Aborcja w filmach i serialach

Media mają ogromny wpływ na to, co ludzie myślą i mówią o aborcji. Pomimo tego, że aborcja jest bardzo bezpieczną i bardzo powszechną procedurą, to popularne filmy i seriale – zarówno te zagraniczne jak i polskie – albo aborcje dramatyzują albo całkowicie wymazują. 

Zapraszamy Cię do ćwiczenia

Spróbuj przypomnieć sobie wątek aborcyjny w jakimś serialu. Co to była za sytuacja? Czy bohaterka tylko rozważała aborcję, czy może rzeczywiście przerwała ciążę? Czy była to pozytywna postać? Czy miała jakieś komplikacje po zabiegu? Czy przypominasz sobie dialogi pomiędzy postaciami wokół tego wątku? 
Jeśli oglądasz wiele seriali, to zapewne ćwiczenie to nie było takie trudne. Twórcy i twórczynie coraz częściej pokazują aborcję, ale ciągle ten obraz jest daleki od tego jak wygląda to powszechne doświadczenie.

Widoczność aborcji na ekranie

Czy wiesz, że tylko 87 amerykańskich seriali zawiera wątek aborcji?

W przeciwieństwie do innych zabiegów opieki zdrowotnej czy decyzji z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, aborcja jest często niewidoczna. To oznacza, że ​​wiele osób nie dostrzega, jak powszechna jest ta procedura . Gdyby aborcja nie była stygmatyzowana, media opisywałyby tę praktykę zwyczajnie, jako społeczne doświadczenie. Podczas gdy większość operacji czy wypadków pokazywane są w mediach jako o wiele bezpieczniejsze niż w rzeczywistości, to z aborcja jest zupełnie odwrotnie.
Pomimo tego, że aborcja jest bardzo bezpieczną procedurą, to w amerykańskich serialach aż w 59% zdarzają się poważne komplikacje.
Aż 9% wszystkich bohaterek umiera na skutek aborcji, podczas gdy w USA nie notuje się żadnych śmiertelnych przypadków związanych z procedurą przerwania ciąży. Ciekawe jest też to, że serialowe bohaterki znacznie częściej oddają dziecko do adopcji niż w rzeczywistości.
Seriale prawie wcale nie pokazują też barier jakie możemy napotkać, gdy próbujemy przerwać ciążę. 

Media mówią nam, że aborcja w zasadzie się nie zdarza.

A jeśli już się zdarza to znacznie częściej innym osobom niż w realnym życiu. Oto kilka przykładów:
  • Tylko 15% bohaterek seriali miało już dzieci podczas gdy w rzeczywistości ta liczba to 61%
  • W amerykańskich produkcjach – kobiety które mają aborcje są zazwyczaj białe, młode, bogate a w rzeczywistości większość kobiet, które przerywa ciąże to kobiety czarne, mające już dzieci   (te grupy są w ogóle najmniej reprezentowane filmach i serialach)
  • Osoby w telewizji przerywają ciąże najczęściej z  powodów, które łatwo uznać jako egoistyczne (kariera, zdrada) a w rzeczywistości osoby decydujące się na aborcje robią ją, bo nie są finansowo przygotowane na kolejne dziecko i uważają, że to nie jest odpowiedni czas na powiększenie rodziny. 1 na 3 osoby z doświadczeniem aborcji wskazuje, że chce się skupić na dzieciach, które już ma i zapewnić im bezpieczną przyszłość. 
Aborcja w telewizji nie odzwierciedla rzeczywistości aborcyjnej i samej procedury, ale pokazuje nam jak pewna grupa ludzi postrzega aborcje i osoby, które mają to doświadczenie.
Ta grupa ludzi to mężczyżni – producenci, reżyserzy, scenarzyści. 

Poniżej znajdziecie kilka seriali i film, które naszym zdaniem stanęły na wysokości zadania. Poprosiłyśmy też kilka znajomych osób o polecenie serialu z najciekawszych ich zdaniem wątkiem aborcyjnym. 

Anna Pietrucha – działaczka feministyczna, współorganizatorka demonstracji, na Instagramie prowadzi profil @dziewczynskipower.

Polecam „Please like me”! Uwielbiam ten australijski serial (między innymi!) za to, w jak rzeczywisty i normalny sposób pokazuje aborcję. Jest ona w nim pokazana jako doświadczenie i zabieg medyczny, a nie jako debata polityczna. Jedna z bohaterek „Please Like Me” zachodzi w ciążę. Pewnego wieczoru, podczas joggingu, mówi o tym swojemu przyjacielowi. I od razu dodaje, że zrobi aborcję i że nie ma zamiaru czuć się z tego powodu źle. Do kliniki jadą razem, a my możemy zobaczyć rozwój wydarzeń, o którym w Polsce obecnie dane jest nam jedynie pomarzyć. Jest lekarka, która tłumaczy, jak działają leki i opowiada o przebiegu aborcji. Jest Misoprostol przyjmowany w domu, trzymanie go pod językiem, są skurcze, siedzenie na toalecie. A po wszystkim jeszcze szczera rozmowa o emocjach, także tych trudnych.
Cenię ten wątek z jednej strony za pokazanie medycznych szczegółów, a z drugiej za uchwycenie różnych aspektów emocjonalnych – od tworzących się w głowie alternatywnych scenariuszy, przez zaskoczenie swoimi uczuciami, konfrontację z dorosłością, po docenienie tego, że ma się prawo decydować o swoim ciele. Fajnie zobaczyć, jak mimo różnych wątpliwości, pewne jest to, że dobrze móc wybrać. I że wybór nie jest powodem do poczucia winy.

Karolina Domagalska – prowadzi @coś_na_a czyli pierwszy w Polsce podkast o aborcji.

„Sex education” to nowa jakość w opowiadaniu o seksualności. Nie mogło więc zabraknąć w nim aborcji. Już w trzecim odcinku główna bohaterka Maeve zachodzi w niechcianą ciążę i idzie do kliniki ją zakończyć. Gdy prosi Otisa, drugiego głównego bohatera, o to żeby wpadł po nią koło 18-ej nie wyjaśnia, że umawiają się w klinice. Otis wystrojony w garnitur (efekt szykowania się na pierwszą randkę) trafia najpierw na  przeciwników aborcji, którzy w dalszej części opowiedzą o tym, że czystość seksualna to wstrzymanie się z penetracją, natomiast anal, oral to nie seks, a potem na Maeve, która lekko nadrabia miną i mówi mu, że przyszedł za wcześnie. Całość pokazana jest dość realistycznie, choć dominuje nastrój lekkiego fatalizmu. Za serce złapały mnie dwa momenty: gdy Maeve w szpitalnym fartuszku czeka z dwoma innymi kobietami na swoją kolejkę i najstarsza z nich łapie je za ręce. Ten moment kobiecej solidarności jest po prostu piękny a aborcja, gdy sobie w niej pomagamy, jest jej pełna. W drugim Otis zastanawia się, co kupuje się kobiecie po aborcji. Decyduje się na kanapkę i kwiaty. I trafia w dziesiątkę.

Nataszka Skoczylas – działaczka antyprzemocowa pisząca głównie o traumie i ciele. Prowadzi na Instagramie profil @nataszex

Serial „Jane the Virgin” dłuższy czas był dla mnie tzw. „guilty pleasure”, dopóki nie stwierdziłam, że jest po prostu wspaniały. Tak, to telenowela. Tak, to czasami absurdalna opowieść o katolickiej rodzinie, marzeniach o miłości i małżeństwie, ale zamknąć go w takim opisie to poddać się stereotypom. „Jane the Virgin” to opowieść o połączeniach. I nie wiem czy bardziej ma przybliżać osoby prawicowe do lewicowych (to uproszczony podział na rzecz tych paru zdań) czy na odwrót, ale na mnie zadziałał. Temat aborcji pojawia się prawie od razu, gdy główna bohaterka, 24 letnia Jane zostaje przez przypadek sztucznie zapłodniona. Jej babcia, mama, partner oraz mężczyzna, którego nasienie zostało wykorzystane przy zapłodnieniu starają się, zależnie od osoby, wpłynąć lub wesprzeć Jane w podjęciu decyzji. Ta bohaterka utrzymuje ciążę, ale 3 sezony później inna bohaterka, Xiomara, podejmuje przeciwną decyzję. Robi aborcję za pomocą pigułek. Bez smutku i wstydu, bez zastanawiania się i poczucia winy, sama scena nie jest w ogóle pokazana. Xiomara nie ma z tym większego problemu (jest akurat w dość dobrej sytuacji finansowej). Wie jaka jest jej decyzja i co zrobić, a większość jej rodziny odnosi się do tego w pozytywny sposób. Jedyna, choć przykra trudność, to brak akceptacji jej matki, z którą generalnie utrzymuje bliskie kontakty. Czyli to, co najczęściej bywa problemem: reakcja bliskich, reakcja społeczeństwa, a nie sama aborcja. Postawa matki jest jednak skrytykowana przez resztę rodziny. Musi się pogodzić z tą sytuacją i z tym, że to nie jest jej decyzja, jeśli chce zachować dobrą relację z córką. Warto zwrócić uwagę na to, że bohaterka, która ma aborcję jest Latynoską, a to wciąż niedoreprezentowana grupa, jeśli chodzi o aborcyjne doświadczenia. Zgodnie z bazą Abortion Onscreen takie doświadczenie dotyczy tylko 15 filmów lub seriali. Co więcej, zgodnie z danymi Planned Parenthood to pierwsza aborcja, którą ma Latynoska pokazana w telewizji w godzinach największej oglądalności. Niezwykłą siłą „Jane the Virgin” jest rozwój postaci w kierunku wzajemnego wsparcia i szukania porozumienia, a także nauka respektowania drogi osób, nawet jeśli jest fundamentalnie inna niż nasza. Wiążę się to również z kwestionowaniem zachowań bliskich osób, które bohaterki uważają za dyscyplinujące, w tym oczekiwanie utrzymania niechcianej ciąży.

Karolina Więckiewicz – aborcyjna prawniczka buntowniczka, która w wolnym czasie robi aborcyjne hafty. Współzałożycielka @Aborcyjnydream, prowadzi na Instagramie profil @abortion_embroidery 

Trudno mi wybrać jeden! Ale na pewno do moich ulubionych należy ten z “Sześć stóp pod ziemią”. To serial już wiekowy i może zapomniany, ale to, jak aborcja została tam przedstawiona jest naprawdę warte powrotu do niego. Ten wątek jest po prostu bardzo normalny i mam wrażenie, że odzwierciedla realne doświadczenie wielu osób. Młoda dziewczyna zachodzi w ciążę i postanawia, że ją zakończy. Nic już jej nie łączy z chłopakiem, z którym w nią zaszła i nawet mu o tym nie mówi. Umawia się na zabieg w klinice Planned Parenthood, o odwiezienie jej tam prosi dziewczynę brata (która bez żadnego problemu nie tylko prośbę spełnia, ale też cieszy się z zaufania), bo wie, że nie powinna po zabiegu prowadzić samochodu. Ma zabieg chirurgiczny i pokazane jest to, jak leży na łóżku i w sposób oczywisty przeżywa tę sytuację. Nie ma w tym jednak żadnej niepotrzebnej dramaturgii. Po wielu miesiącach rozmawia o tym z tym chłopakiem, co budzi obawę, że być może w jakiś sposób zostanie za aborcję ukarana, ale nic takiego się nie dzieje. Po prostu informuje go, że wtedy nie czuła potrzeby mu powiedzieć. Normalność, rzeczywistość, prawda o doświadczeniach wielu osób. Dlatego tak lubię ten wątek.

Natalia Broniarczyk – wspiera w aborcjach w @Aborcyjnydream 

Jeśli mam wybrać jeden serial, który porusza wątek aborcyjny i jednocześnie porusza moje emocje, to będzie to „The morning show”. Bradley Jackson – młoda, ambitna i pyskata dziennikarka zastępuje dziennikarza, który został wyrzucony z pracy za molestowanie. Program, który ma współprowadzić to najczęściej oglądany poranek telewizyjny w USA. Codziennie rano miliony Amerykanów i Amerykanek oglądają go w trakcie przygotowań do kolejnego dnia. Bradley podczas debiutu zostaje zaprezentowana krótkim video jako idealna Amerykanka, kochająca swój kraj i rodzinę. Bradley wierzy, że telewizja powinna pokazywać prawdę i zaczyna od siebie. Tuż po video, mówi jaka naprawdę jest i postanawia podzielić się z widzami i widzkami historią swojego aresztowania, picia alkoholu i aborcji gdy miała 15 lata. Program zostaje przerwany, a Bradley zostaje zmuszona do przeproszenia Ameryki za to, że mówi o swojej aborcji… tak lekko i obiecuje poprawę. Kwintesencja stygmatyzacji aborcji – jeśli już masz to doświadczenie, to albo mów o nim tak jak należy albo nie mów wcale. A już na pewno nie zaczynaj przy płatkach śniadaniowych ;)

Mania Kostrzewska -najbardziej lubi dobry przelew, wyprawy z dziewczyną i wpatrywanie się w morze

Jako osoba niebinarna zawsze z wielkim zainteresowaniem śledzę wątki aborcyjne w serialach zwykle przedstawiane bardzo mainstreamowo i dotyczące cis kobiet. Bardzo zaskakujące więc okazało się, kiedy w serialu L Word jednym z kultowych seriali dla środowiska LGBTQ pojawiła się historia trans chłopaka Maxa, który w trakcie tranzycji zaszedł w ciążę ze swoim chłopakiem. Ta historia jest dla mnie o tyle ciekawa, że pokazuje szerszej publiczności wyzwania z jakimi mierzą się osoby trans. Po piewsze możliwość zajścia w ciążę pomimo przyjmowania testosteronu, który nie wyłącza gospodarki hormonalnej i działania jajników. Max po tym jak odkrywa, że jest w ciąży bardzo szybko podejmuje decyzję o aborcji, na którą niestety jest już za późno, ale to co podoba mi się bardzo w tym, to rozmowa Maxa z jego lekarką, która nie ocenia, nie namawia, a rzeczowo tłumaczy i po prostu jest obok w tej trudnej dla niego sytuacji. Po drugie Max jest zmuszony pozostać w ciąży, a to bardzo jest nie po drodze z jego tranzycją, gdyż jego ciało w trakcie kolejnych miesięcy uwidacznia kobiece atrybuty przez odstawienie testosteronu i fakt rozwoju samej ciąży. Dodatkowo jeszcze jego chłopak podejmuje decyzję, że nie jest gotów na bycie tatą i Max zostaje niestety sam w bardzo skomplikowanej i wymuszonej sytuacji, która potem przeradza się w niezwykle ciakawą analizę drogi do trans rodzicielstwa, no ale ta notka jest nie o tym. Mimo więc, że de facto, że do przerwania ciąży nie dochodzi jest to jedna z moich ulubionych serialowych historii aborcyjnych ze względu na pokazanie, że nie tylko cis kobiety stają przed sytuacjami, w których nie chcą pozostać w ciąży, że dotyczy to także trans mężczyzn i po prostu osób z macicami.

Alicja Grzeżułkowska współzałożycielka i członkini Poważnych Dziewczyn 

Długo nie mogłam się zdecydować na wątek aborcyjny, o którym napiszę. Każdy, o którym pomyślałam jest ważny, ale prawie wszystkie łączy pewien element, produkcje, w których się pojawiły miały bardzo silny wątek walki o prawa kobiet, a przecież, żeby mieć aborcję nie trzeba być aktywistką. Dlatego postanowiłam napisać o filmie z 1987 roku, w którym aborcja była bardzo ważną częścią fabuły. Obejrzenie “Dirty dancing”, bo o tym filmie mowa, to najprawdopodobniej moje pierwsze zetknięcie się z tematem aborcji. Penny partnerka taneczna Johnnego zachodzi w niechcianą ciążę. Dziewczyna wie, że nie chce dziecka i decyduje się na aborcję. Nie jest to poboczny wątek, ale motor napędzający całą historię. Baby gdy dowiaduje się o zamiarze Penny postanawia jej pomóc. Zbiera pieniądze na przeprowadzenie aborcji, przyprowadza do niej swojego ojca, który jest lekarzem, kiedy dziewczyna zaczyna się źle czuć po nielegalnym i niebezpiecznym zabiegu, aż w końcu zastępuje ją w konkursie tańca, kiedy ta dochodzi do siebie.  Wątek ten mógłby z łatwością zostać zastąpiony skręceniem kostki, czy chociażby zwichnięciem nadgarstka. Jednak Eleanor Bergstein, scenarzystka filmu, zdecydowała się go zamieścić, ponieważ wie, że aborcja jest czymś na co decydują się zwykli ludzie, w zwykłym życiu, i że to jest ok. 

Lan Pham współzałożycielka i członkini Poważnych Dziewczyn 

Myśląc o aborcji na ekranie od razu wpadła mi do głowy niedawno powstała produkcja, jaką jest “Sex Education”. Serial o młodych z popularnego gatunku coming-of-age, o dojrzewaniu. Ale to co wyróźnia go od innych to to, że nie stroni w żaden sposób od wszelkich “wstydliwych” tematów dotyczących seksualności. Nie ma żadnych eufemizów, metafor, symbolicznych scen poruszające ważne tematy, o czym świadczy nawet sam tytuł. Jest rzeczowy, zabawny i autentyczny. 
Właśnie taka też jest scena aborcji w trzecim odcinku, w którym główna bohaterka zachodzi w niechcianą ciążę. Bez dylematów i bez ceregieli, idzie do kliniki na aborcję. Nie ma nawet cienia wątpliwości, że musi to zrobić. Scena też realistycznie pokazuje proces od początku do końca,co też nie za często jest pokazywane w popkulturze. Umawia się na wizytę, idzie do kliniki omijając kilku pro-lifowych protestujących, wypełnia kwestionariusz, czekanie w poczekalni oraz spotkanie z innymi pacjentkami, jedna z nich nie pierwszy raz odwiedza klinikę. Scena piękna, lekka i humorystyczna, bez zbędnych ciężkich rozmów tylko pokazana czysta solidarność, wsparcie w stresującym momencie.
A później? A później po aborcji i życie toczy się dalej, nie ma stygmy, nie ma dramy.
Jest jeszcze jedna piękna rzecz w tym wątku. Scena na sali operacyjnej. gdy w trakcie zabiegu w tle leci The Smiths – “Asleep”, które kocham (i zespół i piosenkę). Muzyka, ważna kwestia przecież :)

Anna Piekutowska – współautorka podcastu Szkoda czasu na złe seriale w Radiu TokFm

„BoJack Horseman” to animowany serial, którego tytułowy bohater w latach 90. był gwiazdą popularnego sitcomu. Kilkanaście lat po tamtym sukcesie coraz bardziej zapomniany BoJack nie potrafi poradzić sobie z tym, że nie jest już młody i sławny, popada w depresję, kolejne uzależnienia, odpycha od siebie ludzi i ze wszystkich sił stara się sięgnąć dna. To komedia, tzw. sadcom, który o poważnych tematach opowiada z ciętym, potoczystym humorem, a do tego trafnie komentuje dzisiejszą polityczną i społeczną rzeczywistość – porusza tematy rasizmu, homofobii, seksizmu, itp. „BoJack Horseman” obfituje w błyskotliwych i oryginalnych bohaterów. Wśród nich jest Diane Nyguen,  jedna z najlepszych postaci kobiecych stworzonych w telewizji w ciągu ostatnich kilku(nastu) lat. Jest młodą feministką i intelektualistką, początkującą pisarką i jedną z najbliższych osób dla głównego bohatera. W trzecim sezonie serialu, gdy tylko dowiaduje się, że zaszła w ciążę, chce ją usunąć.

Żeby zarobić na życie, Diane obsługuje konta społecznościowe celebrytów. Jedną z jej klientek jest nastoletnia gwiazda pop Sextina Aquafina. Skołowana i zestresowana perspektywą zabiegu Diane przypadkowo twittuje w imieniu Sextiny, że „potrzebuje aborcji”. Wybucha skandal. W pierwszym odruchu szefowa chce zwolnić Diane w obawie o reputację piosenkarki, ale szybko okazuje się, że aborcyjne wyznanie działa korzystnie na wizerunek Sextiny. Do tej pory uważana za infantylną, rozerotyzowaną nastolatkę, teraz staje się twarzą ruchu pro-choice. 

W mediach społecznościowych fani deklarują wsparcie i solidarność dla Sextiny. Jej wyznanie staje się pretekstem do niekończących się debat w mediach (niestety, uczestniczą w nich głównie biali faceci). Diane nie potrafi zatrzymać lawiny nieporozumień i kłamstw, która ruszyła razem z jej pomyłką, i ma wątpliwości, czy jej własne doświadczenie powinno być wykorzystywane w taki sposób. Sextina odpowiada: „Jeśli dzięki mojemu wyznaniu chociaż jedna laska poczuje się mniej samotna w takiej sytuacji, to chyba warto.  A jeśli dzięki temu milion lasek kupi moją płytę, to już na pewno warto”.

Nagrywa piosenkę „Get that featus, kill dat featus” (posłuchajcie w serialu zarówno polskiej, jak i oryginalnej wersji) i rusza w trasę, monetyzując nagłą popularność.
W fabule „BoJack Horsemana” aborcja jest potraktowana publicystycznie. Jest pretekstem do krytycznego spojrzenia na autopromocję pod przykrywką społecznego zaangażowania; na media, które rzucają się na „kontrowersyjny” temat, gdy w jego centrum stoi celebrytka; na system skonstruowany tak, by kontrolować kobiety. Jest też druga strona tej historii – sama Diane i jej aborcja. Ta walka toczy się nie przed kamerami, lecz w gabinecie kliniki aborcyjnej. Przed zabiegiem Diane musi posłuchać bicia serca płodu i dowiedzieć się, że miesięczne szczenięta (jest w ciąży z psem, urok seriali animowanych) mają już swój ulubiony kolor. Zanim pójdzie na zabieg, powinna obejrzeć 20 godzin filmików ze szczeniaczkami, bo tak bzdurne są przepisy dotyczące aborcji w serialowym Hollywoo. Diane wścieka się, waha, ale przechodzi przez procedurę. Ma u boku partnera, wszystko idzie pomyślnie. Oddycha z ulgą. It’s a-borted.

Zuza Piechowicz współautorka podcastu Szkoda czasu na złe seriale w Radiu TokFm

“Sex education” i aborcja głównej bohaterki Maeve to dla mnie najważniejsza scena usunięcia ciąży w popkulturze. Maeve jest feministką, buntowniczką i szkolną outsiderką. Zachodzi w ciążę mimo korzystania ze środków antykoncepcyjnych. W klinice aborcyjnej dowiaduje się, że po zabiegu ktoś musi ją odebrać. Nie może liczyć na wsparcie nieobecnej rodziny. Umawia się ze swoim przyjacielem Otisem, nie mówiąc mu, o co chodzi. Otis myśli, że to randka – ubiera się w garnitur i jest bardzo się denerwuje pierwszą randką.. Co robi jak poznaje prawdę? Zastanawia się, jaki prezent kupuje się na aborcję. Wygrywają kwiaty i kanapki, bo przecież po zabiegu może być głodna. Potem odprowadza ją do domu. W serialu pokazane są też sceny w samej klinice: kobiety się wspierają, a liderką w tym jest kobieta, która mogłaby być matką Maeve. Sama ma dzieci, nie może mieć kolejnego. Wspiera młodsze dziewczyny przechodzące przez to samo. Mówi, że to nic strasznego i nie trzeba bać się zabiegu. To piękna historia o wsparciu i bliskości. Oraz nie robienia z aborcji wielkiego halo, jeśli kobieta decydująca się na nią tego nie potrzebuje.  “Sex education” – dwa sezony do obejrzenia na Netflixie