Z pełną świadomością

Chwila przyjemności. Świadomie, bo dobrze wiedziałam, że to dni płodne. Końcówką lutego tego roku zaszłam w ciążę. Totalna wpadka na własne życzenie. Wiedziałam, że “to” się stało całą sobą. Stałam się totalnie zmęczona, a moje piersi nie dawały ani chwili wytchnienia, tak mnie bolały, nie mówiąc o spóźniającym się okresie.  Najpierw zrobiłam dwa testy, szok, bo i dwie kreski na obu. Potem, 6 marca usg. Mam jedyne zdjęcie swojej głupoty. Zawsze powtarzam, że nie chce mieć dzieci i nie będę dobrą matką. Po prostu tego nie czuje. Dlatego nie czułam się związana z płodem w żaden sposób. Od razu po usg zaczęłam szukać sposobu na aborcję i to szybką, bo byłam już w 6 tygodniu. Tak znalazłam “aborcję bez granic”. Telefon, moje pytania i już wiedziałam co robić. 2 tygodnie czekania na tabletki były koszmarem. W kraju zaczynał się sajgon z wirusem. Pojawił się strach i pytania “co będzie jak tabletki nie dotrą?” Dotarły! Niewysłowiona ulga jaką odczułam była nie do opisania. Tabletki wzięłam w ok. 8 tygodniu. Poszło szybko, ale boleśnie. Jednak przeszłam to książkowo, bez żadnych komplikacji. W tym wszystkim byłam sama. Nikomu nie powiedziałam, oprócz women help women. I to oni byli moim wsparciem. Dzięki nim naprawdę czułam się bezpiecznie.  A co najważniejsze nikt mnie nie oceniał. Dzisiaj, kiedy już wszystko wróciło do normy, kompletnie niczego nie żałuję. A gdyby sytuacja kiedyś się powtórzyła, wiem że zrobię to jeszcze raz.