja jest równoznaczna z przyjmowaniem tabletek. Dostępne dziś metody aborcji – połączenie Misoprostolu i Mifepristonu – są nie tylko dużo bezpieczniejsze niż te, które symbolizuje wieszak, ale też rekomendowane przez Światową Organizację Zdrowia. Aborcja farmakologiczna jest obecna również w Polsce. Wydarza się codziennie, a wiele – a nawet zdecydowana większość z nich – odbywa się poza klinikami, bez bezpośredniego nadzoru medycznego. Czy to źle? To zależy – głównie od tego, czego potrzebuje osoba, która przerywa ciążę. Kontrola medyczna nie powinna odbywać się przymusem, ale dobrowolnie. Osoba przerywająca ciąże powinna mieć prawo wybrać gdzie, jak i z kim ta aborcja się odbywa, a państwo nie powinno jej karać za to, że zrobiła to poza oficjalnym systemem.  

Z naszych doświadczeń wynika, że wiele osób po przyjęciu tabletek, w obawie przed stygmatyzacją, unika kontroli lekarskiej. Są też osoby, które czują się po prostu dobrze, a proces poronienia oceniają jako kompletny. Dla wielu osób domowa aborcja tabletkami to jedyna szansa na bezpieczną aborcję – nie mogą wyjechać za granicę, nie mają z kim zostawić dzieci, nie mają pieniędzy na zabieg w prywatnym gabinecie. Inne wolą zakończyć ciążę na własną rękę, w zaciszu własnego domu, nie wtajemniczając nikogo w ten proces, bo chcą utrzymać aborcję w sekrecie. Jeszcze inne osoby po prostu nie chcą kontaktu z systemem ochrony zdrowia. Nie ma w tym nic złego.

Samoobsługa aborcyjna oznacza przeprowadzenie własnej aborcji i wielu osobom kojarzy się z zakupem tabletek aborcyjnych w internecie. Warto wspomnieć, że niemal każda aborcja za pomocą tabletek jest do pewnego stopnia „samoobsługą aborcyjną”. W wielu krajach pacjentki, które wybierają się do kliniki aborcyjnej, otrzymują tam zestaw leków, na miejscu przyjmują Mifepristone i zostają odesłane do domu. Faktyczne poronienie po przyjęciu Misoprostolu przebiega wtedy również bez nadzoru medycznego. Światowa Organizacja Zdrowia w najnowszych rekomendacjach wskazuje, że do 12 tygodnia osoby mogą przerywać ciąże tabletkami poronnymi bez konieczności nadzoru lekarza czy lekarki. 

Prawo aborcyjne nie powinno być reformowane, ale zniesione, albo chociaż napisane tak, by odpowiadać na potrzeby społeczne i pasować do rzeczywistości, a nie ją fałszować. Opieka okołoaborcyjna  nie powinna być kontrolą wynikająca z przeświadczenia, że aborcja to zło i trzeba zrobić wszystko, żeby jej nie było.

My – osoby, które mogą zajść w ciążę – umiemy podejmować decyzje dotyczące swojego życia i ciała. Powinniśmy mieć prawo podejmować te decyzje po swojemu, przy współudziale tych osób, które do tego procesu decyzyjnego same zaprosimy.