Bóg się nie narodził, Zmartwychwstałam ja

Końcówka Grudnia 2010, okres przedświąteczny. Wszyscy podróżowali, odwiedzali najbliższych i spędzali czas na rozmowach życząc sobie zdrowia,szczęścia i pomyślności.

Ja w tym czasie podróżowałam z przyjaciółką do Belina (bo wtedy w Polsce nikt nie mówił głośno o aborcji, nie wiele ze znajomych osób wiedziało, gdzie szukać pomocy, a na przesyłkę do Polski z małym prezencikiem czekało się dość długo), bo według moich obliczeń nie było czasu na czekanie.

W Berlinie odwiedziliśmy naszą niemiecką koleżankę, która zabrała nas do berlińskiej kliniki planowania rodziny, a tam spędziłam czas na miłej rozmowie z troskliwą panią psycholog.

Dlaczego #aborcja?
Bo jestem młodą Polka, a mój kraj nie daje mi możliwości bycia samotną
matką. Poza tym jest to kraj rasistowskiego i homofobicznego rządu. Nie widzę
w nim przyszłości dla siebie ani dziecka.

Kiedy miliony osób na całym świecie kupowały świąteczne prezenty, ja tez
wpadłam w „szał świątecznych zakupów”: 390€ za 3 małe tableteczki.
i życzono mi dużo szczęścia i powodzenia!
Oczywiście nie kupiłam “kota w worku”. Najpierw była rozmowa z lekarka, USG i
wszystkie badania ginekologiczne oraz wytłumaczenie na czym polega aborcja
farmakologiczna i jakie ewentualne komplikacje mogą się pojawić.

Kilka dni przed Wigilia …. na mieście trwały przygotowywania do Świat …
a ja przygotowywałam się do zażycia pierwszej tableteczki doustnie, a 2 dni
później dwóch kolejnych domacicznie. Potem krótki i miły spacer wokół
budynków oglądając ozdoby świąteczne i oczekując na skurcze. Potem już było skręcanie się z bólu, wymioty i krwawienie. Cały ten czas spedziłam w kiblu myśląc ze to wszystko trwa wieczności i nidgy się nie skończy. Na konću spuściłam wodę w toalecie i poszłam spać.
Wszystko poszło zgodnie z planem. Tak mi się wydawało! Nie miałam do kogo
zadzwonić, nie istniała żadna infolinia, na która można by było zadzwonić, dopytać się i upewnić.

24 grudnia 2010 około południa ludzie kończyli prace i podążali do
najbliższych z prezentami. Ja też skończyłam prace i podążałam do jedynej
znalezionej pracującej ginekolożki, która w prezencie wystawiła mi papier o
poronieniu. Bo wszystko poszło tak jak nie powinno.

24 grudnia, późnym wieczorem, kiedy większość ludzi zasiadało do wigilijnej
kolacji, ja tez zasiadłam, ale na krześle ginekologicznym w białej i zimnej
sali w jednym z Warszawskich szpitali.
Kiedy inni przygotowywali się do Wigilii, mnie personel medyczny
przygotowywał do skrobanki.

25 grudnia, świąteczny poranek ludzie spędzali prawdopodobnie czas z
najbliższymi w miłej świątecznej atmosferze, a ja obudziłam się z narkozy z
wielka ilością papieru miedzy nogami i słysząc wrzask pielęgniarki: „Mówiłam
Ci już, że masz się nie ruszać„ i tak spędziłam kolejne godziny samotnie na
szpitalnym korytarzu, gdzie na każde moje pytanie odpowiedzią był krzyk, a
zamiast 12 tradycyjnych Wigilijnych posiłków podano mi gorzką herbatę, chleb
z masłem i żółtym serem.

Właśnie tak potraktowała służba zdrowia w polskim katolickim wierzącym
kraju, młodą Polkę podczas Świat Bożego Narodzenia .
Odmówiono mi podania komórki żebym mogła skontaktować się z bliskimi którzy
się o mnie martwili i nie wpuszczono mojego przyjaciela, który chciał się
upewnić, czy wszystko jest ze mną OK.

26 grudnia spędziłam już w domu analizując ostatni tydzień mojego życia i zastanawiając się czy postąpiłam dobrze.

 

TAK… nie chciałam wtedy i nadal nie chcę wychowywać dziecka w kraju, w którym do władzy dochodzą coraz bardziej faszyzujące partie polityczne. W kraju, który jest homofobiczny i gdzie łamane są prawa człowieka ze względu na orientalność seksualną. W kraju, gdzie rząd, pod rękę z kościołem, odbiera kobietom ich podstawowe prawa. Gdzie rzecznik praw dziecka nie widzi niczego złego w przemocy w stosunku do nieletnich, a gwałty dokonywane przez księży na dzieciach, nie są nazywane pedofilią. Gdzie osoby z niepełnosprawnościami muszą same zbierać plastikowe zakrętki na wózki inwalidzkie, a ich opiekunowie nie mają wsparcia socjalnego od rządu.

Stwierdzam ze czas świąteczny 2010 roku spędziłam tak jak wybrałam. Wydałam pieniądze na taki prezent, na jaki chciałam.
Jedyne czego nie wybrałam to kraj, w którym się urodziłam i wychowałam i tego żałuje najbardziej.