Poczucie winy z braku poczucia winy?

Do tej pory ciezko mi odpowiedziec na pytanie czy zaluje.

W kompletnie nieplanowana ciaze zaszlam majac 19 lat. Ze starszym chlopakiem, z ktorym dopiero zaczynalismy przygode, glownie lozkowa. Glupota, nieodpowiedzialnosc, do tego uzywki, poczucie bycia wolnym i niezaleznym zgubilo mnie na tyle, ze stalo sie dla mnie najgorsze. A najgorsze dlatego, ze wcale, nigdy nie chcialam miec dzieci. Udalo zalatwic mi sie tabletki, to byl 6 tydzien wg badan krwi. Ogromne dylematy moralne, bo mimo, ze nie pochodze z bardzo wierzacej rodziny to jednak tradycja, w ktorej bylam wychowana mocno sprzeciwiala sie temu, co chcialam zrobic. Facet byl na starcie swojej kariery zawodowej i w zasadzie powiedzial mi to, o co teraz kobiety w Polsce walcza: Twoje cialo, to jest glownie Twoja decyzja. A ja widzialam w tym wtedy ogromna ucieczke od odpowiedzialnosci i zrzucenie na mnie calego ciezaru odpowiedzialnosci. W glebi duszy chyba chcialam, zeby mial wiecej odwagi, w koncu byl sporo starszy, oczekiwalam tego wsparcia i pomocy w podjeciu decyzji, bo przeciez haaaalo to NASZE dziecko, nasz seks, nasz zwiazek.

Aborcja przeszla bardzo krwawo, bardzo bolesnie, ale… ostatecznie jedyny zal jaki czulam to zal, ze nie czuje, ze popelnilam grzech(?). Poczucie winy za to, ze nie czuje jakiejs przeogromnej winy. Ze to miala byc trauma, terapie, noce lez. I owszem byly, ale nie dlatego, ze mialam aborcje. Placz byl, bo wlasnie przez nasza kulture, tradycje, brak tolerancji, czulam, ze to jest moj cholerny obowiazek zostac z moim owczesnym partnerem. Spedzilam z nim potem jeszcze 6 lat! Szesc naprawde zmarnowanych lat, wmawiajac sobie, ze nie zasluguje na nikogo kto mnie bedzie lepiej traktowal, kto mnie szanuje, nie zdradza, kto nie stawia wszystkiego wyzej niz mnie, a ja mam sie po prostu dostosowac.  Nie wierzylam, ze zasluguje na kogos kto da mi wsparcie, rozmowe i otoczy troska. A w mojej glowie huczalo tylko, ze przez to, co zrobilam to tak juz musi byc, taki los mnie czeka i ja musze to wszystko znosic, zeby odpokutowac.

Na szczescie w odpowiednim momencie mojego zycia zdobylam sie na odwage, opuscilam partnera, opuscilam kraj. Zyje otoczona ludzmi, ktorzy pochodza z roznych srodowisk, nauczeni sa tolerancji i szacunku do czlowieka, do stanu psychicznego w jakim sie znajduje, okazuja i ucza zrozumienia. W kraju gdzie ma sie wybor i nie jest on pietnowany jako najgorsze zlo tego swiata.

Od aborcji minelo 9 lat. A ja wciaz ucze sie oddychac. Nie przez sama aborcje, ale przez to jak moje wlasne poczucie wlasnej wartosci spadlo w momencie kiedy w naszym kraju kamieniuja Cie za wybor na kazdym kroku. I do czego to doprowadzilo. Obserwowalam, co dzialo sie wokol, sluchalam ludzi i dusilam w sobie jeszcze bardziej cos, co powinno juz dawno zostac powiedziane na glos. Nikomu sie do tego nie przyznalam. Teraz poznaje ludzi, ktorzy mowia o swoich aborcjach otwarcie, mam nadzieje, ze tez kiedys przejde nad tym do porzadku dziennego i uwolnie sie od naszych polskich norm moralnych, ktore tak gleboko zakorzenila mi szkola i religia. Mam nadzieje ze kiedys bede w stanie powiedziec o tym na glos.

Nawet jesli mamy wybor, nie oznacza, ze bedzie on latwy! Trzymajcie sie mocno i pamietajcie, ze jestescie wartosciowe, nawet jesli ktos u waszego boku, probuje was ciagnac w dol.