Bałam się.

Bałam się. Miesiączki nie miałam od 3 miesięcy, ale bałam się wykonać test ciążowy. Oprócz tego żadnych objawów, nic kompletnie. Wreszcie się odważyłam – 3 testy, 3 razy dwie kreski. Nie płakałam, nie krzyczałam, bo chyba jeszcze do mnie to nie docierało… Od razu wiedziałam, że nie mogę urodzić, nie jestem jeszcze pełnoletnia, nie tak miało wyglądać moje życie. Wiedziałam, że jest już dość późno, ale nie miałam wyjścia – zamówiłam tabletki, które przyszły bardzo szybko, za co bardzo jeszcze raz dziękuję! Zażyłam mifepristone, po którym u mnie nic się nie działo, po 24 godzinach zażyłam 4 tabletki misoprostolu, po których również nic się nie działo, jedynie delikatne skurcze jak przy miesiączce, żadnego krwawienia. Po kolejnych 24 godzinach zażyłam ostatnie 4 tabletki misoprostolu. Myślałam, że się nie uda… Tabletki zaczęły działać dopiero po około 6 godzinach, czulam mocniejsze skurcze, jednak nadal żadnego krwawienia, ból naprawdę znośny i nie trwał długo, w końcu poczułam jakby miał wylecieć ze mnie skrzep, tak jak podczas miesiączki. Szybko udałam się do łazienki i jak tylko ściągnęłam majtki było po wszystkim. Wyleciało. Nie czulam wtedy żadnego bólu, jedynie przerażał mnie widok dużej ilości krwi no i płodu… Ale poczułam ulgę, cholerną ulgę. Męczyłam się dwa dni, ale od razu po wszystkim wiedziałam, że było warto, jakkolwiek głupio i strasznie to nie brzmi. Teraz? Teraz już właściwie o tym nie pamiętam. Zdecydowałam się tu opowiedzieć moja historię, bo przed całym zabiegiem strasznie się bałam, naczytalam się o strasznym bólu, komplikacjach, że im później tym gorzej to wszystko wygląda, na szczęście nie w moim przypadku. Nie bójcie się, jeśli naprawdę czujecie, że tego potrzebujecie.