Aborcja chirurgiczna w Niemczech

Witajcie,

Postanowiłam podzielić się swoją historią, ponieważ kiedy poszukiwałam pomocy przeglądałam wiele historii na stronie Women On Web , gdzie znalazłam dużo historii , które podniosły mnie na duchu i uświadomiły , że nie jestem sama.

Obecnie mam 28 lat i bardzo pragnę mieć dziecka, którego nie mogę począć. Prawie dwa lata temu WPADŁAM przez JEDNORAZOWY seks z mężczyznom, którego nie kochałam. Prowadziłam średni tyb życia paląc, pijąc od czasu do czasu i mając nadwagę. Dziś jestem mężatką i od 10 miesięcy staramy się o dzidziusia . Efektów brak i na dodatek jestem po poronieniu… Nie palę, nie piję, jem zdrowo, przyjmuje kwas foliowy i jestem szczupła, a co najważniejsze kocham mojego męża i o ironio nie mogę począć dziecka.

Ale do rzeczy… Miesiączki zazwyczaj miałam regularne około 28 dni. Kiedy 33 dnia nadal jej nie było w pracy dosłownie co kilkadziesiąt minut pojawiałam się w toalecie, żeby sprawdzić czy już jest. Myślałam, że coś mi się rozregulowało. Jak mogłam być w ciąży z kimś kogo nigdy nie pokocham, po jednym seksie zakrapianym alkoholem i to w dniu po dawno spodziewanej owulacji. Po pracy skoczyłam do apteki kupić test ciążowy. Po powrocie do domu od razu nasikałam na test i kiedy zaczęła pojawiać się druga kreska zemdliło mnie ze strachu. Prosiłam , żeby jej nie było ale robiła się coraz ciemniejsza i ciemniejsza. Byłam w tak ciężkim szoku, że nawet nie płakałam. Po prostu było mi słabo , niedobrze i czułam się jakby to był jakiś sen. Partner się ucieszył ale ja… Kolejne dni pamiętam jak przez mgłę. Ciągle płakałam , nie mogłam się skupić na niczym. Nie wiedziałam , czy prościej dokonać aborcji czy zabić siebie. Zaczełam szperać w internecie. Trafiłam na Women on Web, przeczytałam setki historii kobiet , które dokonały aborcji. Zazwyczaj była to aborcja farmakologiczna. Przerażała mnie cała ta procedura i to jak to wszystko wygląda… krwotok, wymioty, biegunki, ból.  Ale najbardziej się bałam odpowiedzialności, tego że tabletki nie przyjdą na czas, że zostaną zatrzymane na granicy albo przyjdą , kiedy płód będzie już w zaawansowanym stadium. Tak mnie to wszystko przerażało, że zaczęłam szukać klinik aborcyjnych za granicą. Znalazłam w Czechach, Słowacji ale ode mnie spory kawałek nie wiedziałam jak się tam wybrać , gdzie spać itd. W końcu znalazłam organizację CIOCIA BASIA, napisałam do nich maila i otrzymałam błyskawiczną odpowiedź. Dziewczyny z CIOCIA BASIA, zorganizowały cały zabieg w klinice w Niemczech i nocleg u jednej z wolontariuszek. Oferowaly także pomoc finansową, ale nie potrzebowałam z niej korzystać. Byłam wystarczająco wdzięczna za tą całą pomoc i zorganizowany nocleg. Ale gdyby ktoś nie miał pieniędzy można liczyć na ich wsparcie finansowe także. Wszystko zostało zorganizowane szybciutko, zależało mi na tym aby dokonać aborcji JAK NAJSZYBCIEJ, żeby płód był jak najmniej rozwinięty.

Teraz opiszę jak to wszystko wyglądało. Najpierw musiałam pojechać do Berlina na spotkanie z psychologiem, jako że jestem polką dziewczyny z Ciocia Basia znalazły dla mnie psychologa mówiącego w j.polskim. Wizyta była całkowicie darmowa. Pani była przemiła i pytała się mnie czy chce dokonać aborcji farmakologicznej czy chirurgicznej. Opisała mi jak wyglądają te dwa zabiegi, jak kobiety to zazwyczaj przechodzą i pytała czy jestem w stu procentach pewna. Zaoferowała także swoją darmową pomoc mailową/telefoniczną już po dokonanym zabiegu, jesli bym tego potrzebowała. W Niemczech po wizycie psychologa daje się kobiecie kilka dni na “przetrawienie” i idzie się na zabieg. Ja wróciłam do domu i zabieg miałam za tydzień. Musiałam wziąć 2 dni wolnego z pracy. Pojechałam do Niemiec w towarzystwie mojej mamy, która mnie ciagle wspierała. Najpierw stawiłam się w klinice na załatwienie formalności i badań. Powitała mnie Pani mówiąca trochę w j. polskim , pytała o historię chorób, zdrowie, musiałam przestawić grupę krwi i zapłacić 350 euro.  Następnie zostałam zaproszona do gabinetu , gdzie przemiła Pani doktor wykonała mi USG, pokazała płód , który był jeszcze bardzo malutki  i przepisała tabletki antykoncepcyjne (takie procedury). Jeszcze raz pytała czy chce farmakologiczną czy chirurgiczną. Tą pierwszą także mogłabym wykonać w klinice , pod opieką lekarzy i pielęgniarek i była też tańsza ale odmówiłam. Chciałam wszystko wykonać szybko i bezboleśnie . Dostałam wydrukowaną informacje na papierze jak cała procedura bedzie wyglądać, jak mam się przygotować i co zabrać ze sobą na zabieg. Dostałam także tabletkę dopochwową, którą trzeba zaaplikować 2h przed zabiegiem. Krótka rozmowa z anestezjologiem i tyle.Następnie udaliśmy się do domu wolontariuszki, która przygotowała dla nas kolację i herbatkę. Pokazała nam mieszkanie i zostawiła wszystko do dyspozycj i dała klucze do mieszkania. Wolontariuszka była Niemką, lecz spokojnie się z nią dogadałyśmy po angielsku. Uspokajała mnie i mówiła, że wiele kobiet z Polski przyjeżdża i ona sama także dokonała kiedyś aborcji. Następnego dnia rano wzięłam prysznic, nie mogłam jeść ani pić przed zabiegiem, zaaplikowałam tabletkę i ruszyłam do kliniki . W klinice czekałam jakieś 30 min, widziałam jak dziewczyny wychodzą z zabiegu były starsze kobiety po 40 i młode nastolatki. Byłam przerażona ale przekonana, że to jedyna słuszna decyzja. Pożegnałam się z mamą. Poszłam do przebieralni, gdzie musiałam przebrać się w długą koszulę, na majtkach już miałam plamienia od tabletki. Na salę zabrałam ze sobą ręcznik i duże, grube podpaski. Przyszła po mnie pielęgniarka i kazała położyć się na kozetce, na stoliczku postawić podpaski i majtki i pod pupe podłożyć ręcznik. Następnie założyła mi wenflon. Na sali były jeszcze inne pacjentki, ale wszystkie byłyśmy oddzielone kotarami. Nie widziałam ich tylko słyszałam płacz jednej z nich. Pielęgniarka poprosiła mnie na salę. Usiadłam na fotelu ginekolgicznym , na sali był ginekolog, anestezjolog i dwie pielęgniarki. Anestezjolog założył mi maskę i powiedział dobranoc, dwa wdechy i odleciałam. Obudziłam się na sali , pielęgniarka podawała mi zastrzyk z immunoglobuliną, gdyż mam krew A Rh – . Miałam już założone majtki i podpaskę zrobiła to pielęgniarka zanim sie obudziłam. Obok mnie stały ciasteczka, przekąski, herbatka, woda i soczki. Mogłam leżeć tak długo, jak będę chciała. W klinice byłam w sumie jakieś 1.5 godziny, sam zabieg od wenflonu do pobudki trwał 20 min. Kiedy przestało mi się kręcić w głowie, wstałam ubrałam się i wracałam do domu, swojego. Krwawiłam troszkę bardziej niż podczas miesiączki, ból był normalny jak podczas okresu. Trwało to kilka dni, razem z końcowymi plamieniami jakies 7 dni. Po miesiącu dostałam okres jak w zegarku ponieważ brałam tabletki antykoncepcyjne. Później udałam się na wizytę do ginekologa i wszystko było w porządku. Po zabiegu czułam ulgę i ogromne szczęście, nie żałuję.

 

Wszystko odbyło się tak jak chciałam a nawet i lepiej, jestem wdzięczna wszystkim organizacjom szczególnie Ciocia Basia, za całą pomoc, bezinteresowną i szybką. Dziękuję że istniejecie i dajecie nam polką szansę na to, co w innych krajach jest normalnością. A dla nas udręką , ogromnym stresem, strachem. Dziewczyny, nie bójcie się. Trzymam za was wszystkie kciuki i za siebie, żeby było mi dane jeszcze być kiedyś mamą. Na koniec jeszcze dodam , że poroniłam CHCIANĄ CIAŻĘ dokładnie rok po aborcji :(

 

Całuski