Nie mam wyrzutow sumienia

Moja antykoncepcja zawiodla. Tabletka dzien po rowniez. Ja, wiek 21 lat, na studiach za ktore place ogromne pieniadze. Ostatni rok. Priorytet w zyciu? Kariera. Z chlopakiem bylam w zwiazku dopiero 6 miesiecy. Nie stac mnie na dziecko, szczegolnie w dobie koronawirusa, bez pracy. Chce skonczyc studia. Dopiero co wyleczylam sie z depresji. Dopiero co czuje ze zyje.

Ciaza sprawila ze moje zdrowie psychiczne pogarsza sie. Mam ochote sie kaleczyc, brzydze sie swoim cialem, tym co jest w srodku. Donosic ciaze i oddac? Rodzina gdyby wiedziala zmusilaby mnie do zatrzymania dziecka. Jestem tego pewna na 100%. Okropne efekty uboczne. Podejrzenie ciazy pozamacicznej. Stres, placz, mysli samobojcze powracaja, omdlenia, wymioty. Najgorszy okres mojego zycia.

I nadszedl ten dzien. Aborcja farmakologiczna. 5-6 tydzien ciazy. Czy traktowalam to jak antykoncepcje awaryjna? Nie. To byla najtrudniejsza decyzja mojego zycia. Myslalam o tym kazdego dnia, o kazdej minucie, czulam sie jak najgorsza osoba na swiecie ze musze stac przed takim wyborem.

Z perspektywy czasu – to byla najlepsza decyzja mojego zycia. Czuje ulge. Moje zdrowie psychiczne poprawilo sie diametralnie. Nie mam zadnych wyrzutow sumienia. Zadnych. Spoleczenstwo probuje sprawic zebym czula sie ze soba zle, winna za to co zrobilam. Ale nie czuje sie. Jestem przeszczesliwa, mimo ze czasem sama sie wstydze do tego przyznac.

Czy zrobilabym aborcje jeszcze raz? Teraz nie. Skoncze prace, studia – bede miec warunki do wychowania dziecka. Nie potrafilabym przechodzic przez to pieklo jeszcze raz. Ale ciesze sie ze mialam ten wybor, wybor ktory uratowal mi zycie. I kazda powinna go miec.