Prezent na Święta

Jestem młodą kobietą, studiuję, pracuję, od lat mam ukochanego, stałego partnera z którym obecnie mieszkam. Wszystko było jak w bajce, do momentu aż mój okres spóźniał się dłużej niż zazwyczaj. Kupiliśmy test,  wykonałam go i zamarłam. Zakręciło mi się w głowie, zrobiło mi się gorąco. Wyszłam z łazienki a on wiedział, od razu gdy tylko mnie zobaczył. Zaczęłam płakać i krzyczeć z bezsilności i psychicznego bólu jaki mnie ogarnął, wiedziałam że to koniec. Nigdy nie chciałam mieć dzieci, od zawsze unikam kontaktu z nimi, załamałam się. Wcześniej kilkukrotnie w naszych rozmowach przewijał się temat aborcji i wiedziałam, że mój partner jest „na nie” w tym temacie. Teraz nie próbowałam go nawet zapytać, płakałam i chciałam umrzeć. Wtedy on, wziął telefon i pokazał mi artykuł o aborcji farmakologicznej. Byłam w szoku, że właśnie on to proponuje, kiedy ja byłam przekonana że nawet nie dopuszcza takiej możliwości. Moja wdzięczność mieszała się z potwornym strachem, w głowie miałam tylko pytanie „a co jeśli to zrobię a on później mi tego nie wybaczy?”. Ale namówił mnie, uspokoił i powiedział że decyzja należy do mnie i poradzimy sobie w każdej sytuacji, a on będzie przy mnie bez względu na wszystko. Zamówiłam tabletki od Women Help Women. Zaczęły się schody. Tabletki nie przychodziły, a ja czułam się coraz gorzej. Mdlałam, miałam nudności. Czekałam na nie  półtora miesiąca i powoli traciłam nadzieję, że w ogóle do mnie dotrą, a brzuch wydawał się być coraz bardziej widoczny. Dotarły do mnie 22 grudnia, byłam w 15 tygodniu ciąży. Przyjęłam pierwszą tabletkę a czas kolejnej przypadł na wigilijny poranek. Podjęłam ryzykowną decyzję, że aborcja odbędzie się w moim rodzinnym domu podczas przygotowań do świąt. Oczywiście nikt oprócz mnie i mojego chłopaka nie wiedział o niczym. Wmówiłam wszystkim, że mam okres i pierwszy dzień zawsze jest wyzwaniem. Mój partner był przy mnie. Tylko on wiedział co tak naprawdę właśnie się dzieje. Dostałam potwornej biegunki, miałam gorączkę, mdłości a momentami traciłam kontakt z otoczeniem, ale krwawienia nie było. Bałam się że się nie uda, ale nagle, chwilę przed południem poczułam dużą ilość płynu na podpasce. Myślałam że to krew, okazało się jednak, że odeszły mi wody i zaczęłam wydalać płód, potem łożysko, aż było po wszystkim. Nigdy nie czułam większej ulgi niż wtedy, w łazience, kiedy wiedziałam że to już koniec tego piekła.  To był najlepszy Świąteczny prezent jaki mogłam sobie w tym roku zamarzyć.