Krótka historia

Moja historia aborcji jest krótka.

Zaszłam w ciążę z człowiekiem, który jest miłością mojego życia – i z wzajemnością, jesteśmy razem do dziś. Co więc poszło nie tak?

Nigdy nie chciałam mieć własnych dzieci, choć mieć je z ukochaną osobą – tę możliwość brałam pod uwagę. Ale to był bardzo ciężki okres dla nas, mój partner walczył z nałogiem alkoholowym i osobistym kryzysem, nie mógł podjąć stałej pracy, nie był w stanie utrzymać ani siebie, ani tym bardziej mnie czy dziecka.

Natomiast ja pracowałam fizycznie, na zleceniu, żadnych odłożonych środków do życia, pracę mogłabym wykonywać do 5-6 miesiąca, potem brzuch by na to nie pozwolił. Jestem sama, nie mam rodziny, nikogo, do kogo mogłabym zwrócić się o pomoc. Niezależnie od osobistych pragnień, zdecydowanie się wówczas na dziecko byłoby dla mnie aktem życiowego samobójstwa. Więc usunęłam, wykorzystując do tego naturalne metody (interesuję się medycyną naturalną).

Żal mi, że warunki życiowe nie pozwoliły mi mieć tego dziecka, ale nie wpadłam z powodu aborcji w żadną depresję, nie dopadł mnie żaden wydumany syndrom poaborcyjny, i absolutnie nie żałuję decyzji, którą podjęłam. Poronienie przyjęłam ze spokojem i ulgą. Nadal jestem razem z moim partnerem, rozwiązujemy nasze problemy, na szczęście jego choroba alkoholowa odchodzi w zapomnienie.

Trzymam za wszystkie kobiety, niezależnie, jakie decyzje odnośnie ciąży podejmują. Bądźmy razem i wspierajmy się.