Dla kogoś wydaje się to łatwiejsze

Ciąża, słowo, które wzbudzało u mnie ogromny strach ale jednocześnie powodowało uśmiech na twarzy. Rodzinie, koleżanką gratulowałam, cieszyłam się ich szczęściem, czekałam razem z nimi na ten mały “cud”. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na rodzicielstwo w tym wieku, chociaż trochę myślałam, że jestem na nie gotowa. Nigdy nie pomyślałabym, że roztrzęsiona  będę stała w aptece po test ciążowy, przecież zabezpieczałam się, brałam tabletki, które przez moją głupotę wchłaniały się tak jak powinny. Wymiotowałam, każdy posiłek kończył się napadem strachu, bólu i nienawiści do siebie. Wizyty w ubikacji były na tyle regularne, że tabletki zanim zaczęły działać wydalane były z mojego żołądka.

Dwa tygodnie temu wykonałam testy, gdy zobaczyłam dwa paski zaczął się atak paniki, po godzinie nastąpiła faza pogodzenia się z tym co zaszło. Musiałam zdobyć się na odwagę żeby powiedzieć to ukochanemu, którego zawiodłam, zszargałam jego zaufanie. Nie powiedziałam mu tego w oczy, nie mogłam, wstydziłam się, wiedziałam jaka będzie jego reakcja. Sama podjęłam decyzje, zamówiłam zestaw M&M, czekałam. W między czasie on dowiedział się, płacz, niedowierzanie, odrzucanie od siebie tej informacji. Poprosił o wykonanie USG, bał się, że ciąża trwa dłużej niż 12 tygodni. Do lekarza umówiłam się jak najszybciej. Usłyszałam, że to około 7 tydzień, ma serduszko, bije nieregularnie, ale już tworzy się, zaczęłam to kochać, tak kochać, myśleć o tym, mimo, że nie mogłam zatrzymać ciąży.

Liczyłam na cud idąc do chłopaka z tą informacją. Nie mogliśmy mieć dziecka, nie teraz. Studia, obowiązki brak miejsca, liczne problemy nie pozwalały na to. Załamał się, bał, krzyczał, płakał, postawił ultimatum. Potrzebowałam tego, jego słowa utwierdziły mnie, że moja pierwsza decyzja była najlepsza. Okres czekania na tabletki był straszny, wszystko zlewało się w jeden długi dzień. Kiedy dotarły w końcu do mnie poczułam ulgę, już będzie koniec, wygrałam tą rundę.

Sam proces nie był przyjemny. Gorączka, ból, wymioty, strach. Chciałam być sama, płakała wyzywając samą siebie. Nie wzięłam leków przeciwbólowych, po to zeby ból tylko przypominał mi o tym co robię, skurcze były coraz mocniejsze, w najgorszym momencie czułam, że odpływam, momentalnie poczułam ulgę. To był koniec. Mimo wszystko wiedziała, że nie poradzę sobie już sama. Czułam się osłabiona, ledwo stałam, obraz był rozmazany. Przyjechał po mnie był przy mnie juz po, a ja cały czas mówiłam sobie, że dla kogoś zrobić to jest łatwiej.