Wątpliwości

Mamy ustabilizowaną sytuację finansową i życiową. Własny kąt, pasje,  prace, którą lubimy i córkę, którą kochamy nad życie. Zaskoczyła nas kolejna ciąża. Mąż nie chciał drugiego dziecka, ja nie byłam pewna ale aborcja wydawała mi się linią, której nie mogę przekroczyć bo przecież wszędzie mówią, że  takie kobiety to morderczynie a aborcja to zabójstwo. I jak ja nagle miałabym zabić nasze dziecko ? Płakałam tydzień bijąc się z myślami. Mąż mnie wspierał, dużo rozmawialiśmy, decyzję pozostawił mnie. Wiem, że gdybym urodziła wspierałby mnie jak  każdy tata. Może by pokochał dziecko, może by się wszystko ułożyło. Może… A może nie? Jest pandemia, cięzki dostęp do lekarzy, pierwsza córka urodzona z wadą wrodzoną, walczyła o życie na OIOMie a my podskakiwaliśmy na każdy telefon bo może ze szpitala, że jej się nie udało. A co z pracą? Teraz praca jest a jak ją stracimy nagle? Oszczędności są ale nie na długie wybrzydzanie. Dodatkowo dochodziły moje problemy zdrowotne, brak pomocy dziadków przy dziecku i ciągłe kombinowanie co z odbiorem zprzedszkola, kto teraz w domu zostaje bo dziecko chore. Pracodawcy krzywo na to patrzą  ( w jednej pracy mnie przez to zaszczuli).  Nie szukam wytłumaczenia. Miałam swoje powody i moje powody były dobre.  Każdy powód jest dobry jeżeli kobieta jest w niechcianej ciąży. Wzięłam tabletki w 5 tygodniu, krwawiłam tydzień, ból jak przy silniejszej menstruacji, po aborcji czułam ulgę, że to już po. Leciały ze mnie skrzepy i krew. nie było małych rączek/ nóżek. Zwykłe skrzepy. Co dalej czuję? Ulgę, czuję, że dobrze zrobiłam. Nie mam traumy, nie mam wyrzutów sumienia, jest mi smutno, ze musiałam to zrobić w domu schowana jak szczur jakiś, że nie mogłam iść do lekarza i powiedzieć o co mi chodzi. Jest mi przykro, chciałabym mieć drugie dziecko kiedyś przy lepszych czasach ale w tym momencie nie.