Strach i ulga

Cześć Dziewuchy :) Miesiąc zbierałam się, aby podzielić się z Wami moją historią. Mam nadzieje, że przeczytacie ją w całości. Mam 25 lat. Byłoby to moje pierwsze dziecko, niestety nie z tym człowiekiem, z którym byłam dość długi czas i nie w momencie kiedy wszystko tak naprawdę się sypało. To był 28 czerwca, dzień w którym powinnam dostać miesiączkę, no właśnie, POWINNAM. Od tygodnia, przeczuwałam, że coś jest kurcze nie tak. Nie oszukujmy się, ale to faktycznie jest prawda, że kobieta po prostu to czuje ! W pracy znajome mówiły mi, że wyglądam na chorą, schudłam, byłam ospała i ciągle głodna. Pożerałam nawet rzeczy, których tak na prawdę nigdy nie lubiłam i nigdy bym nie tknęła. Nieustannie było mi zimno, chciało mi się płakać. Zganiałam na PMS, ale mimo wszystko gdzieś ta myśl z tyłu głowy była, że być może faktycznie jestem w ciąży. Pojechałam do apteki. Kupiłam test. Po przyjeździe do domu, zrobiłam go, lecz poprosiłam siostrę by zwyczajnie to ona weszła do łazienki i spojrzała. Usłyszałam tylko słowa: Nie muszę nawet czekać tych 5 min, jesteś w ciąży ! Faktycznie, 2 grube krechy. Siostra jak i jej chłopak byli tak uradowani, jakby to dotyczyło ich. Mama uradowana, tata również. Mój chłopak? Niestety. Płacz, histeria, zero odzewu. Ja również się podłamałam, ale gdzieś w głebi serca się cieszyłam. Po powrocie chłopaka z zagranicy, przy rozmowie usłyszałam, pretensje, że miałam poczekać na niego z testem i z tą wiadomością, bo rzekomo stresowałam go w pracy. Usłyszałam, że nie widzi żadnych plusów na ten moment, jedynie same minusy, tłumacząc się faktem, że nie JESTEŚMY gotowi na to. Było mi ciężko, ale dał mi wiele do myślenia. Nie chciałam się zostać z biegiem czasu sama z małym dzieciątkiem, tymbardziej , że i w pracy nie posiadałam stabilnej umowy, i nie ufałam swojemu pratnerowi, jak i nie miałam warunków mieszkaniowych na to, aby zajmować się noworodkiem. Perspektywa życia z tym człowiekiem i to jaką on faktycznie jest osobą, co uświadomiłam sobie dopiero po tym , co tak na prawdę się wydarzyło, przerażała mnie. Zadzwoniłam do lekarza Dr Janusza Rudzińskiego, zapytał o datę ostatniej miesiączki, był to 7 tydzień. Zaplanował mi zabieg na 21.08.2020r. przed tym jeszcze 2 dni wcześniej test na COVID u niego w klinice. Klinika mieściła się w miasteczku FORST, tuż za przejściem granicznym. Pojechałam na test, po dwóch dniach zabieg. Co ja mogę powiedzieć? Bałam się aborcji farmakologicznej, dlatego zdecydowałam się na zabieg metodą próżniową przy znieczuleniu ogólnym. Doktor, bardzo cudowny człowiek wraz z anastezjologiem, również polakiem. Byłam 21 kobietą w kolejce. TAK ! 21 ! Ja również w to nie mogłam uwierzyć. Najlepsze jest to, że Doktor przeprowadza te zabiegi codziennie, codziennie ma tyle pacjentek. Są to z reguły Polki, Niemki i Ukrainki. Atmosfera jak w drogerii. Kobiety śmieją się, rozmawiają czekając na łóżkach pod kroplówką na zabieg. Warunki w klinice są bardzo, ale to bardzo dobre. Klinika jest na bardzo dużym poziomie. Wszystko sterylne, pachnące, czyste, i opieka pielęgniarek NIEMEK, cudowna. Cudowne kobiety, pomocne. Czekając na swoją kolej, nie czujesz się jakbyś popełniała jakaś zbrodnie, nikt nie patrzy na ciebie z wyrzutem z pogardą, nikt cię nie ocenia. Każda pielęgniarka, każda pacjentka, lekarz, uśmiechają się życzliwie, żartując czy rozmawiając. Jakby to wszystko było na porządku dziennym, bo tak faktycznie jest ! My niestety żyjemy w ciemnogrodzie , w kraju w którym musimy zamykać się w swoim własnym ciele, musimy zamykać buzie jak i umysły, bo zwyczajnie zostaniemy zlinczowane, czy oskarżone o morderstwo. Po zabiegu, po ok godzinie wrociłam do domu. Nie powiem, że o tym nie myśle, myślę i to jest okej, ale myślę tylko i wyłącznie wtedy, gdy widzę lub przypominam sobie na ten moment już mojego BYŁEGO partnera. Chciałam jeszcze nadmienić, że moja mama tata i siostra wiedzieli o ABORCJI, i w pełni zaakceptowali moją decyzje jak i dostałam od nich ogrom wsparcia.  To jest ciężka decyzja, którą pamięta się do końca życia, ale to Wy musicie wiedzieć czego chcecie, jak z czasem poukładać sobie to w głowie i mieć do tego podejście. Jeżeli wiecie, że z czasem będziecie żałować, nie róbcie tego, zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji, pamiętajcie. Ja osobiście chiałam tylko przekazać, że aborcja to nie jest nic strasznego, złego, jak postrzegają to PISOWCY, gdzie nasze babcie skrobały się nagminnie, bo za czasów PRL’u było to legalne. Macie prawo decydować o sobie, jednakże nie róbcie nic wbrew sobie samej. Dużo siły i motywacji Moje drogie. Aborcja to nic złego ! BUŹKA !