Nie żałuję niczego

Miałam 18 lat.

No dobra 18 lat + jebanych 6 miesięcy jak pierwszy raz usunęłam ciążę.

Mój fantastyczny partner (ówczesny) stwierdził, że zjebałam mu życie. Ot tak, nie zastanawiając się zaczęłam planować usunięcie, bo w jego planach była ucieczka (gdzieś tam w pizdu) lub pierdlonięcie sobie w łeb (heh, jego tata był policjantem)…

Po kilku zawalonych próbach, udało mi się usunąć ciążę, dzięki pomocy WOW. Oczywiście zostałam przez to kurewsko oskarżona, bo mój fantastyczny były nie mógł później dostać się do policji, bez wpływowego tatusia (którego bardzo szanuję, mimo kurewskich zapędów)…

Mając 30 lat, dwójkę wypragnionych dzieci (które kocham ponad życie), usunęłam czwartą ciążę, bo powiedziałam sobie – dość, nie jestem jebaną maszynką do rodzenia dzieci! Chcę realizować swoje plany i marzenia! Chcę w końcu zacząć żyć, latać, kochać życie i podróżować, czego nie mogłam robić od ostatnich 5 lat.

Nie dlatego, że urodziłam dwójkę dzieci, tylko dlatego, że ze strony partnera miałam zero wsparcia. Pamiętajcie o sobie, zawsze… Dbajcie o siebie i róbcie to, co Wam w duszy gra!