Piekło

Hej. Byłam w ciąży, tej planowanej i bardzo chcianej. Mam super męża. W ciążę zaszłam po pierwszym cyklu starań. Później to już z górki…wizyty u lekarza,badania, l4. Wszystko było dobrze, wyniki rewelacja,jedynie wymioty.. mega jazda. Wszystkie koleżanki zaszły w ciążę, no super, cieszymy się. Badania prenatalne- Idź Gosia, zobaczysz maluszka, będzie ekstra. No i poszłam. Dowiedziałam się, że moje dziecko jest chore. Tak bardzo chore, że ryzyko jednej z trisomii z genetycznego badania krwi i usg wyszło 1 na 3! Lekarz prognozuje,że nie pożyje długo. Lekarz, który witał mnie serdecznie, praktycznie wygonił mnie z gabinetu. Roztrzęsiona prawie wpadłam pod autobus miejski. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Napisałam do męża, który był w pracy, że jest źle. Nie wiem jak wróciłam autobusem do centrum. Zadzwoniłam do ginekologa. Tak, jest źle ale to nie moja wina.  I co teraz? No teraz to badania. Czekałam najpierw na wizytę u genetyka. Potwierdził mi to, co już wiedziałam z kartki z badań prenatalnych. Zaczęła się prawdziwa gehenna. Nie jadłam, nie spałam, płakałam. Jeździłam na wizyty sprawdzać czy serce dziecka jeszcze bije, bo najlepiej by było gdyby już umarł. Wszyscy mnie wspierali, ale wiedziałam, że nie chcę urodzić bardzo chorego dziecka albo skazać go na śmierć zaraz po urodzeniu. Nie chciałam takiego życia ani dla siebie, ani dla męża, a przede wszystkim dla tego bobasa. Aborcja uratowała mi życie. Ktoś bliski podesłał mi numer Aborcji bez granic. Była niedziela, wieczór godz.19…. Ten telefon uratował mi życie. Dziękuję Wam. Dziękuję też Pani Prawnik, która uspokoiła moje obawy. Wyjechałam za granicę. W międzyczasie dowiedziałam się o możliwości dokonania terminacji w Polsce, jednak za miesiąc, może trochę dłużej, o ile w ogóle.Ale prawnie było ok. Miałam prawne zezwolenie. Lekarz powiedział mi o tym jak wygląda to w Polsce, 3 dni. Tabletki, poród, łapanie dziecka do basenu samemu, kolejny dzień łyżeczkowanie. Możliwość pożegnania z dzieckiem, rejestracji, pochówku.Przerazało mnie to, dobijało z każdej możliwej strony. W klinice, w której dokonałam aborcji, nie czułam nic. Wszyscy byli strasznie mili. Czułam się bezpiecznie i czułam zrozumienie. Nie wiem jak będzie dalej, nie umiem pogodzić się z własną historią.. ale jedno jest pewne, aborcja uratowała życie. Moje, Męża i tego maluszka, który nie musi cierpieć z każdą sekundą swojego życia…