Strach ma wielkie oczy

Moja historia nie skupia się na kwestiach moralnych czy etycznych, a jedynie na faktach. Mam 20 lat, o tym że jestem w ciąży dowiedziałam się w 3 lub 4 tygodniu, co niepewnie potwierdził ginekolog. Zaszłam w ciążę wtedy z moim byłym chłopakiem, z którym drogi nam się nie rozeszły tak jak powinny. Wiedziałam jednak, że mogę na niego liczyć i że poradzimy sobie z tym razem – od samego początku oboje byliśmy pewni, że nie możemy zatrzymać tego dziecka. Co do przerwania ciąży nie mieliśmy również żadnych moralnych obiekcji, obydwoje jesteśmy ateistami. Jedyne co spędzało mi sen z powiek to strach przed tym, jak to zrobić, gdzie, czy się uda, czy nikt się nie dowie, czy będzie boleć. Oczywiście nie zdecydowałam się powiedzieć o tym nikomu w rodzinie.

Zaczęłam bardzo dużo czytać na temat aborcji, szukałam klinik, czytałam artykuły. Ważne aby zapoznać się z wieloma płaszczyznami w tym temacie i mieć pewność co do własnego stanu zdrowia, nie robić nic na łapu capu – trzeźwy umysł jest tu najważniejszy. Ostatecznie zdecydowaliśmy się (pomimo możliwości finansowych) na metodę farmakologiczną, domową. Podjęliśmy taką decyzję pod wpływem jednego ginekologa, który tak też nam zalecił (warto zaznaczyć że do rozmowy zupełnie nie był chętny). Jego zaleceniem było wzięcie arthrotecu waginalnie – 1 tabletka, a jeżeli nie wystąpi krwawienie to po 12h kolejna i to samo. Gdyby jednak pojawiły się komplikacje, to powinnam dokonać irygacji pochwy przed pójściem do szpitala aby nikt się nie zorientował. Jak to usłyszałam, to od razu miałam wrażenie że coś tu raczej nie gra. Zadzwoniłam na numer który uzyskałam w wiadomości na instagramie z konta Aborcyjnego Dream Teamu. Przez 30min rozmawiałam z bardzo miłą kobietą, która odpowiedziała na każde moje pytanie nie oceniając mnie. Tak jak podejrzewałam – zalecane dawkowanie było niedorzeczne, a dodatkowo propozycja irygacji pochwy podczas krwawienia przysporzyła by mi o wiele więcej krzywdy niż samo krwawienie.

Postanowiłam kierować się zaleceniami na stronie Aborcyjnego Dream Teamu. Podczas wieczornego oglądania filmu z chłopakiem wzięłam pierwszą dawkę – 4 tabletki w policzki na 30min. Przez pierwsze 3h wystąpiło malutkie krwawienie – tak jak po zerwaniu strupa, oraz bardzo lekkie skurcze – jak w dniu owulacji. Udało mi się nawet zasnąć, nastawiłam budzik na kolejną dawkę i zażyłam ponownie tyle samo. Wtedy zaczął się koszmar – skurcze były bardzo mocne (miewam mocne miesiączki, często wymiotuję z bólu, raz wylądowałam w szpitalu pod kroplówką z lekami), skurcze sprawiały że dosłownie krzyczałam, mdlałam z bólu, z osłabienia. Równocześnie towarzyszyły mi dreszcze, było mi bardzo zimno, ledwo cokolwiek mówiłam (chłopak twierdzi że majaczyłam). Całe 3h spędziłam na rozłożonej sofie wijąc się z bólu, wymiotując i praktycznie płacząc z braku sił. Wszystko ustało jakieś 30min przed wzięciem kolejnej dawki, z ogromnym strachem ją wzięłam. Tym razem pojawiły się już o wiele rzadsze i lżejsze skurcze. Po jakichś 2 lub 3 godzinach wstałam z sofy i poszłam do łazienki, poczułam wypływające ze mnie jajo. Byłam pewna że się udało, wszystko ustało. Mogłam wrócić do łóżka, położyć się spać, a na następny dzień pójść na spacer i  nie martwić się już niczym, czego nie chciałam.

To co chcę przekazać, to to że nie warto bać się tego procesu tak jak ja się bałam – ból jest, mniejszy lub większy, ale to co pozwala ci przez to przejść to ogromna motywacja płynąca z faktu, od jakiego ciężaru za pare godzin się uwolnisz. Trzymam za ciebie kciuki, na pewno dasz radę.