nie czuję się gorsza

Zacznę od tego, że mam 29 lat, pochodzę z małej miejscowości, w której mieszkałam do 26 roku życia.

Moja rodzina wciąż namawia mnie do zajścia w ciąże, bo przecież tylko wtedy będę szczęśliwa i zbuduję kompletny związek. Do tego dodać muszę, że całe życie moja mama wmawiała mi, że antykoncepcja hormonalna powoduje raka. Każdą moją infekcję intymną zwalała na branie tabletek antykoncepcyjnych. Moja mama nie ma wykształcenia medycznego. W poszukiwaniu wiedzy na temat szkodliwości antykoncepcji odwiedziłam wielu lekarzy. Jedna lekarka uznała, że muszę nie do końca być szczęśliwa ze swoim partnerem skoro nie jestem gotowa na owoc miłości mojego związku, a przyczyną tego jest poronienie ciąży mojej matki jakieś 33 lata temu. I tak oto zostałam źle zaprogramowana. Lekarka zasugerowała, że antykoncepcja nie jest najlepszym rozwiązaniem- zaproponowała spotkania z psychologiem. Na spotkanie z psychologiem nie poszłam, sama wizyta u pani doktor kosztowała 250 zł. Wizyta u polecanego psychologa z przychodni pani doktor, a właściwie cykl wizyt był jeszcze droższy. Tak więc do psychologa nie poszłam, ale do łóżka już tak. Zdziwienie było wielkie- jak to kalendarzyk małżeński nie zadziałał?! Oczywiście, że nie. Co teraz? Nie zapytam matki o pomoc, bo każe urodzić. Przecież mam fajnego partnera, to tylko zacementuje związek. A już jeden się ze mną rozwiódł, to tu będzie dziecko i już nigdy nie będę sama. Do ginekologa nie pójdę, bo jeszcze trafię na człowieka, który o aborcji nie chce słyszeć i oskarży mnie o czyny karalne. Na całe szczęście trafiłam na stronę womenonweb.org i tam zamówiłam leki. Na całe szczęście miałam pieniądze i olbrzymie wsparcie partnera. Aborcję zrobiłam w domu, wzięłam tabletki i położyłam się pod ciepłym kocem. Brzuch bolał jak pierwszego dnia okresu, miałam biegunkę i być może lekko podwyższoną temperaturę. Czułam się trochę nieswojo- zdezorientowana, to dobre słowo. Przygotowałam się na wielkie krwawienie- kupiłam w sklepie największe podpaski. Okazało się, że nie było to konieczne. Krwawienie było niewielkie. Byłam trochę zmęczona, ale jest to obraz daleki od tych z bilbordów antyaborcyjnych. Wywołałam krwawienie, a nie poród dziecka. Tego wieczoru w końcu zasnęłam spokojna. Dlaczego nie chciałam urodzić? Nie mam tu wielkich argumentów- mam bardzo wspierającego partnera, pracę, dach nad głową, ale po prostu nie byłam gotowa na dziecko i była to moja świadoma decyzja. Oczywiście pojawiły się w głowie pewne wątpliwości wymawiane głosem mojej siostry i matki, które mówią, że kobieta jak urodzi staje się prawdziwą kobietą, że dzieci to najlepsze co może Cię spotkać i nadają sens życiu. Ale chciałam do głosu dopuścić tylko mój głos, bo jest to moje życie i nikt go za mnie nie przeżyje. Dziś nie żałuję tej decyzji. Na dzieci jeszcze mam czas i być może za jakiś czas będę chciała je mieć. Aaaa… i jeszcze jedno antykoncepcja hormonalna nie powoduje raka! Znalazłam w końcu dobrą Panią ginekolog. Pozostaję anonimowa, dlatego że nadal boję się napiętnowania ze strony rodziny. Nie chcę słyszeć, że ta decyzja się na mnie zemści i albo teraz będę miała problemy z zajściem w ciąże, albo za karę urodzę chore dziecko.