To nie antykoncepcja

Każdy kto krzyczy na prawo i lewo że legalna aborcja to jak antykoncepcja – bo przecież osoby bzykają się a potem usuwają – nie ma pojęcia o czym mówi.

To doświadczenie które zostaje z nami na długo, często mocne, przykre i bolesne. Zmuszające do refleksji. Jednak w końcu przynoszące olbrzymią ulgę.

Pozytywny wynik testu był dla mnie szokiem. Dla pewności zrobiłam kolejnych pięć i jeszcze tego samego dnia wylądowałam u ginekologa. Za wcześnie – nic nie widać, ale badanie krwi rozwiało wszystkie nadzieje że może to jednak pomyłka.

Był płacz, przerażenie, rozpacz – kiedy przez telefon mówiłam o wszystkim partnerowi przebywającemu za granicą – mając świadomość że nie ma obok mnie osoby której w tej chwili najbardziej potrzebuję.

Nad rozwiązaniem nie zastanawiałam się ani chwili – nigdy nie chciałam być matką. Kontakt z women on web był szybki, dostałam wsparcie, wyjaśnienie krok po kroku jak będzie wyglądało domowe usunięcie ciąży. Niesamowity stres w oczekiwaniu na tabletki – zaklinanie rzeczywistości żeby przyszły na czas. Problem! Służba celna przechwytuje paczki w moim województwie! Szybkie przekierowanie adresu na przyjaciółkę na drugim końcu kraju i w końcu są.

Jestem w domu po przyjęciu drugiej partii tabletek, czekam uzbrojona w podpaski, leki przeciwbólowe, koc. Jestem senna ale czuję już pierwsze skurcze. Jest ból i dużo krwi. Co chwila wizyta w toalecie, kolejne tabletki przeciwbólowe popijane wodą.

Czuję ulgę że to się już dzieje. Jednocześnie cała sytuacja jest na tyle mocna, że wiem że już nigdy z własnego wyboru nie dopuszczę do tego żeby musieć kolejny raz przez to przechodzić. Obiecuję sama sobie że nigdy już nie będę uprawiać seksu bez zabezpieczenia – tego trzymam się do dzisiaj.

I wreszcie następuje koniec i błogość, spokój który na mnie spłynął. Wiem że nigdy nie pożałuję tej decyzji – minęło już wiele lat od tamtego momentu – nigdy nie miałam choćby cienia wątpliwości. To była dobra decyzja. To była MOJA decyzja.

Powiedziałam zaufanym osobom – mam to szczęście otaczać się ludźmi o otwartych głowach. Nikt mnie nie potępił. Nie wyrzucił ze znajomych na fejsbuku. Od kilku usłyszałam „ja też”. Dlatego wiem że #niejestemsama. Wiem że trzeba o tym mówić, odczarowywać chorą rzeczywistość w której przyszło nam funkcjonować. Walczyć o normalność którą miały w tej kwestii nasze matki, a którą nam zabrano.