Lekarz dobra rada

Miałam kiedyś przygodę. Jednorazową akcję, bo nadarzyła się okazja, a miałam ochotę żeby było miło.
Bez zobowiązań, bez oczekiwań, bez jakiejkolwiek relacji. Tak mi pasowało i miałam do tego prawo.

Prezerwatywa zawiodła. Rozgarnęłam to dosłownie kilka sekund przed wytryskiem.
W mojej głowie pojawiły się jednak poważne wątpliwości, co do prawdomówności chłopaka, którego przeleciałam i który zarzekał się oczywiście, że nic nigdy wcześniej i że jest ok ;) Dodatkowo złapałam mini fiksację na myśl o preejakulacie i o tym, że to najprawdopodobniej szczyt owulacji.
W związku z tym, że nie zamierzam ważyć swego życia na sytuacji, o której prawdopodobnie zapomniałabym po dwóch dniach, zdecydowałam, że pójdę do lekarza po tabletkę “dzień po”.
Zapisałam się ekspresem na wizytę, za którą koleś skosił 300 zł (zakładam, że do ceny wlicza moralne porady, co do których finalnie pozostaje w sprzeczności, bo przecież przepisuje te diabelskie tabletki)
Przyszłam, przywitałam się, opowiedziałam co mnie sprowadza i czego oczekuję.
Pan zapytał ile mam lat. Odpowiedziałam, że 24.
Wtedy się zaczęło.
“To dobry wiek dla kobiety, żeby rodzić. Może powinna się Pani zastanowić nad założeniem rodziny?
Może ten przypadek to jest własnie świetna okazja?”

Mimo, że nie musiałam, rzuciłam: “Nie znam imienia chłopaka, z którym chciałam uprawiać jednorazowy seks, a pan mi mówi o jakiejś rodzinie. Poza tym zakładanie, że każda dziewczyna pragnie i żyje po to, żeby rodzić to nie jest dobra droga”

Wypisał lek, wystawił rachunek, pożegnałam się i poszłam do apteki.

Po wizycie pomyślałam, że ludzie są często bardzo bardzo głupi i bardzo bardzo bez wyczucia.
Ja miałam emocjonalnie i światopoglądowo nieskomplikowaną sytuację. Jednak co by było gdyby do takiego lekarza przyszła dziewczyna zgwałcona? Co czułaby gdyby ktoś wesoło sugerował, że może “ten przypadek, to dobra okazja na to, żeby w końcu mieć dziecko”? Co czułaby dziewczyna, która po prostu znajdowałaby się w sytuacji podobnej do mojej i najzwyczajniej w świecie byłaby nią przytłoczona? Miałaby wyrzuty sumienia? Podjęłaby decyzję, której mogłaby później bardzo żałować?
Wizyta u ginekologa zrobiła na mnie niemiłe wrażenie.
Kiedy wzięłam tabletkę zaczęłam zastanawiać się, co by było gdybym jednak jakimś cudem zaszła w ciążę z tamtym typem. Uświadomiłam sobie wtedy “namacalnie”, że nie mam w zasięgu ręki żadnych bezpiecznych, legalnych i powszechnie funkcjonujących rozwiązań problemu.
Zaczęłam przeszukiwać internet, żeby mieć na w razie czego koło ratunkowe.
Znalazłam Women on Web, Was i masę historii, a niektóre z nich bywały naprawdę przerażające i przykre.
Dziękuję za to, że jesteście. Wasze wsparcie i działania są potrzebne.
Na koniec chcę wyartykułować, że mnie nikt nigdy do ciąży nie zmusi, do rodzenia tym bardziej, a za seks nie dostaje się kary.
Ciąża może być wynikową współżycia. Nie jest natomiast konsekwencją, którą trzeba ponieść.
To wybór. Dla każdego własny.