Odzyskane życie

Od zawsze wiedziałam, że nie chcę być matką, że ciąża i poród mnie obrzydzają, nie mam energii na wychowanie dziecka, pochodzę z trudnej, wręcz patologicznej rodziny, obserwuję u siebie wiele przemocowych zachowań, a nawet bałabym się, że nie polubię swojego dziecka i perspektywa konieczności spędzenia z kimś kto mnie zwyczajnie wkurwia kilkunastu co najmniej lat bardzo mnie zniechęcała. Na szczęście totalnie nie przeszkadzała mi presja otoczenia, wiem co jest dla mnie dobre, totalnie nie robią na mnie wrażenia roszczenia rodziny, słodkie dzieciaki znajomych, itp. Jednak z wiekiem, czyli tykającym zegarem biologicznym, dość często nawiedzała mnie rozkminka, czy może jednak nie zmienię zdania, zaraz może być za późno, a co jeśli kiedyś będę żałować braku dziecka/ dzieci. Tak mi minęło ostatnich kilka lat, w dodatku w dogorywającym związku z osobą, która nie chciała dziecka, traktująca moje rozkminy w stylu “no to weź się w końcu zdecyduj czego chcesz”.
Rozstaliśmy się, niedawno weszłam w inny związek, z osobą deklarującą, że może by i chciała mieć dziecko. I ups, po zaledwie 3 miesiącach okazało się, że jestem w nieplanowanej ciąży. Od razu wiedziałam, że nie ma opcji, nie chcę kontynuować tej ciąży, dosłownie w ciągu godziny od zrobienia testu zamówiłam zestaw z Women Help Women. Fizycznie czułam się fatalnie od poczęcia, ale do czasu wykonania testu w ogóle nie rozważałam, że to ciąża, ot jakiś trochę inny pms, zimowy zjazd energetyczny, płaczki z powodu przemęczenia pracą. Od początku miałam bardzo tkliwe i bolesne piersi oraz dziwnie napięty brzuch, jakby wzdęcie bez wzdęcia, do tego masakryczna senność i wahania nastroju, a w zasadzie nieustający wkurw i płacz.
Z korespondencji z WHW wynikało, że będę czekać na zestaw tabletek 7-14 dni i to mnie stresowało mocno, bo bardzo źle się czułam w swoim ciele zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Rozważałam wyjazd na Słowację, ale to jednak duża odległość, kasa, urlop, dodatkowy kierowca na powrót z zabiegu. A jeszcze powiedziano mi w klinice, że jest za wcześnie, że musi być widoczny pęcherz ciążowy na usg i trzeba poczekać 1-2 tygodnie. Nie wytrzymałam czekania i poszłam na usg, żeby mieć pewność, że nie jest to ciąża pozamaciczna, bo wówczas nie da się jej usunąć tabletkami i trzeba iść na zabieg. Pęcherz ciążowy był widoczny, w macicy, 4/5 tydzień. Czekanie na przesyłkę trwało wieki, siałam panikę przyjaciółkom i planowałam wyjazd, ale paczuszka dotarła w 6 dni od zgłoszenia. Od razu wzięłam pierwszą tabletkę, kolejne bierze się po 24h. Po drugiej porcji już w ciągu godziny od wzięcia tabletek zaczęła się terminacja.
Była ze mną przyjaciółka. Przebieg poronienia wyglądał jak trochę bardziej bolesna miesiączka, wspomagał mnie tylko gorący termofor. Po jakichś 2-3 godzinach największe skurcze minęły, poszłam spać. Zaskoczenie, że to taki drobiazg, ot parę chwil dyskomfortu. W kolejne dni natężenie krwawienia było mniej więcej silne jak podczas miesiączki, tyle że dłuższe, trwało około tygodnia. W tym okresie dostałam super wsparcie od wszystkich bliskich kobiet, którym opowiedziałam o sytuacji. Uczucie ulgi było ogromne, nieustająco czuję się jakbym dostała nowe życie. Piszę to 8 miesięcy od aborcji. Wciąż nieustająco cieszę się, że zakończyłam ciążę. A sytuacja pandemii jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie mam miejsca w życiu na dzieci.