Wielka ulga

Mam 22 lata i nigdy nie przepadałam za dziećmi a tym bardziej nie wyobrażałam sobie, że mogę zostać matką. Już za czasów technikum kiedy koleżanki z klasy odpowiadały, że już chciałyby zostać  matkami ja miałam w głowie tylko “wpadka = aborcja”. Dzieliłam się swoimi spostrzeżeniami z 2 przyjaciółkami ale one były przeciwne i mówiły, że jestem nienormalna. Mnie to zbytnio nie ruszało, bo to moje życie i mój wybór.

Pod koniec stycznia z chłopakiem zaliczyliśmy wpadkę. Wtedy jeszcze nie mieliśmy pewności co do tego, że doszło do zapłodnienia ale po 18 godzinach od stosunku udałam się do lekarza po pigułkę 72h po ale niestety po 2 tygodniach okazało się, że metoda ta nie zadziałała. To było koszmarne przeżycie kiedy na teście zobaczyłam 2 kreski, i właśnie wtedy cały świat mi sie zawalił. Mieszkam z chłopakiem i razem planujemy przyszłość dlatego też byliśmy zgodni co do aborcji. Nie było czasu więc zaczęłam szukać innych rozwiązań. Nigdy wcześniej nie słyszałam o aborcji farmakologicznej dlatego byłam przekonana, że będę musiała wyjechać do zagranicznej kliniki.
Byłam załamana, nie wiedziałam jak zabrać się do załatwiania tego typu zabiegu i wyjazdu z tym związanego. Traciłam nadzieję, że będę potrafiła to ogarnąć, ale pojawiła się ponownie, kiedy znalazłam informację o aborcji farmakologicznej. Dużo czytałam na ten temat, chciałam dowiedzieć się czy jest to bezpieczna metoda. Znalazłam najbardziej wiarygodną stronę internetową, gdzie wyjaśniono o przesyłce, która musi przejść przez służbę celną. Nareszcie 27.02 zamówiłam paczkę i czekałam na nią niecierpliwie. To były piekielne tygodnie oczekiwania na listonosza. Codzinne mdłości od rana do wieczora, bóle piersi, ogólne osłabienie i ten stres nie do opisania. Dlaczego tygodnie? Trafilam na okres pandemii koronawirusa. Pierwsza paczka nie doszła, prawdopodobnie została zatrzymana. Całe szczęście organizacja nadała do mnie druga paczkę 24.03 która doszła po tygodniu. To był najszczęśliwszy dzien mojego życia. Dwa dni po otrzymaniu przesyłki bez wahania przyjęłam mifepriston a po 24 przyjęłam ketonal i chwile późnej misoprostol. Miałam nieodczuwalny smak tabletek, zero dreszczy, żadnych wymiotów. Do 4 godzin od przyjęcia tabletek nie mialam bólu brzucha jedynie wydalilam kilka małych skrzepów i miałam biegunkę. Ciągle byłam w ruchu,także zaczynałam wątpić, że cała akcja sie uda. Po 4 godzinach skontaktowałam sie z organizacją i poinformowali mnie, abym przyjęła kolejne 4 tabletki misoprostolu. Byłam tak wystraszona, że mi sie nie uda, że w jednym czasie płakałam i wykonywalam ćwiczenia żeby przyspieszyć poronienie. A nadal nic tylko lekkie skurcze. Postanowiłam sobie poleżeć i wtedy poczułam większe skurcze i postanowiłam iść na toaletę. I wtedy wyleciał ze mnie większy skrzep. Jedak bylam pewna, że to jeszcze nie to. Poszłam leżeć dalej i po chwili znów na toaletę i wyleciało ze mnie 2 razy cos dużo większego. Wtedy bylam pewna, że to bylo “to”, ale byłam tak przerażona, że od razu to spuściłam. Przez całą akcję wyleciało ze mnie bardzo malo krwi. Po nocy także mialam suchą podpaskę i dziwiło mnie to, ponieważ większość kobiet bardzo dużo krwawi. Postanowiłam skonsultować to z organizacją i zostałam poinformowana, że mogę zażyć jeszcze 2 tabletki misoprostolu w celu oczyszczenia macicy. Tak też zrobiłam, ale pojawiło sie niewielkie krwawienie. Poczytałam inne historie na stronie “Kobiety w Sieci” i troszke mi ulżyło, ponieważ każda kobieta inaczej przechodzi oczyszczanie.
Dziś jestem 3 tygodnie po wszystkim. Jestem szczęśliwa, że odzyskalam swoje życie. Jednak w całej akcji dużo mi dało wsparcie bliskich osób.
Ale największe podziękowanie i wyrazy szacunku należą się kobietom z organizacji które od początku do końca byly ze mną w kontakcie i dawały mi oparcie. A wy dziewczyny pamiętajcie “Nie taki diabeł straszny jak go malują”.