Ulga, wdzięczność, złość

Dowiedziałam się o ciąży dzień przed ogłoszeniem wyroku TK w sprawie aborcji, w trakcie panującej pandemii Covid i nakładania kolejnych restrykcji. W tym samym dniu odeszłam od faceta, z którym się spotykałam, z którym zaszłam w ciążę.

Byłam w szoku, jak to mogło mi się przydarzyć? Dlaczego teraz, kiedy temat aborcji jest na ustach tylu osób, kiedy rządy różnych państw na świecie nakładają obostrzenia w poruszaniu się i dostępie do różnych placówek? To absurd! Uważałam przecież. Używaliśmy zabezpieczeń, raz z powodu wątpliwości użyłam tabletki „72 po”.

Bałam się komukolwiek o tym powiedzieć, szczególnie rodzinie. Wyobrażałam sobie niestety, że nie otrzymam wsparcia emocjonalnego jakiego potrzebowałam, że spotkam się raczej z ocenianiem, krytyką, może litością, może ktoś chciałby wywrzeć na mnie presję. Zdecydowałam się nikomu o tym nie mówić. Potrzebowałam wewnętrznej siły, żeby przez to przejść. Jestem po 30, wiedziałam co robię. Od samego początku byłam pewna, że chcę aborcji. Jeszcze tego samego dnia zaczęłam szukać w Internecie informacji o aborcji, o możliwych metodach, szukać pomocy. Do tamtego dnia zasadniczo nie miałam wiedzy w tym temacie. Natrafiłam na stowarzyszenia: Aborcja Bez Granic, Aborcyjny Dream Team, Ciocia Basia, Kobiety w Sieci. Zadzwoniłam. Następnego dnia zamówiłam tabletki od Women Help Women. Dowiedziałam się, że tabletki mają przyjść do mnie w ciągu tygodnia / dwóch, ze względów bezpieczeństwa – nie w blistrach i przesyłką nierejestrowaną (nie można jej śledzić). Bałam się, że nie przyjdą, że okażą się nieskuteczne. Planowałam scenariusze awaryjne B, C, D… na wypadek niepowodzenia wcześniejszego. Sprawdzałam kliniki za granicą, sprawdziłam, gdzie można szybko zrobić testy na Covid… ale, kto wybiera się na wycieczkę za granicę w środku pandemii?

W okresie oczekiwania rozważałam też inne opcje, nie dlatego że miałam wątpliwości, dlatego że czułam, że po prostu trzeba je rozważyć: opcja z poinformowaniem bliskich, opcja z urodzeniem i poinformowaniem ojca, opcja z urodzeniem i nieinformowaniem. Wszystkie oceniłam, za dużo gorsze, po prostu niemożliwe do zrealizowania. Z tym facetem nie spotykałam się długo, kilka miesięcy, ale zaczął wzbudzać moje obawy i przestałam mieć do niego zaufanie.

Tabletki przyszły, w terminie, o którym mnie informowano. W Polsce odbywały się protesty, a ja wzięłam pierwszą tabletkę. Kolejnego dnia, cztery następne. Przez trzy godziny nie działo się absolutnie nic. Spanikowałam, że nie działają, strasznie się rozpłakałam. Chyba wtedy pękłam, to był mój pierwszy płacz, wcześniej nie dawałam sobie prawa do bycia w dołku, czułam, że sytuacja jest trudna i żeby sobie poradzić muszę być silna. Po trzech godzinach zaczęły działać. Ponoć kobiety rożnie reagują na tabletki. Mnie bolało bardzo. Do tego stopnia, że po trzech godzinach nie mogłam już wytrzymać i zadzwoniłam na pomoc medyczną, gdzie poradzili mi udać się do szpitala. I pojechałam, zostałam hospitalizowana i zostałam tam na dwie kolejne noce. Na początku nie chciałam godzić się na hospitalizację, ale po tym wszystkim, też po długim oczekiwaniu w izbie przyjęć, jedyne o czym marzyłam to łóżko i żebym następnego dnia nie musiała pracować. Nie powiedziałam, że wzięłam tabletki farmakologiczne, tylko, że zaczął mnie boleć brzuch i zaczęłam krwawić. Przez kolejne dni miałam badania. Beta HCG zaczęło spadać, USG miałam w normie, więc zostałam wypisana do domu.

Co czuję obecnie? Ogromną ulgę i bardzo dużą wdzięczność. Nie wiem jak bym sobie poradziła bez dziewczyn działających w stowarzyszeniach Aborcja Bez Granic, Aborcyjny Dream Team, Ciocia Basia, Kobiety w Sieci, Women Help Women. Dziewczyny robicie tak dużo dobrego. Byłyście moim jedynym ludzkim wsparciem w tamtym okresie. Czuję jednak też bardzo dużą złość. Aborcja do 12 tygodnia jest powszechna w większości krajów europejskich. W placówkach medycznych kobiety mogą otrzymać pomoc i dostęp do lekarzy, w tym psychologów. To jest niesprawiedliwe, że w Polsce, żeby dokonać aborcji trzeba ją zrobić w ukryciu, uciekając za granicę lub zamawiając tabletki nie wiadomo jakiego pochodzenia. Życzę sobie i Wam wszystkim, abyśmy kiedyś obudziły się w lepszej Polsce, w Polsce, w której się słucha, w której się rozmawia, szanuje drugiego człowieka i jego wybory.