Moja historia-taka, jak Twoja

Cześć wszystkim!

Z racji panującej sytuacji w kraju, zaczęłam zastanawiać się, ile jest wśród Polek takich kobiet jest takich, jak ja- które na głos boją się powiedzieć, czego dokonały i nie są w stanie przerwać niczyich dyrdymał, że “kobiety po aborcji cierpią psychicznie i nie mogą żyć z tą decyzją” prostymi słowami, że one właściwie mają się bardzo dobrze, że żyją, oddychają, wstają rano i mogą spojrzeć na swoje odbicie w lustrze, a do tego jeszcze są w stanie kochać prawdziwą matczyną miłością swoje dzieci!

Jestem 26 letnią matką rocznej Matyldy i żoną wspaniałego, troskliwego Macieja. Zanim jednak moja droga skrzyżowała się z drogą mężczyzny mojego życia, popełniłam masę błędów. Jak każda młoda kobieta szukałam miłości i akceptacji, momentami na siłę. Przeżyłam parę związków, z czego jeden zakończył się aborcją w Prenzlau. Jak do tego doszło? Na pewno z głupoty, trochę też z lenistwa, ale w głównej mierze dzięki wprowadzonemu wówczas zakazowi sprzedaży antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Mój związek, jak to zazwyczaj w okresie studiów bywa, był niewypałem. Dogorywał i dogorywał, my oboje przestawaliśmy czuć do siebie pociąg fizyczny, ja miałam masę spraw do załatwienia a to w pracy, a to na studiach, i nie przedłużyłam recepty na tabsy. Ups. Pomyślałam sobie “trudno, i tak nasze zbliżenia odbywają się raz na jakiś czas, nic się nie stanie” – i to była ta głupota i lenistwo. Przyznam się, że nie wiedziałam, że nagłe zaprzestanie stosowania antykoncepcji skutkuje wzmożoną płodnością – z lekcji WDŻ pamiętam najbardziej wstydliwe zajęcia o menstruacji, gdzie później chlopcy się śmiali z nas, dziewcząt, i naszych podpasek oraz słowa pani pedagog, że “spirala to metoda wczesnoporonna a nie antykoncepcja”. I oczywiście między mną a chłopakiem doszło do niezabezpieczonego zbliżenia. W międzyczasie, jak to studentka, cieszyłam się świątecznym czasem wolnym, więc sporo imprezowałam – a ten, kto mnie zna, ten wie, że czasami lubiłam dowalić konkretnie do pieca. W sylwestra, jak to w sylwestra, też nie oszczędzałam sobie alkoholu. Później tylko przestały mi smakować papierosy, i piwo piłam też z dużym oporem. To była pierwszą czerwoną flagą. Drugą było ciągłe zmęczenie. Gdy zarodek zaimplementował się w macicy, dostałam plamienia, które błędnie uznałam za miesiączkę. Coś jednak nie dawało mi spokoju i będąc w pracy zrobiłam sobie test ciążowy. Wynik byl pozytywny. Od razu przed oczami miałam wizję urodzenia chorego dziecka przynajmniej z FAS, a możliwe, że i uposledzonego, bo w rodzinie ówczesnego partnera rodziły się chore dzieci, jego siostra ma zespół Retta. A przede wszystkim miałam wizję dziecka, którego rodzice się nie kochają i chcą się rozstać, i którego nie planowali. Jestem DDD, to było również ważnym czynnikiem, dla którego nie chciałam rodzić tego dziecka. Wiedziałam, że bym go nie pokochała, nie w taki sposób, w jaki bym powinna i mogła kochać, nie otoczyłabym go wspierająca rodziną. Decyzja o aborcji zapadła szybko, tylko z jej wykonanien miałam problem. Kolega ze szpitala opowiadał, jakie sensacje po popularnych lekach na chore stawy miała jego siostra i że tydzień wcześniej na sor przyjechala do niego dziewczyna, która przez te tabsy prawie się wykrwawiła. Not cool, not cool. Sytuacja była napięta, w końcu o problemie powiedziałam mamie, bo nie chciałam angażować womens on web w przesłanie pomocy wiedząc, że paczki od nich często są przechwytywane=mogę nie doczekać się potencjalnej wizyty w klinice za granicą i przekroczyć 12tc. Na szczęście moja mama- wierzącą katoliczka- nie jest katolem i umiejąc wykazać się empatią i po prostu bojąc się, że mogę zrobić sobie na własną rękę tylko i wyłącznie krzywdę, dała mi 500 euro na zabieg. W klinice jak to w klinice, kto zabieg przeżył ten wie, że najgorszy jest sam stres i zażenowanie, że wchodząc do szpitala idziesz <usunąć ciążę>, w końcu tylko potwory i bezduszne kobiety tak postępują. Personel szpitala jednak tak o nas nie myśli. Trudno jest w to uwierzyć, gdy na każdym kroku w Twojej ojczyznie ktoś pluje na kobiety, które zdecydowały się podjąć tak trudną decyzję. To, co opisuję tutaj na sucho, i tak jest <long story short>, bo mogłabym tu tworzyć i tworzyć, dodając opisy uczuć i emocji, które mną targały przed i po tym, jakby na to nie patrzeć, ciężkim doświadczeniu. Decyzji z pekspektywy czasu nie żałuję. Po zakończonym związku poznałam lepiej mojego męża, który gdzieś wcześniej był tylko znajomą twarzą, później dobrym przyjacielem, a teraz, wraz z naszą córką, jest całym moim światem. Gdybym zachowała pierwszą ciążę, moja historia najpewniej by nie miała takiego happy-endu. Dzięki takiemu obrotowi spraw nie tylko dostałam w prezencie od losu moją wspaniałą rodzinę, ale też mądrość życiową i doświadczenie. Zmuszanie kogokolwiek do porodu, z powodu jakichkolwiek przesłanek, jest nieetyczne. Płód, którego dziś tu z nami nie ma, nie poznał cierpienia życia w rozbitej rodzinie, gdzie matka miałaby do niego wewnętrzny żal o to, jak potoczyło się jej życie. Gdzie, być może, płód byłby chory, a jego młoda matka nawet nie dostałaby dostatecznego wsparcia od państwa. To nie jest XV w., gdzie jeden mężczyzna miał być do grobowej deski (czyli do 45rż). Mamy nowe zdobycze technologii i medycyny, ludzie zmieniają partnerów, popełniają błędy i uczą się na nich- nie powinno się im tego zakazywać, nie możemy się cofnąć do tego, co było kiedyś. Zniszczenie tzw. “kompromisu” aborcyjnego jest tym bardziej podłością i świństwem ze strony władz, bo nawet kochającej się parze może przytrafić się ciąża z wadą płodu i ta para powinna mieć prawo decydować o tym, czy chcą przyjścia na świat dziecka, które albo będzie wymagać do końca swojego życia całodobowej opieki, albo będzie umierać w cierpieniach przez zaledwie kilka godzin czy dni. Takie cierpienia są czymś znacznie gorszym od próżniowego zabiegu aborcji, która nie będzie odczuwalna dla płodu – płodu, który jeszcze nie ma rozwiniętych wszystkich funkcji życiowych ani nie potrafi odczuwać.

Z tego miejsca dodam, że wkurza mnie ta nasza anonimowość, bo dziś, kiedy stajemy na protestach samochód w samochód, ramię w ramię, powinnyśmy się otworzyć i głośno powiedzieć “miałam aborcję” i otworzyć ludziom na ten wstydliwy aspekt oczy. Na pewno dookoła nas są osoby, które były w podobnej sytuacji i też zdecydowały się na przerwanie ciąży. Nie powinnyśmy milczeć, powinnyśmy pokazać skalę tego problemu.

Jeżeli zgadzasz się w tym ze mną, odezwij się na agata.faustyna666@gmail.com.

Może razem zdołamy coś ugrać, wymyślić i złapiemy się grupowo na FB