I tak odszedł

Moja historia to namiętny romans w pracy po którym zostawiłam swojego męża. Miałam już roczna córeczkę.

On – romantyczny, zabawny, przystojny – ideał, cud i miód.

Milosc kwitła już rok w związku i pomysł na drugie , wspólne dziecko przyszedł nagle ale w przyszłości. Bez przemyślenia, bez zaufania i fundamentów w związku udało się całkiem przypadkiem. Niestety – myśleć zaczęłam po tej niespodziance. Matka mojego ukochanego nalegała, żeby usunąć bo zniszczę mi życie. Ponaglała mnie SMS, telefonami. W końcu ja rozwodniczka i jedno dziecko, bez pracy bo byłam w trakcie szukania i on, zarabiający bez polotu.

Zaczely się kłótnie i awantury, spory o jego matkę, nagle zaczęłam zauważać dopiero jak traktuje moja córkę.. nie jak rodzine, ale po prostu toleruje. Poziom irytacji z dnia na dzień wzrastał.
1 wizyta u ginekologa i zarodek bez widocznego serduszka, wczesna ciąża ok 6 tydzień. Poczułam już po fakcie jak wyglada nasz niby związek. Zaczęłam się zastanawiać, czy on w tak młodym wieku 27 lat dorósł w ogóle do roli ojca bo sam zachowywał się jak dziecko rozkapryszone. W końcu problemy finansowe i nagle olśnienie – nie chce skończyć jako kura domowa z facetem, który był taki cudowny na początku zakochania a ja nim zaślepiona.

Podjelam decyzje o aborcji. Wyszukałam dziewczyny i zamówiłam tabletki. Bardzo się bałam. Nie wiedziałam sama czy jestem pewna tego co robię. Bo przecież to nie dziecka wina , ze jego ojciec miał problemy z dojrzałością emocjonalna. Ale wiedziałam, ze zostanę z tym sama – ze on się nie zmieni.
Usunelam. Była przy mnie przyjaciółka a mój były mąż pilnował córkę.
To było jak mały poród w ok 8 tygodniu. Chwilami bałam się o siebie bardzo, ale kiedy było już po wszystkim poczułam ogromna ulgę. Krwawiłam jeszcze jakieś 5 dni a potem po miesiącu przyszła miesiączka.

Dlugo zastanawiałam się czy ja jeszcze mam po co żyć z tym człowiekiem.. wytrzymaliśmy ze sobą aż do maja tego roku. W ciągłych kłótniach i awanturach o godne życie, o dom, finanse, jego dojrzałość.

Na te chwile wiem, se wszystko przede mną. Dziewczyny, to jest decyzja na całe życie. Dziecko to odpowiedzialność. To dojrzałość. Nie można bawić się czyimś życiem. I gdybym miała podobna sytuacje to zrobiłabym to jeszcze raz. Bo teraz zamiast dwójce dzieci dawać suchy chleb, to moje 1 ma obiad.
Trzeba trzeźwo ocenić swoje możliwości i nie liczyć na cud z nieba – lepiej przyjąć gorszy scenariusz niż odmawiać dziecku Kubusia w Biedronce za 2 zł bo nie masz pieniędzy.
Bądźcie dzielne. To Wasze życie. Nie partnera. I choćbyście bardzo go kochały to miejsce swój rozum i swoją dusze – mnie właśnie ten fantastyczny facet rzucił – zostałam sama z córka i mam co chciałam.
a gdybym teraz miała dwójkę …?

Caluje Was wszystkie i każda z osobna.
Nie bójcie się żyć. Nie bądźcie męczennicami.
Oliwia