Dzień jak co dzień

Miałam 25 lat, zrobiłam test ciążowy. Od początku wiedziałam, że nie chcę mieć jeszcze dzieci. Na szczęście historia wydarzyła się w kraju z legalnym i wolnym dostępem do przerywania ciąży do jej 12 tygodnia.
Najpierw wizyta u lekarza rodzinnego, badanie podstawowe, oznajmiłam młodej lekarce, że chcę przerwać ciąże – bez zbędnych pytań wystawiła mi „szybkie” skierowanie do specjalisty. Dwa dni później podczas wizyty w gabinecie ginekologicznym pan doktor przeprowadził badanie USG, poinformował mnie, że nie muszę patrzeć na monitor jeśli nie chcę. Później zostałam poinformowana o zaawansowaniu ciąży, terminie zabiegu i że w każdej chwili mogę zadzwonić do nich, poinformować jeżeli zmienię zdanie.
Zdania nie zmieniłam, ze względu na wskazania medyczne zabieg wykonana na oddziale chirurgii dziennej w godzinach porannych. Po zabiegu otrzymałam śniadanie a wczesnym popołudniem wypisano mnie do domu.

Dzień później byłam na uczelni, później w pracy, spotkałam się z przyjaciółką, wyszłam z psem na spacer – świat się nie skończył, nigdy nie miałam depresji. Teraz niemal dekadę później oczekuję dziecka, które zaplanowałam i którego chcę. Aborcję zapamiętałam jedynie jako profesjonalnie przeprowadzony zabieg medyczny.