Miałam pośrednio aborcję.

Wczoraj weszłam pierwszy raz na Waszą stronę, do późnej nocy czytałam historie dziewczyn i chcę opowiedzieć swoją historię. Miałam pośrednio aborcję, bo miała ją najbliższa mi osoba – przyjaciółka – i ją wspierałam w tej decyzji. W liceum zaszła w nieplanowaną ciążę z kolegą, który nie był jej chłopakiem. Sytuacja trudna. Młoda dziewczyna, bez wykształcenia, jaka przed nią stoi przyszłość? Decyzja: aborcja. Szybko zgłosiła się do ginekologa, ale powiedział, że jest za wcześnie na przerwanie ciąży. Przyszła do niego ponownie dopiero w 4 miesiącu ciąży. Do dziś się zastanawiam i nie znam odpowiedzi na pytanie dlaczego było za wcześnie, dlaczego musiała czekać? Czy wcześniej nie znaczy lepiej? Aborcję sfinansowali jej rodzice, miała w nich pełne wsparcie, mi również wydawało się to wtedy najlepszym rozwiązaniem.

Nie zabezpieczała się. Dwie kolejne dwie nieplanowane ciąże. Związki rozpadły się niedługo po urodzeniu się dzieci. Znowu sytuacja trudna, problemy finansowe. Ojcowie przestali się interesować, nie płacili alimentów. Poradziła sobie. Gdy urodziła pierwsze dziecko żałowała, że je ma. Dziś jest szczęśliwą mamą i jak to sama powiedziała – dzieci są sensem jej życia.

Wiem, że ona raczej nie żałuje aborcji (chociaż miała okres, że żałowała), ale ja, jako osoba, która ją w tym wspierała żałuję, że wyraziłam poparcie i wiem, że nigdy nie będę wspierać niczyjej aborcji. Jak patrzę wstecz widzę, że ta aborcja była bez sensu, że nic jej nie nauczyła, nic nie zmieniła. 3 nieplanowane ciąże. Z każdej sytuacji jest wyjście. Gdyby pierwsza ciąża nie została przerwana, jestem przekonana, że jej życie teraz wcale nie byłoby gorsze. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym zaszła w nieplanowaną ciążę, ale w tej sytuacji czuję się winna, że ktoś przeze mnie nie żyje. :(