Dwie historie

Pomiędzy pracą zawodową, a zwykłym życiem codziennym czasami pomyślę o sobie.

Mam 41 lat, własną, całkiem fajną firmę, 19-sto letnią córkę, kilku prawdziwych przyjaciół, spełniłam wszystkie swoje największe marzenia. Mam za sobą bardzo nieudane małżeństwo i przed sobą szansę na prawdziwy związek. Jestem kobietą wykształconą, ambitną i przedsiębiorczą. Kocham siebie i czuję się ze sobą bardzo dobrze. Silna, mądra, ambitna i niezależna. Tak siebie postrzegam.

I ta taka zajebista babka dwa razy zachodzi w niechcianą ciążę? Ha… Czy coś jest nie tak…?

Jest wtorek, 16 czerwiec 2020, 00:38, pracuję. I odrywając się na chwilę myślę – ale dlaczego nie mogę innym kobietom opowiedzieć moich dwóch historii. Na samą myśl, że mogę mówić serce chce mi wyskoczyć z piersi. Tłucze z emocji. Zostawiam moje tabelki w excelu. Nie, nie potrzebuję się zwierzać ze swoich uczuć. Moje samopoczucie psychiczne jest bardzo dobre. Serce łomocze mi na myśl, że mogę innym kobietom coś dać, powiedzieć, pomóc.

Dziewczyny, moje historie są dla Was. Dwie zupełnie różne, w absolutnie innych momentach mojego życia. Czuję, że muszę coś Wam powiedzieć dlatego, bo wiem. Bo przeżyłam to dwa razy i jestem pewna i z pełną odpowiedzialnością swoimi doświadczeniami mogę się dzielić z Wami.

Nie powiem jak mam na imię i gdzie mieszkam. Przyznaję, do tego brakuje mi odwagi. Nazwijmy mnie Majką, zawszepodobalo mi się to imię, i powiedzmy, że jestem z Warszawy, bo Warszawa to najnudniejsze miasto w Polsce 😉

25 listopada 2013. Mam 34 lata. Całkiem niedawno mineło 12 lat mojego małżeństwa, nasza córka ma prawie 12 lat. Małżeństwo się sypie na łeb, na szyję. Obrywam w łeb już tylko raz na pół roku. Śpimy osobno od kilku lat. Współżycia seksualnego właściwie nie ma. Po roku brania bez potrzeby tabletek antykoncepcyjnych odstawiam je na dobre. Nie są mi potrzebne. Mam też nadczynność tarczycy, która to prawdobodobnie spowodowała to, że przez pół roku w ogóle nie mam menstruacji. Żyję w ciągłym stresie i niepewności. Słucham prawie codziennie, że jestem gównem i pomiotłem, śmierdzącym leniem, pocącą się świnią. Ocknęłam się na łazienkowej podłodze z mokrymi włosami, zalana krwią, flesz, przebłysk, kompulsywnie spiera krew z pościeli, widzę chlust zimnej wody na mnie, to dla mnie, w opiece, żebym znowu nie straciła przytomności i kolejny cios, żebym znowu się bała. Robię test ciążowy. Dwie kreski. Nie mam żadnych wątpliwości. Nie chcę mieć dziecka z tym człowiekiem. Nie ma żadnycjh innych emocji. Nie boję się. No, ojoj, bardzo mily jest wieczorem. Daje mi wybór, przynosi herbatę. W dupie mam jego wybory. Ja wiem już wszystko i mam jużwszystko czego potrzebuję. Mam kontakt z „Women on Web”. A ten palant wstaje, obrywam w łeb znowu, otwartą dłonią w bok głowy z jego prawej strony, trochę mnie ogłuszył alesłyszę jak mówi – „masz coś z tym zrobić”.  Jakby to on miał o tym decydować, hme, hhme, he. Powoli wstaję, spokojnie laptopa z kolan odstawiam na stół, prostuję się i bardzo dokładnie z mojej prawej strony tak samo jak on mnie ja walę go w łeb. I zaczynam krzyczeć. I ten mój krzyk sprawił, że obudziła się policja, prokuratura, sąd, ośrodki pomocy społecznej.

Było, minęło. Wracamy do tematu aborcji farmakologicznej i „Woman on Web”. Padło, wspomniałam powyżej, bo szukając wtedy w necie wskazówek znalazłam tą oranizację/fundację. Złość mnie zalewa jak widzę w mediach kłamstwa. Czytam na przykład post skierowany do „Woman on Web” – „żałuję, że skorzystałam w waszej pomocy” na stronie ochrona życia czy coś podobnie brzmiącego. Ok, można żałować, rozumiem, różne są drogi życia ale „Woman on Web” nie śledzą, nie czychają na ciąże, żeby je unicestwiać. Nie ma takiej siły, żeby kogokolwiek ta Fundacja namawiała/przymuszała do usunięcia ciąży. Trzeba na własne życzenie nawiązać z nimi kontakt. A organizacja jest bardzo profesjonalna. Na pytanie wysłane mailem odpowidają w 25 minut. Siedzą tam ludzie 24 godziny przez 7 dni w tygodniu, piszą w każdym języku, żeby pomagać, wspierać, radzić. Pomagają również kobietom podejmować decyzje o utrzymaniu ciąży i urodzeniu dziecka. Kiedy będąc niedawno w mieście stołecznym, minął mnie ten samochód, może to ten znany spod Szpitala Bielańskiego, wygłaszając przez megagon, nagrną na taśmę, znaną i powtarzaną ideologię, że organizacje wpierające aborcję farmakologiczną to „mafie śmierci” zastanowiłam się tylko, czy ten facet, który za kierownicą tego samochodu siedział jest na umowie jakiejś za pieniądze, czy to wolontariusz? Mogę zrozumieć, że wolontariusz. Ja tu też dzisiaj  jestem wolontariuszem. Wszyscy możemy bronić swoich praw ale róbmy to z szacunkiem dla innych ludzi i dla siebie.

Moja druga historia ma miejsce siedem lat później. Jestem już 4 lata po rozwodzie, mniej więcej od dwóch nie widziałam pana i władcy, to znaczy, tego gnoja co to swoją męskość prezentował siłą swojej prawej ręki.

12 czerwiec 2020. Mam 41 lat. Całkiem niedawno minęlo 4 lata mojego nowego życia. Moja córka ma 19 lat. Mój nowy związek ma już jakieś 3 lata. Trochę nie umiem odnaleźć się w tej rzeczywistości. Codziennie dostaję śniadanie, kiedy mi zimno okrywa mnie kocem, całuje mnie po stopach i wkłada mi na nie swoje skarpetki. Seksu nie ma. Jest przyjaźń, rozmowy, muzyka, mnóstwo czasu spędzamy razem. Powoli, zachowując kolejnością emocji uczymy się siebie nawzajem.Jesteśmy dorośli, mądrzy i odpowiedzialni. Dbamy o siebie nawzajem. Mamy plany, rozmawiamy, również dziecko gdzieś za rok pojawia się w tych naszych rozmowach. Brzmi mi w uszach skarbie i kochanie. Nie biorę tabletek antykoncepcyjnych. Jestem cudownie spokojna i szczęśliwa, a według moich cykli można zegarek nastawiać. Antykoncepcją miał być kalendarz dni płodnych, emocje poniosły. Robię test ciążowy. Dwie kreski. Mam wątpliwości. Chcę mieć dziecko z tym facetem. Mam różne emocje. Boję się. Decyzję podejmujemy razem, nie krzyczymy na siebie. Myślimy o sobie i o swoich planach, oczekiwaniach, przyszłości. Szanujemu siebie nawzajem. Chcemy jeszcze pożyć w tym romansie, chcemy się dalej poznawać, chcemy podróżować, chcemy być odpowiedzialni. Również za zdrowie i życie naszego dziecka. Ciąża w wieku 41 lat, z różnymi schorzeniami musi być zaplanowana. Nie chcemy na łeb, na szyję zmieniać całego naszego życia. Możemy i to robimy z pełną świadomością i odpowiedzialnością.

Już wiem do kogo napisać. „Woman on Web” Znam już adres mailowy i procedury. Wiem, że muszę zrobić USG, żeby potwierdzić, że ciążą nie jest pozamaciczna. Wiem, że może trochę boleć ale zwykły paracetamol pomoże. Na pewo będę krawić. I na pewno nic sobie nie uszkodzę i będę mogła mieć w przyszłości dziecko. Im wcześniejsza ciąża tym lepiej, szybciej i bezpieczniej. Moja pierwsza abortowana ciąża miała około 8 tygodni. Krwawienia może tydzień. Druga 5 tygodni, nie było jeszcze widać zarodka. Gorączka około 38 stopni w momencie oczyszczania się macicy jest normalna. Może się wydawać, że tracimy dużo krwi ale to tylko wrażenie. Osłabienie może utrzymywać się do dwóch dni. Cały proces aborcji farmakologicznej (oczyszczania się macicy) trwa do czterech, sześciu godzin. A potem przychodzi błogi, przyjemny sen, obiecuję 😊 Psychicznie nie wiem. Nie poradzę, nie podpowiem. Ja wiedziałam czego chcę dla siebie. Tak dla siebie. Bo moje życie i moje ciało to ja i tylko ja mam prawo decydować co się ze mną dzieje i w tym zwykłym, codziennym życiu czasami pomyśleć o sobie.

Trzymajcie się dziewczynki. Jestem z Wami.

😊